Facebook Google+ Twitter

Priorytety Poczty Polskiej

Być może jestem jednym z nielicznych, którzy cieszą się że Poczta Polska plajtuje. Mam ku temu osobiste powody.

Nie drażni mnie jednak nawet to, ze na poczcie można kupić wszystko: papier toaletowy, proszek do prania i podpaski higieniczne. No, może nie można śledzi solonych z beczki. Nie zaskakuje to, że najkrócej trwa przesyłka zwykła, a najdłużej lotnicza. Kolejki na poczcie traktuję jako rzecz zwyczajną, więc kiedy widzę przed okienkiem trzy osoby, nie staję w ogonku, bo wiem, że obsługiwanie ich będzie trwało co najmniej pół godziny. „Głupia” sprzedaż znaczka wymaga przecież skomplikowanych operacji komputerowych. Gdy tych listów jest - powiedzmy - dziesięć i wiążą się z wypełnianiem dodatkowych „kwitów”, potwierdzeń i pokwitowań, naklejaniem przylepek, stemplowaniem, datowaniem - oczekiwanie staje się nie do zniesienia. Najbardziej irytuje mnie to, że przy każdej wysyłce pani uprzejmie pyta, bo musi: „Ekonomiczna, czy priorytetowa”. Zapłacenie za przesyłkę priorytetową ma oczywiście gwarantować dostarczenie jej do odbiorcy jak najszybciej, czyli następnego dnia. Góra – kolejnego.

Moje przygody z Pocztą Polską

Nic dziwnego, że ludzie, którym zależy na szybkim dostarczeniu ważnego listu, płacą oprócz polecenia, co samo w sobie już wydłuża znacznie drogę przesyłki, i za priorytet. Płacą za usługę fikcyjną. Płacą słowem za frajer!

Kilka dni temu wysyłałem naprawdę znaczącą dla mnie korespondencję do Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach. Dotyczyła pewnego konkursu. Organizatorzy wyznaczyli ostateczną datę złożenia wniosku na 15 marca. Jako człowiek znający życie i... Pocztę Polską, nadałem list 10 marca. Z Wirku w Rudzie Śląskiej, gdzie mieści się "moja" placówka pocztowa, na ulice Ligonia w Katowicach, do budynku Urzędu Marszałkowskiego, jest w linii prostej 11 km, ulicami 16,9, a przeciętny czas dojazdu wynosi 20 minut. List szedł równo 6 dni. Dotarł do adresata 15 marca.

No i o co rwetes? Zdążył przecież! Tak, ale wystarczyłby, żeby ów „priorytet” szedł jeszcze jeden dzień, a by nie zdążył, a moje marzenia, plany wzięły w łeb, z powodu odrzucenia wniosku z przyczyn formalnych – niezłożenia w terminie.

Nigdy więcej nie dam się nabić Poczcie Polskiej w priorytet. Innym pozostawiam swobodę wyboru…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Poczta to "wspaniała" instytucja, tkwiąca głęboko w innych czasach. Ma prawnie zagwarantowany monopol na przesyłki o wadze do 50 gram. Mimo to, monopol jest łamany. Oto firmy kurierskie przesyłają zwykłe listy, obciążone metalowymi blaszkami. Aby prawu stało się zadość, i ważyły ustawowe 50 gram. I dostarczają listy taniej niż poczta - mimo dodatkowych kosztów w postaci rzeczonych blaszek, naklejania, zwiększonych kosztów transportu. Dla mnie to paranoja. Nie pierwsza, nie ostatnia, którą widzę. To Polska właśnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobne przygody miałam będąc w Polsce we Wrocławiu (na peryferiach miasta). Chciałm wysłac list...usłyszałam "znaczków nie ma, bo kierowniczka zamknęła kasę i poszła na zwolnienie. Chwilowo listów nie przyjmujemy do odwołania"....
Bardzo to ciekawe...to od czego jest ta Polska Poczta. W Niemczech wydrukowuje się nalepki z oplatą listu i nalepia się zamiast znaczków. Dobry pomysł, warto wprowadzić ... kierowniczka może iść na zwolnienie !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.