Pozycja materiału w rankingach:
Jednym z najbardziej widocznych zjawisk w teatrze roku 2011 był powrót do romantyzmu, z jego "Sturm und Drang" oraz polskimi narodowymi mitami i mesjanizmem. Powodem powrotu było wykorzystanie tekstów romantycznych jako materiału do polemiki i próby zdefiniowania, czym dziś jest polski patriotyzm i jaka jest rola symboliki romantycznej. Rok 2011 na scenie to także sporo klasyki powszechnej, często czytanej na nowo. Przykładem spektakle Warlikowskiego, Brala, Klaty.
Spektakl pozostawia pewne poczucie niedosytu, ale absolutnie nie można go ominąć go w zestawieniu istotnych wydarzeń teatralnych mijającego roku. Trudno mu odmówić oryginalności i wizyjności. Paweł Passini zajrzał do świata Antoine'a Artauda, artysty, surrealisty, wizjonera. To tu odnalazł początki teatralnej drogi, którą podążyli m.in. Kantor i Grotowski, wielcy mistrzowie polskiego teatru i mistrzowie Passiniego. „Mnie interesuje pewien rodzaj relacji, który jest między reżyserem i aktorem. Jak to się dzieje, że wewnątrz instytucji zajmującej się sztuką, między jednym a drugim człowiekiem jest taki rodzaj klinczu, że pozwalają sobie na tak wiele, że ta relacja jest tak intensywna[…]. Nie byłoby wielkich spektakli i wielkich metod aktorskich, i wielkich obrazów teatralnych XX wieku, gdyby nie ten rodzaj pracy, spalający dla obu stron – mówił w wywiadzie dla Wiadomosci24.
Surowe, mroczne, posągowe widowisko o śmierci i rozpaczy. I przede wszystkim spektakl Jadwigi Jankowskiej-Cieślak, która daje w nim popis aktorskich umiejętności. W swej roli spaja cechy niezłomnej bogini oraz kobiety udręczonej i szalonej z bólu. Patos przekazu, wspaniała oprawa muzyczno-scenograficzna dopełniają dzieła. Karolina Labakhua, debiutująca jako reżyserka, proponuje konfrontację postawy Hekabe, znaną z tragedii Eurypidesa z współczesną ideą wybaczania. To ważny głos w dyskusji nad poszukiwaenim źródeł nieszczęść spadających na ludzi. To nie przeznaczenie i ślepy los, ale nasze decyzje – wydaje się mówić reżyserka.
„Idiota” Brala ożywia skrajne emocje. Spektaklem albo można się zachwycić, albo go zanegować. Tu nie ma miejsca na stany pośrednie. Ja się zachwycam. Takie jest to przedstawienie: gorące, ciężkie od słów, gestów, barw, ale i dynamiczne, pełne metafor i rewelacyjnej muzyki. Sceniczna maszyna nie służy opowiedzeniu fabuły, więc jeśli ktoś szuka w teatrze tylko prostej opowieści – będzie zawiedziony. Jeśli jednak chce się poddać refleksji nad „przeklętymi pytaniami” Dostojewskiego na temat miłości, religii, prawdy, piękna i ich miejsca w świecie współczesnym warto spektakl zobaczyć. To nie jest przedstawienie łatwe, ale kapitalnie intrygujące.Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Andrzej Szelbracikowski 01.01.2012 17:30
Przebogaty wybór - znakomicie podany, gratuluję ;)) Subiektywnie przekonałem się w ocenie roku 2011 na Wiadomościach, że najtrudniej jest uwolnić się nareszcie "po polsku" od cnoty patriotyzmu, ha!ha! Ale to już moje... do cna "subiektywne" odczucie! Happy New Years ;))