Facebook Google+ Twitter

Primavera Sound - dyskusja zamiast recenzji. Część pierwsza

Żeby przerwać nieco rutynę pisania relacji muzycznych, postanowiłyśmy z koleżanką dziennikarką poeksperymentować z inną formą: rozmową. Pierwsze dwa z sześciu dni za nami - oto, co z tego wyszło.

Dwie dziennikarki, 6 dni, ponad sześć dziesiątków koncertów razem zobaczonych - relacja z festiwalu Primavera Sound 2013 autorstwa Katarzyny Borowiec (uwolnijmuzyke.pl) i mojego.

KB: Naszym pierwszym dniem festiwalowym był wtorek, bo dwa poniedziałkowe koncerty zabrał nam opóźniony samolot. Zanim Primavera rozpocznie się na dobre, co miało miejsce w czwartek, występy odbywają się w klubie Apolo. Wtorek przebiegał pod hasłem "Don't Panic We're from Poland" Pierwszym zespołem, który wystąpił, był polski duet Fuka Lata. Jego wyrafinowana twórczość to coś pomiędzy synth popem a disco polo, z miażdżącą przewagą tego drugiego i wokalistką kompletnie nieprzygotowaną do spełniania tej funkcji...

NS: Faktycznie, trudno sobie wyobrazić większy zgrzyt, niż wpuszczenie Fuki na scenę pod hasłem "Nie Panikujcie - jesteśmy z Polski". Panika wydawała się tu jak najbardziej wskazana. Chyba lepiej byłoby pokazać Boysów, to przynajmniej ma wpisane ironię, a i pewien koloryt, folklor wręcz, byłby zachowany. Co cóż, jedno wiemy na pewno - należy tego uroczego duetu zdecydowanie unikać. Z troski o zdrowie psychiczne i dla dobra estetycznej przyjemności. Na szczęście możemy powiedzieć, że gdyby w kategoriach meczu podejść do tego starcia różnych zespołów, to wypadliśmy i tak znacznie lepiej. Jakimś cudem wszystkie hiszpańskojęzyczne cuda, które widziałyśmy, były co najmniej tak samo żenujące. Pierwszym zespołem był metal rodem z Barcelony - Foscor, bo tak się panowie nazywają, otoczyli się dzierganymi proporcami, na których rzecz jasna widniały czaszki, i przez dobre czterdzieści minut męczyli nas niezbyt ambitnym metalem. Podobno grają od dwóch dekad i podobno zapraszają ich na gościnne występy w wielu miejscach, jakoś mnie to jednak nie ruszyło. Z takim bagażem powinni zgrabnymi melodiami i rewelacyjnymi riffami powalać na kolana nawet laików - nie udało się.

KB: Dla mnie był to kolejny zespół przekonujący o tym, że muzyka metalowa jest przezabawna - te własnoręcznie robione dywany... i śmiertelna powaga wokalisty, który wrzeszczał opowieści o szatanie do hipsterskiej primaverowej publiczności... i tylko jeden z gitarzystów, biedak, odstawał, ponieważ jego włosy były zdecydowanie za krótkie. Co ciekawe, gdy lider z growlu przerzucał się na śpiewanie, wychodziło mu to całkiem ładnie. Robił to niestety bardzo rzadko. Wśród wykorzystanych riffów usłyszałam nawet coś a la "The Rat" grupy Walkmen, co również może świadczyć o ich umiejętnościach jako zespołu metalowego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.