Facebook Google+ Twitter

Problem o nazwisku "Lewandowski"

Robert Lewandowski - mało kto ostatnio potrafi przejść obok niego obojętnie.

Robert Lewandowski, polski piłkarz (oraz József Varga i Vilmos Vanczák) / Fot. Roger GorączniakPolska historia zna piłkarzy, którym przy schodzeniu z murawy towarzyszyły gwizdy. Ba, polska historia zna przypadki, kiedy polski piłkarz został wygwizdany po zdobyciu gola. Czy słusznie? Nie, bo Kazimierz Deyna żył w takich czasach, w jakich żył i w takich też przyszło mu grać w piłkę. Jednak jego bramki dały Polakom wiele radości i satysfakcji. Sam Deyna stworzył "kawał" historii polskiej piłki kopanej.

Podobną tworzy teraz Lewandowski. Borussia Dortmund nawet za ery grającego w wyjściowym składzie i strzelającego hat-tricki Euzebiusza Smolarka nie miała tylu polskich fanów, co w ubiegłym sezonie.

Krytyka spada na Roberta przede wszystkim za grę w reprezentacji. Można się zgodzić ze stwierdzeniami, że kadra to nie Borussia i Lewy nie dostaje tylu podań, że sam meczu nie wygra. Jednak my kibice wymagamy. Wymagamy, bo bez względu na to, czy kibicujemy od małego, od ostatniego sukcesu, czy od wczoraj, mamy takie, a nie inne prawo. Gdyby nie Ci wszyscy kibice i nasza miłość do piłki nawet od czasu do czasu, to Euro 2012 nie miałoby tak znakomitej oprawy, a strefy kibica nie pękałyby w szwach. Owszem, kibic kibicowi nie równy, lecz to jest rozważanie na inny temat.

Od blisko roku toczą się spekulacje, gdzie zagra Lewandowski. Jeszcze dobrze nie zaczął się sezon 2012/2013, a media już spekulowały, gdzie zagra Lewy. Przyszła zima, a Lewandowski był już dogadany lub przynajmniej obserwowany przez połowę europejskich klubów. Ostatecznie został na rundę wiosenną w Dortmundzie. Jednak ponownie zaczęły się spekulacje, które nasiliły się pod koniec sezonu. Lewy kilkukrotnie był dogadany z Bayernem Monachium, lecz dziwnym trafem Bawarczycy tego nie potwierdzali. Przymiarki były, jednak skończyły się one wraz z założeniem przez napastnika Borussii garnituru ślubnego.

Jakoś po ślubie Lewandowskiego okazało się, że Lewy zostaje w Borussii, bo działacze klubowi go nie wypuszczą. Nasz reprezentant walczy za wszelką cenę, odgraża się, że przecież nie musi zagrać dobrze jednego czy dwóch spotkań. Koledzy z klubu apelują do niemieckich kibiców tuż przed startem rozgrywek Bundesligi, by ci nie wygwizdali Lewandowskiego. I nagle Lewy dostaje podwyżkę. Bo przecież jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze...

Podobnie w kadrze. Na EURO nie wyszło, bo trener był "be". Eliminacje dotychczas nieudane, bo brakowało "chemii" z Ludoviciem Obraniakiem, którego przez szykany i jawną dyskryminację stosowaną nawet przez czołowych działaczy piłkarskich w kraju, w reprezentacji już nie ma. Potem mamy San Marino, gdzie Lewy, gdyby nie karne, to pewnie by nie trafił, choć i z wykonaniem "jedenastki" miał problem. Nagle nie podoba mu się, że jego wizerunek w kadrze jest "nadużywany" i nie zagra w reklamie, bo ... i ponownie jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi pewnie o pieniądze. Aż nagle nie rozgrywa meczu życia z Danią i prosi o zmianę. Sfrustrowany schodzi z murawy, lecz zapytany przez trenera Waldemara Fornalika, dlaczego chciał zejść, nie udziela odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.