Facebook Google+ Twitter

Proces grupowy, czyli o złych dniach dobrych społeczności

Okazuje się, że w przeróżnych grupach zachodzą bardzo podobne zjawiska nazwane przez psychologów procesem grupowym. Obecnie bezrefleksyjnie obserwujemy przejawy takiego procesu.

Reprezentowana przeze mnie dziedzina wiedzy - psychologia - posługuje się specjalistycznymi sformułowaniami na opisanie reguł rządzących grupą. Członkowie grup wchodzą w pewne konkretne role, zaś sama grupa rozwija się w możliwy do przewidzenia sposób i zgodnie z wielokrotnie opisaną charakterystyką. Dość powiedzieć, że proces grupowy, który można kontrolować i wykorzystać, działa jako główne narzędzie zmiany na wszelkich grupowych terapiach.

Wiedza w pigułce

uczestnikowi grupy często trudno się w tym wszystkim połapaćKiedy grupa osób skupionych wokół pewnego celu (na przykład społeczność wiadomości24) spotyka się po raz pierwszy, uczestnicy takiego spotkania testują sytuację i zapoznają się ze sobą z ogromną dozą ostrożności, podejmując jedynie niewielkie ryzyko. Chcąc nie chcąc, wśród uczestników pojawiają się cichutkie pytania o akceptację ich osoby wśród reszty, co sprzyja okazywaniu wzajemnego szacunku, postawie (niekiedy pozornej) tolerancji i zgody, empatii, uwagi i reagowania na siebie. To etap, w którym my - nowi - uczymy się, jak się komunikować z resztą, jak okazywać emocje, aby były akceptowane, jak wchodzić w interakcje. Wszystko jest ładne, różowe, przyjemne, ale większość członków nowej grupy nie wiadomo dlaczego czuje skrępowanie, obawy, lęk. Przedstawiamy się powierzchownie, chcemy wypaść jak najlepiej, jesteśmy akceptowani i witani z otwartymi ramionami, ale coś nie gra...

... Zatem łagodnie lub burzliwie grupa musi powędrować dalej. Teraz zaczyna się stadium przejściowe, stadium kryzysu. Nie jest już tak różowo. Chcemy być sobą, ale nadal towarzyszy nam lęk. Pojawiają się wyraźnie zaznaczone role, ktoś nagle jest liderem, inni atakują, jeszcze ktoś przestaje się angażować lub zagaduje resztę... Klasycznym wydarzeniem w tej fazie rozwoju grupy jest atak wobec osób dowodzących, krytyka dotychczas nieskazitelnie postrzeganych liderów, walka o nową władzę. Powszechny jest lęk i frustracja. Lęk przed ośmieszeniem się. Lęk przed odrzuceniem. Obawa przed odkryciem powierzchowności i pustki. Lęk przed osądzeniem. Głównym tematem podejmowanym przez członków grupy staje się kwestia władzy i odpowiedzialności - czy liderzy mają rację? Kto ponosi odpowiedzialność za kryzysy? Komu przypisać winę za jawne konflikty? Grupa dzieli się, część czuje złość, inni próbują łagodzić sytuację, ktoś nie zabiera głosu.

Ale konflikt jest zauważony przez wszystkich... Liderzy zaczynają złościć się na uczestników. Złoszczą ich ci, którzy niewiele wnoszą i nie entuzjazmują się tak jak wcześniej. Mają obawę czy są kompetentni. Czują niechęć przy rozmowach z niektórymi z uczestników. Pragną zrobić coś, aby pobudzić grupę do działania.

Niekiedy pojawia się otwarta wrogość, wywyższanie się, poczucie bycia lepszym od innych. Uczestnicy grupy łączą się w mniejsze frakcje, w których tematyka całej społeczności powraca jak bumerang - często wyłącznie na tym mniejszym forum.. Część osób ekspresyjnie okazuje swoje silne emocje.

A potem z górki

Aż wreszcie nasza modelowa społeczność wypracowuje przez powyższy kryzys nowe formy współpracy. Od teraz cele grupy i cele poszczególnych uczestników stają się jasne i akceptowane. Wszyscy czują się członkami grupy, a outsiderzy są konstruktywnie zachęcani do podejmowania aktywności. Członkowie grupy czują swoją rolę w podejmowaniu decyzji i związaną z tym odpowiedzialność. Są pełni nadziei, bezpośrednio się komunikują, wspierają odmienność i szanują różnice. Po raz pierwszy od dawna w miejsce śmiertelnej powagi pojawia się humor i lekkość w kontaktach, nawet konfliktowych. Odprężenie sprzyja owocnej pracy, grupa doświadcza twórczej synergii... aż do następnego kryzysu.


PS. A teraz, drogi Czytelniku, połóż rękę na sercu i odpowiedz sobie szczerze - gdzie jesteśmy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

A pamiętacie (Ewa na pewno) kwestię "zabawy w dziennikarstwo"?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oliwio, nigdy nie byłam uczestniczką żadnej grupy terapeutycznej, nie mam też żadnej wiedzy teoretycznej dotyczącej takowych. Chyba nie mam też przekonania do swego rodzaju publicznej spowiedzi ... choć tym, że zabieram w tej chwili głos, być może sobie zaprzeczam:) Gdzie jesteśmy? Zapewne w fazie kryzysu, chciaż fakt, że zaledwie dziesięć osób przedstawiło swój punkt widzenia w sprawie, być może nie upoważnia mnie do takiego stwierdzenia. Niestety nie widzę natomiast w treści Twojego tekstu opisu punktu, w którym jestem osobiście ja - Ewa K. Otóż ja, osoba, która "ekspresyjnie okazuje swoje silne emocje":) jestem w fazie ZNIECHĘCENIA. Adam pisze "ostrzmy pióra" - a mi się NIE CHCE :( Szczęśliwie jestem na tyle dorosłą dziewczynką, że wiem, iż zawsze po nocy wstaje słońce i liczę na to, że "nasza modelowa społeczność wypracuje przez powyższy kryzys nowe formy współpracy" :) Nie ukrywam, że liczę też na spokojny, przemyślany w nocy :) tekst Pawła, jednak chyba w formie artykułu , a nie na forum, podsumowujący wczorajszy dzień i ZAWIERAJąCY ODPOWIEDZI na nasze pytania.
O! spójrz, nad Gdańskiem opadają mgły, zaraz pokaże się słońce:) :) :) A co tam, chyba jednak chwycę za to pióro!:) Albo nie, wleję, z dedykacją dla Adama:), kolejną galerię zdjęć:) Pozdrawiam całą społeczność, w której "część czuje złość, inni próbują łagodzić sytuację, ktoś nie zabiera głosu."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawo! Gdzieś w internecie jest taka sugestia, że może w24 to tylko pole dla researchu pewnych społecznych zachowań i tendencji. I tu wykonałaś ten "risercz", bo choć przykładów nie podajesz (analiza), to wszyscy wiedzą o czym mowa (synteza). Dla mnie podstawą w w24 jest ciekawa treść w dopracowanej formie. To nie są kryteria kontrowersyjne. Teraz, uważam, powinniśmy poczekać (po burzy) na kroki Redakcji, jak ustosunkują się do KONSTRUKTYWNYCH propozycji zmian (układ strony itp.). Jak już kiedyś napisałem, w końcu nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma. Ale też strzeżmy się polskiego piekiełka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.