Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171329 miejsce

Premiership: Manchester City - Everton 0:2

Szybkie i pasjonujące widowisko mogli zobaczyć kibice zgromadzeni w Manchesterze, gdzie "Citizens" podejmowali zespół "The Toffies". Bramki Yakubu i Lescotta zapewniły gościom trzy - jak najbardziej zasłużone - punkty i awans w tabeli.

Phil Jagielka (L) z Evertonu naciskany przez Micaha Richardsa (C) z Manchester City. / Fot. PAP/EPA/LEE SANDERSPrzed spotkaniem obie ekipy zdawały sobie sprawę z wagi spotkania - Manchester City po ewentualnej wygranej zrównałby się punktami z Evertonem, a podopieczni Davida Moyesa za wszelką cenę chcieli odzyskać 4.miejsce w tabeli, które w miniony weekend zajął Liverpool, a ponadto mieli okazję odskoczyć dzisiejszym rywalom już na sześć "oczek". I plan swój zrealizowali.

Początek meczu to wzajemne badanie sił przeciwnika i powolne "rozkręcanie się" graczy Evertonu. W 5 minucie świetnym zagraniem wzdłuż pola karnego popisuje się Pienaar, lecz strzał Yakubu zostaje zastopowany przez obrońcę gospodarzy. Akcja w 28 minucie to kolejny popis Pienaara, którego precyzyjny strzał ląduje na słupku bramki Manchesteru City. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze i po pół godziny gry gościom udaje się wyjść na prowadzenie. Świetną akcją popisała się dwójka Cahill - Yakubu, która nie raz da jeszcze się we znaki obrońcom drużyny z Manchesteru. Yakubu zagrywa do Cahilla, Australijczyk gubi świetnym zwodem w polu karnym pilnującego go obrońcę i dogrywa piłkę do Yakubu. Nigeryjczykowi nie pozostaje nic innego, jak skierować futbolówkę do pustej bramki. Kilka minut później, siedzący za bramką Joe'a Harta kibice Evertonu, znów mają powody do radości. Po dośrodkowaniu Lee Carsleya fantastycznym strzałem głową popisuje się Joleon Lescott i umieszcza piłkę w siatce, ponad głową bramkarza "Citizens". Warto dodać, że dla reprezentanta Anglii to już szóste trafienie w obecnych rozgrywkach, a Lescott to przecież nominalny obrońca. Niejeden napastnik może pozazdrościć skuteczności czarnoskóremu graczowi. Pilkarzom Manchesteru City nie udało się stworzyć żadnej dogodnej sytuacji do strzelenia gola w I połowie meczu i na przerwę zeszli z dwubramkowym bagażem goli.

Kibice, którzy przyszli na Stadion Miejski w Manchesterze, spodziewali się zapewne falowych ataków swoich ulubieńców wraz z początkiem II połowy. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a na boisku dalej brylowali zawodnicy przyjezdnych. W 52 minucie mamy kolejną koronkową akcję Cahilla oraz Yakubu. Nigeryjczyk ogrywa Richarda Dunna i rewanżuje się za świetne zagranie z I połowy Australijczykowi, jednak strzał wślizgiem Cahilla z najwyższym trudem broni Hart. W kolejnych minutach gracze Manchesteru City próbują w jakikolwiek sposób zagrozić bramce Tima Howarda, jednak amerykański bramkarz nie ma zupełnie nic do roboty, ponieważ ataki gospodarzy bez problemu rozbijają mądrze broniący się piłkarze Evertonu. W 78 minucie faulowany przed polem karnym jest Yakubu i kiedy wszyscy spodziewają się długiego celebrowania rzutu wolnego, na strzał z zaskoczenia decyduje się Lee Carsley. Wspaniałą paradą popisuje się jednak najjaśniejszy tego wieczoru punkt drużyny, prowadzonej przez Svena Gorana Erikssona, Joe Hart. W końcówce spotkania Manchester City stawia wszystko na jedną kartę i nadziewa się na błyskawiczne kontry Evertonu. Jedna z nich, skonstruowana przez trio Carsley - Johnson - Osman kończy się strzałem tego ostatniego, jednak zbyt lekkim, by zaskoczyć Harta. Kilka minut później świetnym dryblingiem i wrzutką popisuje się Lescott, a strzał Johnsona, który pojawił się na boisku kilkanaście minut wcześniej, znów broni Hart. Za chwilę swoją szansę mają gospodarze, jednak strzał Castillo z najwyższym trudem wybija Howard. Doliczony czas gry to próby strzałów Martina Petrova, które lądują w rękach Tima Howarda. Bułgar najwyraźniej nie potrafił pogodzić się z porażką i stylem gry swojego zespołu. Najpierw próbuje kopnąć bez piłki Yakubu, a gdy to uchodzi mu na sucho, znów atakuje nogi zawodnika gości, tym razem Leona Osmana. Arbiter spotkania, Rob Styles, wyciąga czerwony kartonik i usuwa niesfornego Bułgara z boiska, a za chwilę kończy całe spotkanie.

Everton pokazał się w Manchesterze od świetnej strony, jako bardzo ułożona i zdyscyplinowana drużyna w obronie i bardzo kreatywna w ataku. Cały blok defensywny zasłużył na pochwały, a w formacjach ofensywnych brylowali Cahill i Yakubu. Szczególnie Nigeryjczyk straszył obrońców "Citizens" i był nie do powstrzymania tego wieczoru. Jeśli gracze Davida Moyesa utrzymają taką dyspozycję do końca sezonu, mają ogromną szansę na wywalczenie 4. miejsca w tabeli, które daje grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Cięzko coś dobrego powiedzieć o Manchesterze City. Podopieczni Svena Gorana Erikssona oddalili się od europejskich pucharów i zaprezentowali chimeryczną formę - ich kibice oczekiwali zapewne więcej po świetnym meczu na Old Trafford. Na słowa pochwały zasłużył jedynie bramkarz gospodarzy, Joe Hart, zgłaszając poważne aspiracje do gry w narodowym zespole.

Spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie i pokazało, że walka o 4.miejsce w Premiership będzie nie mniej atrakcyjna, niż o zwycięstwo w lidze, a skorzysta na tym cała, piłkarska Anglia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.