Facebook Google+ Twitter

Primavera Sound 2012. The Cure bije rekordy

Około 40 tysięcy osób przyszło tego wieczoru, by jakoś pomieścić się wokół sceny San Miguel, na której koncert zagrał legendarny zespół The Cure.

The Cure / Fot. Eric PamiesThe Cure dali najdłuższy koncert w czasie tej edycji Primavery. Trudno nawet powiedzieć, na ile było to przewidziane przez organizatorów, a na ile po prostu nie można było takiej legendzie, przyciągającej rekordową liczbę słuchaczy, przeszkodzić. Skusiłam się na godzinę udziału, i z ciężkim sercem Mayhem / Fot. Eric Pamiespodążyłam dalej, bo koncert zaczął się pięknie - w ciągu pierwszych sześćdziesięciu minut dominowały te najważniejsze, "Lovesong", "A Forest", "Pictures of You", "Just Like Heaven", przeplecione nowszymi utworami, które nawet w tym bardzo dokładnym, mam wrażenie, wykonaniu mocno ustępowały starszym kompozycjom. The Cure w towarzystwie nowego gitarzysty sprawdziło się fantastycznie jako zespół - muzycy grali z ogromnym profesjonalizmem, trochę wolniej i uważniej, niż to zazwyczaj bywa na koncertach, z wielkim uczuciem i niespodziewanie wiernie względem orginałów. Czuć było jednak, że tego co pojawiło się w ich dyskografii niedawno, nie cechuje już tak wielki kunszt, brak rewolucyjnej, genialnej pomysłowości. Trudno jednak zarzucić im brak pasji i zaangażowania w muzykę, i potwierdzał to fantastyczny tłum, który przez trzy godziny słuchał Roberta Smitha i jego zespołu.

Afrocubism / Fot. Damia BoschZ resztą legend wszelkiej maści tego wieczora w Parc del Forum było co niemiara. W tym samym czasie, kiedy the Cure zaczynali drugą godzinę swojego popisowego koncertu, na małej, schowanej scenie Vice prezentowali swój 30-letni już dorobek hardcore'owcy z Napalm Death. Dali bardzo dobry i Napalm Death / Fot. Eric Pamiesbardzo ekstremalny występ, sięgając po utwory ze wszystkich dekad i pokazując różne oblicza gatunku: od mikro utworów, trwających kilka sekund, przez 1-minutowe rzeźnickie, siekające słuchacza miniatury, aż po dłuższe i czasem stosunkowo melodyjne kompozycje. Dwadzieścia lat od dołączenia do zespołu Barney Greenway imponuje agresywną energią, którą emanuje ze sceny. Fantastyczna odskocznia od popów i przyjemnych dla ucha rocków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.