Facebook Google+ Twitter

Premiery Gwiazd na III Festiwalu Kabaretu w Zielonej Górze

W sobotę dla zielonogórskiej publiczności wystąpili Kabaret Ani Mru Mru, Kabaret Hrabi i Ireneusz Krosny, następnie widzowie obejrzeli 79 odcinek kabaretowego serialu Spadkobiercy, który tworzyły połączone siły kabaretów goszczących na festiwalu.

Jako pierwszy rozśmieszał nas mim - Ireneusz Krosny. Jego sztuka połączona z elementami dźwiękowymi w symboliczny, ale jakże realistyczny sposób ukazywała naszą z pozoru szarą rzeczywistość. Nie spodziewałem się, że sytuacje, które otaczają mnie na co dzień i często denerwują lub irytują, w gestach i minach Ireneusza Krosnego nabiorą nowego, pozytywnego znaczenia. Artysta zaprezentował nam kilka wyśmienitych etiud, wśród których znalazł się pechowy kierowca, poruszający się po dziurawych i zakorkowanych drogach, wynalazcę wehikułu czasu czy dyrygenta w filharmonii, gdzie muzykę stanowiły oklaski publiczności. Widzowie bawili się znakomicie i z uwagą śledzili gesty oraz mimikę aktora. A po każdej etiudzie nagradzali go gromki brawami. Na koniec Ireneusz Krosny poprosił publiczność o wykonanie dłonią prostych sztuczek pantomimicznych. Na szczęście, po kilku próbach widzowie zaprzestali intensywnego wyginania nadgarstków i udzielanie pomocy medycznej nie było konieczne.

Wikimedia Commons http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Ani_Mru_Mru_in_Edinburgh_04.jpg / Fot. Bartosz Madejski licencja CC-BYGłównym daniem dla smakoszy kabaretu był występ Kabaretu Ani Mru Mru w programie Dark side of the moon. Natychmiast publika stała się statystami do nowego filmu przyrodniczego, w którym główna rolę męską zagra spleśniała huba. Dialogi reżysera, w którego wcielił się Marcin Wójcik z niezdyscyplinowanym aktorem, którego zagrał Michał Wójcik rozśmieszył publiczność do łez. Moim zdaniem dobry kabaret powinien iść z duchem czasu. I tak właśnie poszedł Ani Mru Mru przenosząc nas na chwilę do Irlandii, gdzie właśnie zjawił się nasz rodak w poszukiwaniu pracy. Pracy nie ma, a liczyć można wyłącznie na siebie, bo kolega to już nie Stachu tylko Stanley. Właśnie doskonale przemyślany wątek, aktualność wydarzeń, historie opowiedziane lekkim słowem sprawiły, że nie tylko zielonogórska publiczność pokochała Ani Mru Mru. Gromkie brawa, salwy śmiechu, załzawione z rozbawienia oczy dyskretnie przecierane chusteczką i ludzie kurczowo trzymający się za przeponę to znaki rozpoznawcze występu tego kabaretu.

Na deser organizatorzy zaserwowali nam dostojny kąsek w postaci zielonogórskiej formacji Hrabi z ich najnowszym programem „Kobieta i mężczyzna”. I wydawałoby się, że na scenie znów usłyszymy nudny, ograny dialog kilku facetów i jednej kobiety w różnych konfiguracjach. Nic bardziej mylnego. Akcja jest przewrotna, ciekawa, bez patosu. Artyści pokazali nam, że mężczyźnie nie jest łatwo zamienić się w kobietę i na odwrót, choć to drugie wyszło bardzo zabawnie. Na uwagę zasługuje doskonała gra Joanny Kołaczkowskiej z Hrabi, która świetnie daje sobie radę w kabaretowym, zdominowanym przez mężczyzn świecie. Na koniec aktorzy obdarowali męską część publiczności różami; po to, by mogli oni przekazać je swoim partnerkom. Kobiety otrzymały natomiast skarpetki, aby miały z głowy gwiazdkowe prezenty dla swych ukochanych. (A w przyszłości, jeszcze jedną parę do wyprania...). Publiczność, doskonale znająca zielonogórski kabaret, była zachwycona nowym programem. Także loża ekspertów i kapituła przyglądały się im z uwagą, przyznając, w dowód uznania, statuetkę Ericha von Patishona.

A na koniec prawdziwa gratka dla maniaków kabaretu. Połączone siły wszystkich kabaretów zaprezentowały 79. odcinek kabaretowego serialu pt. „Spadkobiercy”. Wiadomo, że prawie każdy serial, w którym występują dwie zwaśnione rodziny może liczyć dziesiątki, setki a nawet tysiące odcinków. Na szczęście ci, którzy nie widzieli poprzednich odcinków, które powstały w ciągu 12 lat otrzymali ich krótkie streszczenie. Już w pierwszej scenie padły strzały, krzyki, polała się krew. W dalszej części przyglądaliśmy się próbie przejęcia interesu za plecami głowy rodziny i jednej scenie prawie łóżkowej. Całość oczywiście okraszona solidną dawką humoru. Przejaskrawiony Nowy Jork w wydaniu powiatowym bardzo spodobał się publiczności, zdejmował maski bohaterom telewizyjnych seriali, wyśmiewał naiwną fabułę i głupie, podszyte szyderstwem dialogi. Odcinek był bardzo oryginalny, trwał nieco ponad półtorej godziny, a na serialowym planie pojawili się, niby przypadkiem, Stanisław Tym i Grzegorz Miecugow. Publiczność długimi brawami nagradzała aktorów za podjęcie tak niecodziennego wyzwania. Śmiechu było, co niemiara, więc z niecierpliwością wielu z widzów czeka na kolejne odcinki „Spadkobierców”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

(+) Nie dostałam biletu. :-(
Zazdroszczę, skarpetki przeszły mi przed nosem. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ dobrze mieć na festiwalu naszego człowieka :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.