Facebook Google+ Twitter

Primavera Sound w Barcelonie - odsłona druga

Skoro znamy już społeczne tło, specyficzną atmosferę miasta i co nieco wiemy o muzyce, ruszmy dalej - przed nami długi i intensywny piątek.

Belle and Sebastian / Fot. Primavera SoundPo dniu spędzonym na wyprawie na hulajnodze po dzielnicy Gracia - ślicznej, bardzo starej i upstrzonej malowniczymi skwerami i kamienną zabudową - oraz po odwiedzinach na szturmowanym dopiero co placu Catalunya (w piątek policja postanowiła pozbyć się intruzów, bezskutecznie, a rezultaty bitwy widniały na wywieszonych na placu zdjęciach siniaków i innych obrażeń odniesionych przez protestantów), trafiłam wreszcie ze stacji Urquinaona prosto na El Maresme-Fòrum.

Minęłam, po raz nie wiem który, bezbłędną architekturę Herzoga i De Meurona (Forum to ich projekt, w którym znajdowała się nota bene limitowana scena Deluxe) i nowy, optycznie intrygujący biały wieżowiec (z pewnej perspektywy sprawiał wrażenie płaskiego), i znów mogłam cieszyć się potężnymi dawkami muzyki. Nie wspominałam, choć to obrazowe i chwytliwe, że na scenach w ciągu tych kilku dni wystąpiło ponad dwieście zespołów, a każdego dnia frekwencja oscylowała w granicach 40 tysięcy widzów. Dając imponujący wynik - 140 tysięcy gości w trakcie całego festiwalu.

M Ward / Fot. Primavera SoundDrugi dzień kojarzy mi się przede wszystkim z dylematami. O ile wybór pomiędzy The National, których chyba udało mi się przedawkować (trzy koncerty w Polsce w bardzo krótkim czasie) i Pere Ubu, których znam przede wszystkim ze słyszenia, rozwiązał się właściwie sam, o tyle później robiło się już naprawdę gęsto. Wcześniej nie pomyślałabym natomiast, że Einstürzende Neubauten okażą się ważniejsi od Mercury Rev grających "Deserter's songs", do końca też trwała bitwa pomiędzy Explosions in the Sky i Deerhunterem. O wynikach dalej.

Pere Ubu zagrali znakomity, chłodny, ale ocieplony świetnym kontaktem Davida Thomasa ze sporym tłumem zebranym pod sceną. Opowiadał więc o utworach zainspirowanych parkingami dla ciężarówek w Teksasie, o niezidentyfikowanych obiektach latających i tym, w jaki sposób naprowadzały go one do pisania o swojej ukochanej (co nota bene nie było dla niej szczególnie zrozumiałe). Podobno gdzieś podczas trasy trafili na UFO, o ironio, nikt jak dotąd im w tę historię nie uwierzył. Doszło na naszych oczach do odkrycia na nowo debiutanckiej, ponad trzydziestoletniej płyty, której ponad półgodzinny materiał został w 2010 roku wzbogacony o stare, choć mniej znane utwory jak "Heaven" czy "Heart of Darkness". Oto jak "The Modern Dance" przeobraził się w "The Annotated Modern Dance", post-punkowo i zimnofalowo klasyczny występ, przy którym Interpol i Factory Floor mogliby spłonąć rumieńcami. Bateria energetyczna opakowana tym ciekawiej, że na ich czele stoi niesamowity aktor i facet z silnym południowym akcentem, który czasami jest ulgą w zalewie poprawnej nowojorskiej mowy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.