Facebook Google+ Twitter

Prof. Zagórski: Bomby atomowej nie da się zbudować za dwa tysiące dolarów

Czy możliwe jest zbudowanie bomby atomowej za 2 tys. dolarów? Czy "brudna bomba" faktycznie jest aż tak dużym zagrożeniem? Wątpliwości na ten temat postarał się rozwiać wybitny znawca atomistyki.

Wybuch amerykańskiej, testowej bomby atomowej (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Atomic_blast_Nevada_Yucca_1951.jpg) / Fot. United States Department of Energy, Public DomainO opinię w sprawie możliwości zbudowania bomby atomowej za jedyne 2 tys. dolarów, poprosiłem wybitnego naukowca, prof. Zbigniewa P. Zagórskiego, pracującego w Instytucie Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie, który pracował i wizytował różne laboratoria za oceanem, również te, gdzie rozwijany był amerykański, wojskowy program atomowy.

Odpowiedź na główne pytanie była krótka: bomby jądrowej nie da się zbudować za dwa tysiące dolarów. - Aby zbudować bombę, trzeba dysponować znaczną ilością wysoko wzbogaconego uranu, lub plutonu, a także dysponować odpowiednim detonatorem. Koszty tych materiałów i urządzeń są ogromne. Ale nie chodzi o koszty. Ważniejsza jest wiedza i technologia
- uzasadnia swoją odpowiedz prof. Zagórski.

Dopowiada również, że suma 2 tys. dolarów jest niewystarczająca nawet dla zakupu prostych urządzeń pomiarowych niezbędnych przy konstruowaniu bomby atomowej. - Gdyby możliwość zbudowania ładunku jądrowego za taką cenę faktycznie istniała, to w ciągu ostatniego pół wieku mielibyśmy sporo incydentów z podłożeniem bomby nuklearnej w czułe miejsca cywilizowanego świata, a samobójcy-terroryści mieliby w plecakach nie trotyl z gwoździami, lecz głowicę nuklearną ręcznie odpalaną - odpowiada prof. Zagórski.

Symbol radioaktywności (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Nuclear_symbol.svg?uselang=pl) / Fot. IAEA, Public DomainProfesor zapewnia również, że sprawny wywiad naukowy USA śledzi wszelkie próby konstrukcji bomby w państwach totalitarnych, gdzie rządy popierają i finansują prace nad elementami bomby, prawdopodobnie nawet z udziałem byłych naukowców ZSRR. To właśnie Rosjanom udało się w kilka lat po sukcesie Manhattan Project, gigantycznym wysiłkiem finansowym zubożającym całe społeczeństwo zbudować w kilka lat bomby atomowe.

Prof. Zagórski nazwał nonsensem i skrytykował wszelkie medialne publikacje na temat wątpliwych zagrożeń nuklearnych, wliczając w nie również mój ostatni artykuł.
Profesor zapewnił, że w swojej pracy kieruje się tylko publikacjami w czasopismach naukowych, które "oddzielają prawdę od nonsensu". Jako przykład Prof. Zagórski podaje "zimną fuzję", która stała się inspiracją "do publikowania nonsensów przez poszukiwaczy sensacji pseudonaukowych". Wiadomość o bombie atomowej za dwa tysiące dolarów nie mogłaby ukazać się w żadnym czasopiśmie recenzowanym, a najwyżej w dziale „naukowym” jakiejś gazety. W ostatnich latach internet stał się wymarzonym miejscem do rozsiewania nonsensów. Na szczęście naukowcy nie mają czasu na czytanie tych informacji, a raczej fantazji, a ich kontakt z internetem ogranicza się do ściągania z bibliotek elektronicznych PDF recenzowanych artykułów i odbierania poczty od kolegów z branży, sporządzania recenzji artykułów itp. - odpowiada Prof. Zagórski.

Czy już nigdy nie będziemy mieli okazji oglądać tak strasznego widoku? (http://commons.wikimedia.org/wiki/File:FrigateBird_nuke.pg.jpg?uselang=pl) / Fot. US Navy, Public DomainPodobne „rewelacje” jak te, o których Pan pisze, ukazywały się w epoce przedinternetowej w tzw. tabloidach (przed wojną zwanych brukowcami), m.in. o uczniu, który po paru wizytach w bibliotece podał opis własnej bomby, co wymagało sprostowań naukowców, że nic podobnego nie grozi, nawet gdyby bombą taką potrząsał dobry czarownik "wszechnauk" tajemnych. Żeby nie przedłużać listu powiem o najzabawniejszym, choć z pozorami prawdy przypadku kogoś, kto w recepcie na bombę atomową doradzał zbieranie w śmietnikach domowych detektorów dymu/pożaru, które zawierają drobną ilość izotopu, z którego proponowano skonstruować bombę. Nawet bez uciekania się do śmieci, wykupienie całej dziesięcioletniej, nie tylko rocznej produkcji czujników, nie dałoby takiej ilości izotopu, by zrobić bombę, która i tak by nie wybuchła - argumentuje swoje stanowisko Prof. Zagórski.

Naukowiec również bardzo sceptycznie wypowiada się na temat możliwości zbudowania "brudnej bomby", pisząc, że zbudowanie takiego ładunku jest praktycznie niemożliwe. Kradzież izotopu kobaltu 60 lub cezu 137 o dużej aktywności z instalacji obróbki radiacyjnej praktycznie nie jest możliwa, bo złodziej po kilku godzinach obcowania z takim materiałem bez grubej osłony z ołowiu byłby już trupem - odpowiada Prof. Zagórski.

Artykuł powstał dzięki pomocy dr Stanisława Lateka, rzecznika Prezesa Państwowej Agencji Atomistyki oraz redaktora naczelnego czasopisma "Postępy Techniki Jądrowej".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.