Facebook Google+ Twitter

Primavera Sound - dzień ostatni

Tym razem w mojej relacji pojawi się trochę folku, dwa "klasyczne" zespoły i trochę nietypowych instrumentów.

Animal Collective / Fot. Primavera SoundW sobotnie popołudnie, 3 czerwca, spóźniłam się co prawda na, ponoć znakomity, występ The Soft Moon, świeże objawienie dla hybrydowego shoegaze. Nie zawiodły dziewczęta z Warpaint. Ich pierwsze wydawnictwo nie rzuciło mnie na kolana, trzeba jednak przyznać, iż na żywo prezentują się bardzo interesująco. Ich muzyka jest dziwnie rozmyta, daje nietypowe, oderwane od rzeczywistości wrażenie. Bronią się wokalnie - brzmią właściwie identycznie jak na płycie, są otwarte na eksperymenty, mają warsztat i czują się świetnie na scenie. Dodatkowym atutem jest aspekt wizualny - to naprawdę śliczne dziewczyny. Słychać u nich miłość do starych nagrań i umiejętność przełożenia ich na nowoczesne granie. A usłyszenie "Undertow" na sam koniec koncertu - wisienka na torcie.

Dobrze wypadli też Fleet Foxes - zespół, do którego powoli się przekonuję, choć moim ulubionym materiałem jest ten, którego nie grają zbyt często na żywo (chodzi o epkę "Fleet Foxes", na której znajdują się bardziej popowe niż folkowe nagrania w stylu "Textbook Love"). Tak czy inaczej, koncert był udany, bo pasował do wakacyjnego nastroju, ciepłego powietrza, a setlista była pełna najbardziej oczekiwanych kompozycji, co zresztą oczywiste jest ze względu na ich pierwszy występ w Barcelonie. Zaczęli "Blue Ridge Mountains", pojawił się i "Mykonos", i "Your Protector" - wykonane zachowawczo i rzetelnie. Fleet Foxes się obronili.Fleet Foxes / Fot. Primavera Sound

Czas spędzony z Album Leaf pozwolił się oderwać od zgiełku. Sceneria wokół ATP wybitnie sprzyja takiemu graniu - wyizolowana, połączona z resztą miasteczka wąskim korytarzem, znajduje się w dołku otoczonym skarpami porośniętymi trzciną, więc można tu względnie spokojnie napawać się refleksyjną i delikatną muzyką. Koncert był esencją tego, czym jest ten amerykański projekt - minimalistyczną, eteryczną koncepcją łączenia zgrabnej, ornamentalnej elektroniki z baśniowym instrumentarium. Każdy element muzyki wymyślonej przez LaValle (sam na zmianę grał na pianinie i gitarze) i wykonywanej przez kilkoro towarzyszących mu muzyków, grających na skrzypcach, wiolonczeli czy cymbałkach, to przeżycie, które kojarzy mi się przede wszystkim z umiarkowaną jeśli chodzi o środki i potężnie naładowaną emocjami estetyką islandzką. Zarówno śpiewane "Always For You" czy "Falling From the Sun", jak i czysto instrumentalne "Red Eye" lub "Outer Banks" zabrzmiały doskonale. Warto też dodać, że Primavera Sound to bodajże najlepiej nagłośniony festiwal, na którym miałam przyjemność być, więc można na nim obcować z każdym poszczególnym dźwiękiem i w pełni odbierać kunszt tego typu kompozycji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.