Facebook Google+ Twitter

Prima donna assoluta w Operze Narodowej

Do tej pory myślałam, że byłam już w operze. I to nie jeden raz. Po koncercie Edity Gruberovej zrozumiałam, że jeszcze niczego w życiu nie słyszałam, a tylko zdawało mi się... Doświadczyłam siły belcanto.

Plakat / Fot. ze strony Teatru Wielkiego - Opery NarodowejRecenzję piątkowego koncertu powinnam dodać jeszcze tego samego dnia. Niestety nie było to możliwe, bo choć koncert oficjalnie miał zakończyć się o 21 to trzykrotne bisy i powrót zajęły mi czas do "następnego dnia". Byłam w domu po północy. Nie było to też możliwe z innych niż "techniczne" względów. Koncert "grał" we mnie jeszcze przez kilka dni. Aż do teraz. Dziś czuję się w pełni władz intelektualnych i estetycznych, by zamieścić recenzję.

Edita Gruberova to nie tylko jeden z aktualnie najlepszych sopranów koloraturowych, to również artystka, która niedawno obchodziła 40-lecie swojej operowej kariery. W 1968 r. zadebiutowała partią Rozyny w "Cyruliku sewilskim" w Operze Bratysławskiej. Wielu śpiewaków z jej pokolenia już dawno jest na "emeryturze", a ona nadal występuje i co więcej wg znawców jej głos jest coraz lepszy.

Koncert rozpoczął się interesująco. Zauroczył mnie ukraiński dyrygent Andrij Jurkiewicz, który prowadził orkiestrę Opery Narodowej z prawdziwą pasją i radością życia. Jednak dopiero interpretacja partii Łucji w operze "Łucja z Lammermooru" Gaetano Donizettiego zachwyciła. Elektryzująca siła głosu wprost onieśmielała. Partia Violetty w "Traviacie" Giuseppe Verdiego wprost wcisnęła mnie w fotel. Kilkakrotnie byłam na tej operze, bo należy do moich ulubionych, ale dopiero słuchając czystości głosu słowackiej sopranistki odczułam ból, miłość i inne emocje głównej bohaterki opery. W trakcie przerwy w kuluarach słychać było zachwyty płynące
zarówno z ust laików, jak i zagorzałych melomanów.

W drugiej części doświadczyłam prawdziwej siły belcanto w repertuarze Vincenzo Bellini'ego i Gaetano Donizettiego. Obaj kompozytorzy (wraz z Rossinim) byli mistrzami XVIII-wiecznego stylu operowego zwanego "bel canto". Głos Edity Gruberovej jest najdoskonalszym instrumentem oddającym wirtuozerię utworów tych kompozytorów. Bisy, w których Gruberova zaprezentowała repertuar z Verdiego i Donizettiego pozwolił rozkoszować się perfekcją jej głosu i jego niezwykłą siłą.

Swój koncert Gruberova zakończyła niespodziewanie dla wszystkich "Zemstą Nietoperza" i partią Adeli, którą odśpiewała wprost genialnie. Widownia szalała. Owacjom na stojąco i tupotom stóp nie było końca. Sama wyszłam z opuchniętymi dłońmi i zakochana po uszy. Marzę, by usłyszeć Editę, divę belcanta w partii Julii w "Capulettich i Montekich" Belliniego, a także jako Donnę Annę w "Don Giovannim" Mozarta.

Oby pierwszy warszawski koncert tego "fenomenu koloratury" - jak określają media śpiewaczkę - okazał się początkiem prawdziwej przyjaźni z polską publicznością. Chcę pokazać moim najbliższym czym naprawdę jest opera. Ta, która daje "katharsis" najwyższego stopnia. Oczyszczenie duszy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Miałam to ogromne szczęście, że dostałam od W24... upolowałam dokładnie mówiąc:) ewa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie słyszałem o niej, ale w operze bywam może dwa, trzy razy w roku. Interesujące, będę ją "sprawdzał"... Z ciekawości: po ile bilety? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.