Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12269 miejsce

Prezydencie Gliwic! Gdzie się podziało 47 tysięcy drzew?

Podobno papier wytrzyma wszystko, ja jednak chcę wierzyć, że nie po to wycina się drzewa, aby tworzyć z nich świat papierowych statystyk, wykazujących „stały i dynamiczny przyrost zieleni w mieście”.

Pilarze przy pracy / Fot. Andrzej PieczyrakZaniepokojony sposobami pielęgnacji zieleni miejskiej w Gliwicach, postanowiłem napisać kilka pism. Otrzymałem urzędowe odpowiedzi i zaproszenie do Wydziału Środowiska Urzędu Miasta. Pierwsza moja wizyta spotkała się z typowym urzędniczym „zniechęcaniem petenta”. Pracownik, który mnie przyjął… akurat śpieszył się na pociąg. Dodatkowo zasłaniał się mnogością dokumentów, o wgląd, do których proszę i wymagał doprecyzowania mojego wniosku. Zostałem także poinformowany, że za kopie tych dokumentów będę musiał zapłacić, co nie będzie tanie. Na koniec urzędnik wytoczył chyba najcięższe działo – a mianowicie wątpliwość, czy dokumenty, o które proszę, nie są objęte ustawą o ochronie danych osobowych. Ostatecznie zaproponował mi kolejne spotkanie, na którym miałbym… przedstawić precyzyjną listę dokumentów, z którymi chcę się zapoznać. Chcąc skrócić tę procedurę, przypomniałem, że już dwukrotnie wymieniłem w swoich pismach żądane dokumenty. Ostatecznie, na prośbę urzędnika zawęziłem swój wniosek do trzech wybranych terenów zielonych w mieście.

Kolejne podejście...

Nauczony wcześniejszymi doświadczeniami, że urzędnicy potrafią zwyczajnie wypierać się własnych słów, na umówione spotkanie nie poszedłem sam lecz razem z prezeską jednego z gliwickich stowarzyszeń ekologicznych. Zaopatrzeni w dyktafon, aparat fotograficzny oraz kopie wysłanych wcześniej pism, punktualnie przybyliśmy do Urzędu. Najwyraźniej nieco zaskoczony naszym przybyciem pracownik Wydziału Środowiska, pan Gorczyca poprosił nas na chwilę, a po powrocie oznajmił, że „pani naczelnik zaprasza nas do swojego gabinetu”. Zatem zamiast obiecanych dokumentów - dostąpiliśmy zaszczytu spotkania z panią naczelnik.

Dokumenty, których nie ma...

Pani naczelnik przyjęła nas życzliwie i od samego początku zapewniała, że otrzymamy wszelkie dokumenty, o które prosiłem. Po raz kolejny zadano mi pytanie, co właściwie chciałbym obejrzeć i po raz kolejny usłyszałem, że otrzymanie kopii tych dokumentów wiąże się z kosztami. Spokojnie wyjąłem więc aparat i oświadczyłem, że chciałbym sam sporządzić kopie. Rok temu urzędnicy nie zezwolili mi na wykonanie zdjęć, zasłaniając się rzekomymi zapisami ustawowymi. Tym razem, zaopatrzony w tekst ustawy o ochronie środowiska i ustawy o dostępie do informacji publicznej, wiedziałem, że nie mogą mi odmówić ani żądać za to opłaty. Po krótkiej dyskusji na temat „legalności” wykonywania fotokopii, pani naczelnik uroczyście oświadczyła, że ekspertyz dendrologicznych, o które proszę… nie ma i nigdy nie było. Podstawą wycinek są tzw. „decyzje”, wydawane przez urzędników UM wspólnie z pracownikami MZUK (Miejski Zarząd Usług Komunalnych). Każda z wydawanych przez Urząd decyzji jest podobno poprzedzana wizją w terenie oraz zawiera precyzyjne zapisy dotyczące terminu, miejsca i ilości wymaganych nasadzeń zastępczych. Wnioskodawca ma obowiązek posadzenia dwóch drzew w zamian za jedno wycięte. Jedynie MZUK podlega łagodniejszym przepisom i sadzi jedno drzewo w zamian za każde wycięte. Dowiedzieliśmy się również, że urzędnicy „nie są w stanie kontrolować, czy wnioskujący o wycięcie drzewa wywiązali się z obowiązku nasadzenia i czy dane drzewa rosną i są pielęgnowane”. Motto wiszące w dziale gdzie wydawane są decyzje o wycinkach / Fot. Andrzej Pieczyrak

Pytania o decyzje

Gdy dowiedziałem się, że to nie specjalistyczne ekspertyzy dendrologów, ale decyzje mojego magistratu są podstawą masowych wycinek, zwróciłem się z prośbą o wgląd do tych decyzji. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że spis wniosków o wycinkę i odnośnych decyzji można znaleźć (choć nie bez trudu) na stronie internetowej Urzędu. Okazało się, że w tym roku (2007) zapadło już ponad trzysta decyzji, w których łącznie wydano wyrok śmierci na… prawie pięć tysięcy drzew. Na stronie internetowej Urzędu nie ma jednak decyzji z wcześniejszych lat. Poprosiłem zatem (znów pisemnie i to zarówno Wydział Środowiska jak i MZUK), o przedstawienie mi liczb dotyczących wycinek z roku ubiegłego (2006) oraz szczegółowe określenie miejsc, w których dokonano wymaganych decyzjami nasadzeń zastępczych w zamian za drzewa wycięte w roku 2006. Teraz czekam na odpowiedź.

A w lokalnej prasie...

W czasie, gdy my prowadzimy śledztwo w sprawie wycinek, lokalna prasa zaczyna nagle publikować teksty dotyczące zieleni miejskiej. Nowiny Gliwickie opisują nasze starania o wpisanie wiekowych dębów na listę pomników przyrody – starania storpedowane przez Urząd Miasta („objęcie ochroną jest bezzasadne”). Z kolei darmowy biuletyn reklamowy na pierwszej stronie publikuje artykuł pod znamiennym tytułem „Kiedy upadnie?” Anonimowy autor (mf), podobnie jak my, apeluje o wycięcie masowo występujących w mieście uschniętych drzew. Jednocześnie odnosi się wrażenie, że tekst utrzymany jest w duchu „drzewo źródłem realnego zagrożenia”. Podpis pod jednym ze zdjęć głosi: „kilkanaście metrów dalej, podobne drzewo (żywe) upadając zmiażdżyło w maju samochód”. Z pewnością jestem przewrażliwiony i pewnie dlatego zastanawiam się, czy ten tekst miał być „oddolną” inicjatywą dającą zielone światło dla ekip z piłami? W tydzień później w samorządowym biuletynie ukazują się teksty „Wycinka kontrolowana” i „Drzewo za drzewo”. Na wstępie dowiadujemy się, że „każda decyzja zezwalająca na wycinkę […] jest poprzedzona fachową oceną zasadności wniosku i zobowiązuje do dokonania nasadzeń zastępczych”. Anonimowy redaktor (maja) zasypuje nas liczbami, które w pierwszej chwili faktycznie przemawiają do wyobraźni: „W latach 2005-2006 na terenach należących do miasta posadzono 47.921 drzew. W bieżącym roku zaplanowano posadzenie 26.136 sztuk i zamiar ten został w większości zrealizowany”.

Magia liczb

Skan z biuletynu samorządowego - dane dotyczące planowanych nasadzeń drzew i krzewów iglastych / Fot. Andrzej PieczyrakNiestety, analizując umieszczone obok tabele zatytułowane „Plan sadzenia drzew i krzewów (jesień 2007 – wiosna 2008)” można się łatwo zorientować, że imponująca liczba „26.136 sztuk” obejmuje 25.545 krzaczków różnej maści oraz… aż, czy może - jedynie - 591 drzew. No cóż, mamy tu doskonały przykład manipulowania liczbami, widoczny tylko dla wprawnego czytelnika, który zechce sobie zadać trud głębszej analizy tabel i zawartego w nich spisu nazw gatunkowych. Przeciętny czytelnik pozostaje pod wrażeniem wielkich liczb i w przekonaniu, że zastrzeżenia podnoszone przez niektórych mieszkańców są zupełnie pozbawione podstaw. Warto dodać, że wśród wymienionej masy krzewów, trzon stanowi 10.000 sztuk ligustru, czyli najpospolitszego krzewu stosowanego w żywopłotach, którego sadzonka kosztuje średnio ok. złotówki.

Gdzie sadzone są drzewa w Gliwicach

Szczegółowa analiza tekstu opublikowanego w samorządowym biuletynie przyniosła odkrycie, że na przełomie lat 2007/2008 miasto posadziło (posadzi) tysiące krzewów i niespełna 600 drzew. Wciąż jednak nie wiem, gdzie rośnie tych 47.921 drzew rzekomo posadzonych w latach 2005-2006. Również Wydział Środowiska UM ani MZUK nie odpowiedział mi dotychczas na to pytanie. Pytanie tym bardziej zasadne, że z oficjalnych statystyk (dane ze strony internetowej MZUK) wynika, że w parkach miejskich w Gliwicach mamy 3.860 drzew, zaś na skwerach i zieleńcach – 3.686.Czy więc te 47.921 niedawno posadzonych drzew to szekspirowski las Birnam, który cudownym sposobem odmaszerował w nieznane? Podobno papier wytrzyma wszystko, ja jednak chcę wierzyć, że nie po to wycina się drzewa, aby tworzyć z nich świat papierowych statystyk wykazujących „stały i dynamiczny przyrost zieleni w mieście”. Czekam cierpliwie na odpowiedź z Urzędu Miasta i MZUK. Zostało mi jeszcze kilka dni urlopu i chętnie przeznaczę je na obejrzenie tych tysięcy drzew, które posadzono w moim mieście w latach 2005-2007.

Czytaj także:
Wrocławska masakra piłą mechaniczną

Zobacz: Drzewa, skazane na pielęgnację

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

(+) za wytrwałość w walce z urzędnikami i oby ta walka zakończyła się sukcesem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za wszyskie dobre słowa. Uczono mnie, że: nie należy dać się zastraszyć, trzeba dążyć do prawdy, należy dzielić się swoją wiedzą i działać z ludźmi. Pojedyńczo nic nie zdziałamy... i każdego z nas da się "zneutralizować". W Gliwicach pomału (ale jednak) udaje nam się działać wspólnie... często mimo różnic poglądów politycznych. Nasze drobne sukcesy to zasługa wielu ludzi i im należą się gorące słowa podziękowania.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak powstrzymać to barbarzyństwo ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)!

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Trzeba walczyć o nasze drzewa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus bez dyskusji, ten tekst to mój kandydat do nagrody tygodnia!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jacku! Na dźwięk nazwiska"Pieczyrak" JUŻ urzędnicy krzywią się. Ale dobrze, byleby przyniosło to dobry skutek

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobry, obywatelski tekst! (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.12.2007 16:07

(+) Andrzeju, jestem przekonany, ze niedlugo gliwiccy urzednicy na dzwiek nazwiska "Pieczyrak" dostana spazmow... Kocham placzacych kowboi biurka... Tak trzymac!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bezwzględnie plus. Za konsekswencje, za czas i energię poświęcone tej walce, a także za bardzo dobry, wciągający sposób opisania sprawy.
Trzymam Kciuki Andrzeju za wynik Twojego dochodzenia i mam nadzieję, że obecnie bezmyślne wycinki będą nieco mniej bezkarne w Gliwicach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.