Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180618 miejsce

Próbki DNA, czyli na co komu materiał genetyczny

Polityka i genetyka coraz częściej idą w parze. Kiedyś Darwin, dziś Łyżwiński. Oba przykłady nie są jednak dowodem na "unaukowienie" politycznego dyskursu, wręcz przeciwnie. Sięgając DNA, sięgamy dna...

Kiedy tydzień temu przeczytałem wiadomość o tym, że prokuratura zwróciła się do posła Łyżwińskiego z prośbą o materiał genetyczny, zacząłem się zastanawiać, jak taki „skarb” można wykorzystać. Moja wyobraźnia, wykarmiona na grach i filmach science-fiction, podsunęła mi ciekawy scenariusz. Być może jakieś ponure paramilitarne służby ukartowały całą sprawę z Anetą K. tylko po to, żeby to cenne DNA od posła Łyżwińskiego wydobyć, a następnie użyć w badaniach nad jakąś nową bronią biologiczną? Kto wie, może w jakichś tajemniczych laboratoriach trwają prace nad stworzeniem bojowego mutanta, który zdominuje pola bitew prowadzonych w niedalekiej przyszłości? Taki mutant powinien być ekstremalnym twardzielem, skłonnym do permanentnego powielania (libido!), obojętnym na jakiekolwiek ataki (zarówno fizyczne, jak i słowne), zdolnym do kłamstw w imię dobrej sprawy. Zero moralności, maksimum skuteczności. Gruboskórność, odporność na badania wariografem, ponury wygląd, zmuszający przeciwnika do tchórzliwej rejterady... Czy materiał genetyczny naszego bohatera nie nadawałby się wyśmienicie do tego typu eksperymentów? Ocenę pozostawiam specjalistom (o ile takowi istnieją)...


A może wcale nie chodziło o „próbki DNA”, tylko o „próbki dna”? Życie polityczne w naszym kraju już dawno go sięgnęło. Doniesienia „Gazety Wyborczej” są w tym wypadku taką próbką pobraną z (moralnego) dna polskiej polityki. Dna, które staje się powoli naturalnym żywiołem wszelkich politycznych decyzji. Gospodarka? Sytuacja międzynarodowa? Dobro kraju? Dajmy sobie spokój z wyświechtanym słownikiem górnolotnych sformułowań, bo już od dawna nikt w nie nie wierzy. Senator Putra może ważyć słowa, wygrzewać je pod ciepłą kołderką sumiastych wąsów, a potem emitować w medialną przestrzeń hasła o praworządności, sprawiedliwości – i tak wiarygodność jego wypowiedzi będzie zerowa. Pogadajmy lepiej o genitaliach przewodniczącego Leppera, rasistowskich poglądach posła Wierzejskiego, bo to one tworzą współrzędne naszego politycznego dyskursu. Oto rewolucja moralna na miarę XXI wieku.


Giertych i Lepper zapowiadają zmiany w prawie prasowym. Kiedyś dziennikarzy od odpowiedzialności zwalniała cenzura, dziś – według teamu G&L – są zbyt rozbisurmanieni i szkodzą. Zdrowa i wzorowa klasa polityczna jest w zagrożeniu! Cnotliwi współtwórcy rewolucji moralnej czują się prześladowani, płaczą na konferencjach prasowych, mówią o zamachu stanu. Sfora ujadających pismaków rzuciła się na Łyżwińskiego, który – biedaczek – musiał przez dwa dni ukrywać się lesie, jeść korzonki i obmyślać sposoby moralnej rehabilitacji. Niedoczekanie...


Apeluję do dziennikarzy: twórzcie takie artykuły, które spowodują, że cała śmietanka „autorytetów” moralnych będzie musiała sobie pobudować szałasy w Puszczy Kampinoskiej. Na takim odludziu będzie można spokojnie prowadzić badania nad zmutowaną rasą wojowników przyszłości. Po co eksperymentować na społeczeństwie? Posługując się retoryką naszych sanacyjnych elit, powiem tak: proszę oczyścić zdrową tkankę polskiego życia politycznego z materiału genetycznego posła Łyżwińskiego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Jednak, paradoksalnie, zafundowana pseudo-rewolucja moralna braci K., Romana G. i Andrzeja L. oraz coraz głębsze "dno" (które chyba nie ma końca) polityki, może rzeczywiście przyczynić się do prawdziwego intelektualnego i moralnego odrodzenia. Przykładem były ostatnie wybory samorządowe, w których zdecydowało się wziąć udział więcej niż dotychczas osób.
Jeżeli dodatkowo powstanie nowe prawo prasowe, będące tak naprawdę odrodzeniem cenzury (i to tej najgorszej, nie zewnętrznej - narzuconej twórcy - lecz wewnętrznej, autocenzury, powstałej z lęku przed ekonomicznym wyniszczeniem autora i gazety), jak nic narodzi się "drugi obieg", wolny od korekty i centralnej władzy.
W historii jest wiele przykładów pokazujących, że to co zakazane staje się dla ludzi wyjątkowo atrakcyjne. Może więc zakazana wolność i swoboda intelektualna, przyczyni się do większej aktywności społeczeństwa w tej materii. I odrodzenia moralności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.