Trwa kołomyja z aktem oskarżenia wobec byłego posła SLD Andrzeja Pęczaka, znanego lobbysty Marka Dochnala i jego asystenta Krzysztofa Popendy. Ich proces miał się zacząć w Warszawie, potem omyłkowo wskazano na Zgierz, a teraz mówi się o Pabianicach, w których... nawet nie wiedzą, że mają sądzić VIP-ów.
Oskarżony Pęczak mieszka w willi w Żabiczkach na obrzeżach Konstantynowa, który leży w powiecie pabianickim a nie zgierskim. Gdy w Warszawie dostrzeżono błąd, postanowiono skierować akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Pabianicach, ale Przemysław Zabłocki, szef wydziału karnego tego sądu, nie wie jeszcze, że sprawa ma trafić do niego. Twierdzi, że ze stolicy nie było dotąd żadnego sygnału na ten temat.
– Jak tylko akta wrócą do nas z Sądu Apelacyjnego, skierujemy je do Pabianic – zapowiada Maciej Gruszczyński, wiceprezes Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. – Być może tamtejszy sąd też uzna, że nie jest właściwy do prowadzenia procesu. Wtedy decyzję w tej sprawie podejmie Sąd Okręgowy w Łodzi.
Jego rzecznik, sędzia Jarosław Papis, jest zaskoczony sytuacją i nie chce jej komentować, dopóki nie ujrzy pisemnej decyzji sądu warszawskiego. Prokuratura zarzuciła Pęczakowi, że w 2004 roku jako poseł przyjął od Dochnala i jego asystenta równowartość 820 tys. zł oraz prawo użytkowania luksusowego mercedesa (275 tys. zł). W zamian za łapówki Pęczak miał informować Dochnala o prywatyzacjach firm państwowych. Oskarżonym grozi do 12 lat więzienia.
(wp)