Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9212 miejsce

Primavera Sound - przewodnik numer 3

Wracamy do Barcelony - kolejną rekomendacją dla wszystkich wybierających się na festiwal jeden z tych zespołów, który wciąż z niewiadomych powodów nie jest naprawdę sławny, bo być powinien.

 / Fot. autoluxAutolux mieli zagrać na Primaverze kilka lat temu, nie udało się jednak - nie dojechali, a ja poznałam pod sceną (grupa była nieliczna, ale zdeterminowana) nowojorskich fanów zespołu.

Mam nadzieję, że tym razem wszystko pójdzie zgodnie z planem. Autolux po latach ciszy zaczęło pod koniec ubiegłego roku bombardować swoich fanów informacjami o nadchodzącej nowej płycie - zachował się sześcioletni interwał między ich wydawnictwam. Poprzednie dwa albumy są zdecydowanie jednymi z ciekawszych płyt ostatniej dekady - i szkoda, że polska prasa, podobnie chyba jak międzynarodowa, mało interesuje się ich dorobkiem. Wiadomo, jest takich zespołów dziesiątki i każde z nas od czasu do czasu wygrzebuje z czeluści internetu perełki, których prawie nikt nie zna (co to wtedy za uczucie, kiedy poznajesz ziomków kojarzących “Transit, Transit”). W stosunku do kilku tych wynalezisk będziemy czuli wyjątkową niesprawiedliwość dziejów, i ja tam właśnie mam z Autolux.

“PUSSY’S DEAD” z doskonale hipsterską okładką to kontynuacja ciemnego noise-popu, tym razem zakręcającego wyraźniej w kierunku elektroniki. Esencja grupy są nadal dwa marzycielskie wokale Carli i Grega, genialna gra na perkusji (od czasu do czasu Carla, która grywała z Pj Harvey i Jackiem White, popisuje się wirtuozerią w tej materii - wówczas powstają takie rzeczy jak “Turnstile Blues”, po prostu nokaut i panteon rocka), i sporo alternatywno-eksperymentalnego podejścia do mieszania hałasu, elektroniki, krautrocka, egzotycznych instrumentów, vocoderów.

Każde z trzech muzyków stanowiących ten projekt działa z resztą w innych konfiguracjach - o Carli warto dopowiedzieć, że to ona grała perkusistkę w indie filmie “Frank”, Greg jest aktywny w swoim pierwszym zespole Failure (który czasem zawiesza, a później reaktywuje), a Eugene udzielał się na basie chociażby przy ostatnim albumie Nine Inch Nails. Eklektyzm gustów i fantastyczny warsztat to kluczowe cechy Autolux, i stąd pewnie bierze się wysoka jakość ich albumów.

Autolux udaje się osiągnąć bardzo trudny efekt - tworzyć kompozycje, które zawisły gdzieś na granicy elektroniki i instrumentalnego grania. Z ogromnym wdziękiem przemycają bluesowe riffy na tle elektroniczno-przesterowego noise’u, wplatają saksofony i dęciaki a’la sentymentalne The National w industrialny hałas, i co najważniejsze - ich utwory brzmią melodyjnie, chociaż do cholery, wcale nie powinny. Może będzie z nimi jak z The Notwist - mając teraz za producenta Boots, znanego ze współpracy z FKA Twigs i Run the Jewels, Autolux wreszcie znajdą się w słusznie należącym im się centrum uwagi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.