Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

170686 miejsce

Premierowa "Wizyta starszej pani" w Zielonej Górze

Dramat, który na deskach teatru jest grany od blisko pięćdziesięciu lat, wczoraj zobaczyłem po raz pierwszy zobaczyłem na żywo. Wydarzenie niezwykłe, bo wczorajsza "Wizyta" to pierwsza tegoroczna premiera spektaklu w Lubuskiem Teatrze w Zielonej Górze.

Materiały organizatora - http://teatr.zgora.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=4&Itemid=1 / Fot. Teatr Lubuski w Zielonej Górze "Wizyta starszej pani" to dramat sceniczny, napisany w 1956 roku przez Friedricha Dürrenmatta. Opowiada o mieszkańcach zubożałego szwajcarskiego miasteczka Gallen, do którego pewnego dnia przyjeżdża jego dawna mieszkanka, a obecnie amerykańska miliarderka Klara Zachanssian. W tę rolę wcieliła się Elżbieta Donimirska. Mieszkańcy Gallen wiążą z tytułową wizytą nadzieję na lepsze życie, dzięki finansowemu wsparciu Klary. Ich nadzieje zostaną spełnione pod warunkiem, że zabiją Illa - dawnego kochanka Klary (w tej roli Jerzy Kaczmarowski), który porzucił ją gdy zaszła w ciążę. Ill, nie przyznając się do ojcostwa, zszargał kobiecie opinię, którą szybko okrzyknięto dziwką. To wydarzenie odcisnęło piętno na jej psychice. Tuż po opuszczeniu miasteczka została... prostytutką. W pracy poznała miliardera, który został jej mężem.

Po kilkudziesięciu latach wraca do wioski jako wdowa po miliarderze, a nietypową propozycją próbuje wyrównać rachunki za krzywdy, jakich doznała w przeszłości. Mieszkańcy Gallen są początkowo oburzeni propozycją miliarderki, ale widmo dalszej nędzy z jednej strony, z drugiej zaś - wizja radykalnej poprawy życia za cenę istnienia jednego człowieka, dokonują zmiany w postawie moralnej mieszkańców. Galleńczycy godzą się zabić Ila, aby odzyskać pracę i wieść dostatnie życie. Przygotowali już dla niego trumnę...

Przedstawienie jest doskonałą okazją do rozważań o ludzkiej moralności, człowieczeństwie i egzystencji. W tym dramacie nie ma zwycięzców, każdy jest tutaj przegranym. Praktycznie z tych samych pobudek - własnej chciwości i dążeniem do zaspokojenia prymitywnych potrzeb, nawet, gdyby wiązało się to ze śmiercią drugiego człowieka. Ukazanie zubożenia wartości, jaką stanowi życie drugiego człowieka, jest tu niemniej istotne. Mieszkańcy Gallen sprowadzeni są do roli jednostek podążających za subiektywnie pojętą sprawiedliwością.

Sam spektakl wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie sposób wyobrazić sobie, aby sztuka ta mogła być zrealizowana w inny sposób. Scena Lubuskiego teatru stała sie miejscem, gdzie ukazuje się to, co dla wielu z nas jest niewyobrażalne. Dramat w swojej wymowie jest niewątpliwie przerażający, ale nie brakuje też scen, które wzbudzają uśmiech na twarzach widzów czy pozwalających na chwilę refleksji nad codziennością i naszymi przeżyciami.

Spektakl będący pierwszą tegoroczną premierą w Lubuskiem teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze został wyreżyserowany przez świeżo upieczonego dyrektora teatru, Roberta Czechowskiego. W przedstawieniu wzięli udział wszyscy aktorzy Lubuskiego Teatru czyli w sumie około 20 osób. I właśnie to urzekło Barbarę Krafftównę, która była gościem specjalnym wczorajszej premiery. W latach siedemdziesiątych to ona wcieliła się w rolę Klary w spektaklu Teatru Telewizji.

Na przedstawienie przeznaczono niemałą sumę stu tysięcy złotych, ale już teraz wiadomo, że było warto. Niezmiernie ważnym elementem przedstawienia były stroje aktorów. Oryginalne, ale proste, z czerwonymi wstawkami, które w domyśle symbolizowały krew na rękach galleńczyków.

Sama Klara, z protezami rąk i nóg, ubrana w czerwień jakże przewrotnie symbolizowała ludzkość i cielesność. Po śmierci Illa, Klara ubrana w białą suknię utwierdziła nas w przekonaniu, o tej ironicznej wymowie. Właśnie dlatego na ogromne wyrazy szacunku zasługuje kostiumograf - Elżbieta Terlikowska.

Obawiałem się rozproszenie uwagi, gdy na scenie przebywać będzie tak duża liczba osób. Nie było to łatwe zadanie. O doskonały ruch sceniczny zadbała tutaj Anna Wytych. Scenografia, za którą odpowiedzialny był Jan Polivka była bardzo interesująca. Na scenie skromnie: kilkanaście krzeseł, stolik, później walizka. Tło sceny zmieniało sie prawie magicznie, raz były to gwiazdy, innym razem światła w wieczornych zarysach miejskich budynków. Wszystko to składało się na niezwykle realny klimat całego przedstawienia, tworząc jednocześnie doskonałe uzupełnienie gry aktorskiej.

Nie zobaczylibyśmy, ani krzeseł, ani aktorów, gdyby nie Piotr Pawlik, dbający o sceniczne oświetlenie. Gra światła i cienia niesamowicie podkreślała charakter przedstawienia, poszczególnych scen i charaktery bohaterów. Nie można tez zapomnieć o muzyce, która była grana na żywo przez zielonogórski zespół Mate, pod czujnym okiem i uchem Aliny Konwińskiej. Interpretacja muzyczna rozgrywającej się na scenie akcji była bardzo trafna, muzyka była żywa, stroniąc od monotonnych taktów stanowiła integralną część przedstawienia.

Przed spektaklem redakcyjna koleżanka napisała mi: "Jeśli emocje wyrażane przez aktora przenoszą się na Ciebie, to możesz czuć się jak odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu". I właśnie tak czułem się podczas "Wizyty starszej Pani".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.