W środkowym Iranie obok fabryki broni atomowej
buldożery drążą w skałach tajny tunel. – Ta budowa z pewnością związana jest z pracami w Natanz – twierdzi prezydent Instytutu Nauki i Międzynarodowego Bezpieczeństwa David Albright. Albright wie co mówi był, bowiem jednym z inspektorów ONZ w Iraku i Libii. W tej ostatniej udało się wykryć nielegalny program produkcji broni masowego rażenia. Albright twierdzi, że Iran zechce ukryć część uranu i drogie wirówki przed zniszczeniem w czasie operacji państw zachodnich.
Jak długo trwa budowa? Najprawdopodobniej od stycznia, bo na zdjęciach z tego okresu nie widać żadnych maszyn. Satelita nie dostrzega wejść do tunelu jednak potrafi sfotografować dokładnie prowadzącą do nich drogę. Eksperci twierdzą też, że nowo budowany kompleks wyposażony jest w obronę przeciwlotniczą. Czemu się zbroi? Reżim ma świadomość, że do wojny przeciwko niemu przygotowują się nie tylko USA. Ostatnio opublikowany raport ekspercki nie pozostawia wątpliwości, że Izrael
możeskutecznie rozprawić się z nielegalnym programem budowy broni fanatyków islamskich z Iranu. Atak mógłby być równie
precyzyjnie chirurgiczny jak w przypadku wyeliminowania zagrożenia reaktora
Osiraku w Iraku, który był dumą Saddama Husajna w takim samym stopniu, jak dziś podobnymi osiągnięciami chełpi się reżim Iranu. Izrael nie ryzykowałby bardziej niż w czerwcu 1981 roku. Gdyby dołączyli się sojusznicy, to wtedy operacja trwałaby trzy dni, a może i krócej. Jednak Iran musi zdawać sobie sprawę, że tym razem zapłaciłby wysoką cenę gdyby do niego doszło. Kraj zostałby w ciągu kilku godzin cofnięty do epoki kamienia łupanego, a ważniejsi mułłowie być może trafiliby do więzień, gdzie siedzą terroryści z Hamasu i Hezbollahu. I oczywiście całkowitą odpowiedzialność ponosiłby reżim prezydenta Ahmadinedżada. To on dziś robi wszystko żeby sprowadzić deszcz bomb na swój kraj.
– Wiecznymi negocjacjami jak niegdyś Związek Sowiecki chce sobie kupić czas – tłumaczy obecny doradca prezydenta USA John Bolton. Jego zdaniem Zachód powinien wziąć już sprawy w swoje ręce. W podobnym tonie wypowiada się człowiek, który od kilkudziesięciu miesięcy przygląda się Iranowi. Były szef analityków izraelskiego wywiadu wojskowego, gen. Jossi Kuperwasser
ostrzega: „Zaczyna brakować czasu na interwencję”. I dodaje, że nadchodzą trudne czasy dla Izraela i świata. Zdaje się potwierdzać to przeświadczenie odchodzący wiceminister obrony Izraela. Zasłużony weteran Efraim Snech miał powiedzieć, że Iran planuje światową rzeź, a media i politycy błąkają się jak owce w czasie burzy. „Oczywiste, że terroryści arabscy nie zrezygnują z wymazania Izraela z mapy. Ani dziś ani jutro – nigdy” – powiedział. Jak wskazują starożytni prorocy tam właśnie ma odbyć się największa bitwa świata, której wynik jest już przesądzony.
To nie na Waszyngton, Moskwę, Londyn, Paryż czy Tokio patrzą z dziś taką uwagą kamery największych stacji telewizji, ale właśnie na wąski pasek ziemi, na którym leży Izrael. Przynajmniej od końca lat sześćdziesiątych wszystko jest przygotowane do rozpoczęcia ostatniej bitwy wspomnianej w
Psalmie 83. Jak to możliwe? Psalmista pisze o 10 narodach. Pierwszych siedem zamieszkuje na wschód od Izraela. Edom i Izmael to synonim całego świata arabsko-muzułmańskiego. Oba bowiem, jak twierdzą historycy, przeniosły się na południe Płw Arabskiego – kolebki Islamu. Zwłaszcza Izmael odgrywa bardzo ważną rolę w teologii Islamu. Zatem bibliści zakładają, że jest to odniesienie do narodów od Maroka po Oman bogatych w ropę jak Arabia Saudyjska, które tworzyły koalicję arabską w wojnach 1947 i 1968 roku. Moab znajdował się na wschód od Morza Martwego i sąsiadował z Edomem na południu i Ammonem na północy. Nazwą „Ammon” wciąż dziś się posługujemy. To Amman – stolica Jordanii. Kraj, który odgrywał kluczową rolę w wojnach 47 i 68 roku. W czasach współczesnych autorowi Psalmu Filistynia i Tyr leżały na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Dziś Tyr to miasto w Libanie. Historycy są przekonani, że Filistyńczycy wypłynęli do Kanaanu z Anatolii w Turcji. Ostatnim narodem, który wspomina psalm jest Asyria. Wówczas było imperium rozciągające się na ziemiach dziś należących do Turcji, Syrii, i przede wszystkim Iraku. A zatem wymienione w Psalmie narody mieszkały na trenach dziś należących do Arabii Saudyjskiej, Jordanii, Libanu, Iraku i Syrii. Arabowie, z tych krajów wypowiedzieli wojny przeciw Izraelowi, które przerodziły się w dwa najpoważniejsze konflikty zbrojne XX wieku. Czy wojna przepowiedziana przez Psalmistę nie była tą z 1947 lub 1968 r. Wydaja się, że nie. Obie bowiem wywołał Egipt, o których psalm nie wspomina.
I właśnie ten fakt może wskazywać, że ta wojna jeszcze nie miała miejsca. Podobnie jak 12. rozdział księgi Zachariasza, który wyraźnie mówi o dwóch potężnych wojnach przeciwko Jerozolimie na końcu czasów. Nie było jeszcze ataku na Izrael z północy, południa, wschodu i zachodu. Oczywiście nie wiemy kiedy się wydarzy, możemy jednak z uwagą obserwować wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Że ten czas przybliża się przekonujemy się otwierając (
zwłaszcza arabskie) gazety. Donoszą bowiem, że tradycyjny sojusznik Iranu, czyli Syria nawołuje swoich obywateli do natychmiastowego wyjazdu z Libanu. Organ reżimu Assada poinformował, że na syryjskich studentów wracających z Libanu czekają miejsca na uczelniach w Damaszku. A w tym samym czasie, jak
mówi przywódca libańskich Druzów Walid
Jumblatt, inni „obywatele Syryjscy” robią najazd na Bejrut i duże miasta tego kraju. Sam prezydent Syrii Assad miał zadecydować o usunięciu posterunków wojskowych na Wzgórzach Golan przy granicy z Izraelem. Powstały tam po Sześciodniowej Wojnie i miały być gwarancją pokoju pomiędzy oboma krajami. Syria nie wyjaśniła powodów swoich zaskakujących decyzji. Jednak można sądzić, że związane są z dwoma wydarzeniami w połowie lipca, które mogą pogorszyć jej reputację. Dlatego chce zdestabilizować Liban i może uderzyć pośrednio w Izrael.