Facebook Google+ Twitter

Prezydent Obama a kwestia republikańska

W czasie kampanii wyborczej w USA zastanawiałem się nad tym, na kogo ja - gdybym był Amerykaninem - głosowałbym w pojedynku Obama-McCain. Chyba wybrałbym Obamę, nie ze względów programowych, ale by "podziękować" Republikanom za nieudolność.

Zresztą, wielu Amerykanów tak też postąpiło. Oczywiście, zagadnienie jest bardziej złożone. Wybór Obamy wiąże się z wieloma, niekoniecznie dobrymi konsekwencjami dla świata, opisywanymi przez wielu ekspertów i publicystów, wiązać się będzie także ze stworzeniem państwa opiekuńczego, a w dłużej perspektywie: możliwe, że pogorszeniem sytuacji gospodarczej USA.



Z drugiej strony, chyba tego właśnie trzeba, by zmienili się Republikanie. I może błędem było zaciśnięcie zębów przez konserwatystów i oddanie głosu na McCaina (z którym było im nie po drodze). Dość dobry wynik wyborczy byłego weterana wojny wietnamskiej, może jednak niestety upewnić Grand Old Party w tym, że to ludzie tacy jak McCain - bliscy Demokratom, mają w przyszłości większe szanse na zdobycie Białego Domu pod jej sztandarami.



John McCain i George Bush / Fot. Joyce N. Boghosian/domena publiczna, zdjęcie Białego DomuJednocześnie pokazało, że Ameryka swój rozum ma i nie jest jak Europa, która w pełni dała się oczarować show w wykonaniu amerykańskiej lewicy. A zatem, daje to wszystko szansę naprawdę konserwatywnym i wolnorynkowym Republikanom na to, by w przyszłych wyborach jednak już na początku się zjednoczyć przy jednym kandydacie, który potem poniesie sztandar GOP aż do Białego Domu.



Pamiętamy przecież, jak McCain rozgromił skłóconych konserwatystów (m.in. sukcesami w New Hampshire na początku tego roku), a początkowo nie miał szans - na co wskazywała miejscami 10-15 procentowa przewaga Mitta Romney'a nad McCainem. A potem? Przed dziewięcioma miesiącami sam pisałem tekst "President McCain?", w którym wspomniałem zaciśnięcie przez Romney'a i spółkę zębów, w imię utrzymania Białego Domu w rękach Republikanów.



Tak czy siak: za cztery lata, McCain - niewątpliwie wartościowa osobowość - już pewnie nie wystartuje w wyścigu po prezydenturę. Nie będzie już, tym razem ostatecznie, miał tyle sił (miałby 76 lat!). Nie mniej, przekazał Amerykanom, a przede wszystkim Republikanom, ważne słowa: "Nie możemy się poddać. My się nie poddajemy". Mam nadzieję, że wyciągną należyte wnioski. Mam nadzieję, bo czuję się Republikaninem.



Popierałem go prawie do samego końca, ale dziś nie płaczę, bo jego porażka jest szansą na odrodzenie, na poważną zmianę w obozie republikańskim, na powrót do tradycyjnych republikańskich wartości, zdeformowanych przez ekipę Busha. Z powodu tego wszystkiego właśnie, jako człowiek utożsamiający się z Republikanami, głosowałbym na... Obamę. W tym na prawdę nie ma sprzeczności. A tym bardziej utożsamiania się, lizusostwa względem zwycięzcy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.