Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

25388 miejsce

Prof. Maciej Smoleński: Śpiewam po polsku, to jest najważniejsze

Mój ojciec który zajmował wysokie stanowisko wojskowe w Warszawie, wysłał nas do Wilna, żebyśmy byli daleko od działań wojennych, gdy Niemcy rozpoczęli wojnę w 1939 roku.

Profesor Maciej Smoleński / Fot. fot. Eryk KoziełEryk Kozieł: Jak długo Pan profesor przebywa już poza Polską?
Profesor Maciej Smoleński: Mój ojciec, który zajmował wysokie stanowisko wojskowe w Warszawie, wysłał nas do Wilna, żebyśmy byli daleko od działań wojennych, gdy Niemcy rozpoczęli wojnę w 1939 roku. Dziwnym zbiegiem okoliczności (śmiech), z drugiej strony wkroczyli Rosjanie, akurat na moje urodziny, 17 września. Taki miałem prezent.

Kiedy wybuchła wojna fińsko-sowiecka to Rosjanie na pewien okres czasu oddali Wilno Litwinom. Mój ojciec, który zajmował wysokie stanowisko w wojsku, miał wiele znajomości. W Kownie działała polska ambasada i okazało się, że pracuje tam kolega mojego ojca. Zwrócił się do niego o pomoc i poprosił, żeby odnalazł jego żonę i dzieci i wyrobił im paszport dyplomatyczny. I tak się stało. On odnalazł moją matkę, dał nam paszport dyplomatyczny i mogliśmy całkiem legalnie, w marcu 1940 r. wyjechać z Wilna do Kowna, z Kowna do Rygi i z Rygi samolotem do Sztokholmu. Także w ten sposób uciekliśmy z Polski. W Sztokholmie czekaliśmy na wizę francuską, dwa tygodnie i potem też już całkiem legalnie polecieliśmy ze Sztokholmu do Kopenhagi, z Kopenhagi do Amsterdamu i potem pociągiem do Paryża, gdzie czekał na nas ojciec. Tak wyglądała nasza ucieczka z Polski.

A później trwała dalej wojna, w którą Polacy niezwykle się zaangażowali, ale kiedy w końcu się skończyła, ludzie, którzy walczyli za Polskę, nie mogli do niej wrócić.
No właśnie mój ojciec był jednym z nich. No i wielu jego towarzyszy broni. Ojciec był na czarnej liście komunistów w Polsce, także nie mógł wrócić, chociaż chciał, bo w Polsce miał dwóch, czy trzech braci i siostrę i jego najmłodszy brat był w niewoli niemieckiej całą wojnę. I on się potem z ojcem spotkał, przyjechał do Londynu. A reszta ojca rodziny została w kraju, także ojciec się już z nimi więcej nie widział. Wszyscy oczywiście bardzo to przeżywaliśmy, że alianci nas do tego stopnia zdradzili, że uznali rząd komunistyczny w Polsce, a rząd legalny na emigracji w Londynie przestali uznawać.

Pański ojciec został zdemobilizowany.
Tak.

I co zrobił? Bo przecież trzeba było dalej (żyć). Pan pewno zaczął się dalej uczyć w angielskich szkołach.
Tak, ja chodziłem.

A czym Pański tato zajmował się później? Był przecież zawodowym żołnierzem.
No tak, ale to właśnie było jego tragedią, całe życie był żołnierzem… przede wszystkim w ogóle nie znał angielskiego. Znał francuski, niemiecki i rosyjski, no i polski oczywiście, ale jeśli chodzi o angielski, to słabo mówił. Starał się uczyć jak najlepiej. Ale dostał zwykłą pracę jako pomywacz naczyń dla PanAmerican Airways, na lotnisku w Londynie. Ojciec kupił tam mały domek, który musiał spłacać, bo dużo pieniędzy nie mieliśmy. Ale mimo tego, bardzo się udzielał w polskich organizacjach wojskowych na emigracji, kombatanckich. Praca poniżej jego kwalifikacji, oczywiście, ale to dawało mu dużo czasu, żeby się udzielać w tych polskich wojskowych organizacjach emigracyjnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Co za przykry komentarz Andrzej! Przemawia przez Ciebie zawiść i tyle. Przykre. A człowiek ma niesamowitą historię i nie on wybierał jak się toczyły jego losy. Ze nie wrócił po '89? jego życie, jego sprawa! Nic nikomu do tego.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Gerard Stenc^
  • Gerard Stenc^
  • 19.06.2012 22:28

Czy mogę zapłakać ???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.