Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

92238 miejsce

Prezydenckie łowy na demokrację

Polowanie na polską demokrację już się rozpoczęło. Uśmierci ją skutecznie projekt Prezydenta RP proponujący istotne zmiany w przepisach dotyczących organizacji referendów odwołujących oligarchów samorządowych.

Od upadku komuny minęło już prawie 25 lat – to dużo i mało – w zależności od wieku osoby zapytanej – natomiast z punktu widzenia polskich elit rządzących (w niezmiennym Okrągło-Stołowym składzie) z pewnością już wystarczająco, by uznać teraz, iż ową demokratyczną wolnością obywatele się dość nacieszyli i trzeba powiedzieć im twardo – STOP!
Nie są oczywiście bez winy sami obywatele, który zbyt szybko uznali, iż stan raz zdobyty/zastany jest stanem jedynym możliwym, który trwać będzie wiecznie bez potrzeby ich uwagi, a zatem mogą w dzień wyborów spokojnie pojechać do chatki w lesie lub udać się na zakupy do pobliskiego centrum handlowego. Udział zaś w wyborach mogą ograniczyć do oglądania programów wyborczych w TVP.

Demokracja czyli samorządy


Jednym z najważniejszych filarów demokratycznego państwa jest demokracja samorządowa przejawiająca się w możliwości obywateli bezpośredniego wybierania władz samorządowych, i co bardzo istotne – jeśli się nie sprawdzają – ich odwoływania.
Jest to swoista umowa społeczna, w której wybierani kandydaci przedstawiają w kampanii swoje zobowiązania wobec wyborców, a wyborcy przekazują im los swoich małych ojczyzn we władanie. I podobnie jak ma to miejsce we wszelkiego rodzaju kontraktach handlowych, każda ze stron winna mieć możność wcześniejszego zerwania umowy w przypadku niedotrzymywania jej warunków przez stronę przeciwną.
I tak przedstawiciele władzy samorządowej mogą w każdej chwili złożyć dymisję, gdy na przykład uznają, że obywatele im nie odpowiadają (zamiast radzić im przeprowadzkę do innego miasta, jak zrobił to ostatnio we Wrocławiu “super-prezydent” Rafał Dutkiewicz, niezadowolony z reakcji mieszkańców na wysokość, a raczej miernotę uchwalonego przez niego budżetu obywatelskiego). Obywatele z kolei dysponują dziś opcją odwołania takiego np. Dutkiewicza na drodze referendum.
Szczegółowo prawa obywateli do kontroli władzy samorządowej na drodze referendum ustala Ustawa z dnia 15 września 2000 roku o referendum lokalnym.
Według zapisów tej ustawy odwołanie władz wcale nie jest rzeczą łatwą. Obwarowane jest przepisami, które powodują, iż w przypadku tak biernego w swych obywatelskich prawach społeczeństwa jak polskie, wiele referendów pada z braku odpowiedniej frekwencji.
Obecnie dla odwołania władzy samorządowej niezbędne jest bowiem, by udział w referendum wzięło minimum 60% liczby osób, które brały udział w wyborach, które tę władzę powołały. Jak trudny to proces, świadczą chociażby dane z ubiegłych lat: z 80 referendów zorganizowanych za poprzedniej kadencji (2006-2010) tylko 14 było ważnych!!!

Źle się dzieje w państwie polskim


Jest rzeczą oczywistą, iż niebezpiecznie rosnące zadłużenie polskich gmin i miast, dotąd upychane w postaci pozabilansowych narzędzi takich jak gminne/miejskie spółki celowe, w perspektywie najbliższego czasu będzie powodowało, ba! już powoduje wzrost niedogodności dla ogółu ich mieszkańców.
Jak Polska długa i szeroka obserwuje się wzrost cen komunikacji miejskiej, podatków od nieruchomości, czynszy za lokale komunalne, nie mówiąc już o opłatach za wywóz nieczystości. Kurczą się dramatycznie wydatki na cele społeczne i kulturalne. Wiele ośrodków pomocy społecznej jest zamykanych. Likwidowane są szkoły pod pretekstem idącego niżu demograficznego. Podobnie jak ma to miejsce np. we Wrocławiu, wyprzedawane są po cenach z przeceny ostatnie miejskie nieruchomości, prywatyzowane są spółki dostarczające mieszkańcom niezbędną infrastrukturę – wodę, energię, ścieki... Wysokie czynsze komunalne w lokalach usługowych powodują eliminację niezbędnych dla mieszkańców usług i małego rodzinnego biznesu, których miejsce zajmują kolejne oddziały banków i sieciowych gigantów. Popularne niegdyś w centrach miast bary mleczne zastępowane są pretensjonalną ekskluzywą dla elit i turystów.
W tym samym czasie wielokadencyjność władz samorządowych w wielu miejscach powoduje wzrost korupcji, rozwój niezdrowych układów. W końcu nic tak nie korumpuje jak wieczne trwanie na stołku - wiadomo to nie od dziś. Od czasu do czasu do opinii publicznej trafiają więc informacje o skandalicznych nadużyciach władzy, o kominowych pensjach prezesów spółek miejskich, jak chociażby w znanym mi najlepiej przykładzie - Wrocławiu - gdzie sięgają one pół miliona złotych rocznie, przy miejskim zadłużeniu na procentowym poziomie ok. 130% bliskim Grecji; o wydatkach na sushi i drogie koniaki dla prezydenta – jak, znowu we Wrocławiu, gdzie sam budżet cateringu dla VIP-ów w turnieju Polish Masters - jednym z organizowanych na wrocławskim stadionie wydarzeń – wyniósł blisko milion złotych.

Polowanie na demokrację - cała naprzód


Jednakże obywatele powoli oswajają się z powierzoną im władzą i obserwuje się wzrost aktywności referendalnej. Nieco więcej niż na półmetku tej kadencji (2011-2014) podjęto już 70 takich prób, z czego kilka było spektakularnie udanych - w 2011 r. w Bytomiu i w bieżącym roku - w Elblągu. Obecnie zbierane są podpisy pod referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz Waltz, a także m.in. w Wyszkowie i Włocławku oraz w Łodzi, gdzie jest to kolejna próba odwołania prezydent Hanny Zdanowskiej (zeszłoroczna spaliła na panewce). Na gminnych włodarzy pada blady strach. Stołki drżą w posadach.
I w tym momencie pojawia się bardzo niepokojący trend. Ma on na celu znaczne ograniczenie, a jak twierdzą prawnicy, wręcz uniemożliwienie ostatecznego środka kontroli władzy samorządowej przez wyborców, jakim są referenda organizowane w celu jej odwołania.
Co smutniejsze, trend ten lansowany jest przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego - człowieka, który ma przecież reprezentować nie grupę samorządowych oligarchów ze Związku Miast Polskich, tylko wszystkich Polaków. To jego człowiek bowiem, minister Olgierd Dziekoński pilotuje w Kancelarii Prezydenta RP projekt zmian w ustawodawstwie samorządowym pod niewinnym tytułem: Projekt ustawy o współdziałaniu w samorządzie terytorialnym na rzecz rozwoju lokalnego i regionalnego oraz niektórych innych ustaw.
Projekt ów obszernością niemal dorównujący Staremu Testamentowi zawiera skądinąd kilka pożytecznych propozycji - chodzi o ułatwienia dla referendów w ważnych dla lokalnych społeczności doraźnych kwestiach typu: gdzie zrobić ogródek jordanowski, jak poprowadzić drogę, czy i gdzie wybudować stadion dla młodzieży itp.
W ciele tego z pozoru zdrowego jabłka tkwi jednak Bardzo Brzydki Robak. Jest nim jedno zdanie w paragrafie 68, ustępie 9 punkcie 2, który stanowi, że: “Referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne w przypadku, gdy wzięło w nim udział nie mniej osób, niż wzięło udział w wyborach tego organu.
Z polskiego na nasze oznacza to wzrost wymogu frekwencji z obecnego poziomu 60% do 100%, czyli rzeczy praktycznie nieosiągalnej, szczególnie biorąc pod uwagę, że na referendum udają się osoby tylko przeciwne władzy. Te za nią zazwyczaj głosują “nogami”, pozostając w domu i w ten sposób obniżając poziom frekwencji wyborczej w stosunku do tego z wyborów.
Argumenty ministra Dziekońskiego o tym, że referenda odwołujące władzę to “porażka wyborców” są po prostu niegrzeczne wobec tych ostatnich. Twierdzenie ministra, że to ich wina, “bo to oznacza, że w zbyt małym stopniu dokonywali oni oceny jakości swego kandydata” jest śmieszne. Wyborcy głosują na pewien program, ufając jego orędownikom. To, że zostają przez nich oszukani nie jest ich porażką, tylko porażką moralną politycznych oszustów. Porażką wyborców natomiast jest dalsze pozostawanie przy władzy skompromitowanych urzędników i brak możliwości wywiezienia ich na “wyborczych” taczkach, czyli właśnie sytuacja, którą proponuje im Prezydent Komorowski rączkami ministra Dziekońskiego.
Należy przy tym zaznaczyć, iż najbardziej istotne kwestie związane z zarządzaniem gminą, wpływające bezpośrednio na jakość życia mieszkańców, takie jak np. projekt i realizacja budżetu rocznego i plan zagospodarowania przestrzennego pozostają wyłącznie w gestii władz. Mieszkańcy mają jedynie prawo do konsultacji, których wynik nie jest obligatoryjny.
Jak widać, pole do nadużyć oligarchów samorządowych pozostaje nadal bardzo żyzne. Tym bardziej istotnym jest, by ten ostateczny środek dyscyplinowania władzy i eliminacji różnych panów/pań, którym poprzewracało się w głowach, jakim jest możliwość ich skutecznego odwołania pozostał w rękach obywateli. W przeciwnym wypadku polskie społeczeństwo, wspólnym staraniem Prezydenta RP i jego Ministra zostanie zredukowane do roli zwykłego przedmiotu, podnóżka u stóp władzy. A głowa demokracji upolowanej w tych łowach ozdobi gabinet Bronisława Komorowskiego - Hrabiego Prezydenta...

Zainteresowanych sprawą zapraszamy na stronę Facebook W obronie demokracji samorządowej.
Petycje o usunięcie “robaka” można też podpisywać na stronie: petycje.pl
Uwaga! Link do prezydenckiego projektu w petycji nie działa. Po zarejestrowaniu petycji, dziwnym trafem adres dokumentu został zmieniony przez prezydenckich urzędników. Obecnie dokument znajduje się tu: projekt prezydenckiej ustawy
Tu link do materiałów z konferencji prasowej na ten temat: konferencja prasowa

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.