Facebook Google+ Twitter

Profesjonalny tłumacz jest niczym astronauta i pilot samolotu

Dr Witold Skowroński jest tłumaczem akredytowanym w instytucjach Unii Europejskiej. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" opowiada o swojej pracy, pułapkach jakie czekają na tłumaczy i lingwistycznych kłopotach polityków.

Słownik. http://blog.britishcouncil.org/2013/10/02/why-everyone-should-learn-1000-words-in-another-language/ licencja: CC3.0 / Fot. blog.britishcouncil.orgProfesjonalne tłumaczenie z języka obcego to nie lada sztuka. Tym bardziej, kiedy pominąć byle przekład książki czy dokumentu, jakiemu można poświęcić czas w domowym zaciszu. Tłumaczenie ustne, jakie odbywa się w czasie bieżącym, konferencyjne czy symultaniczne wymaga znakomitych referencji i kwalifikacji od osoby, której powierza się odpowiedzialne zadanie. Głowy państw, biznesmeni, duchowni, wszyscy sprawujący ważniejsze urzędy, a których wypowiedzi na forum międzynarodowym mają olbrzymie znaczenie, korzystają z pomocy ludzi władających językami obcymi w stopniu wysoce profesjonalnym. Jak nie trudno się domyśleć, nie sposób uniknąć mnóstwa czyhających pomyłek i innych wpadek ze strony tłumaczy i ich klientów. Wystarczy przypomnieć zagadkowe umiejętności tłumacza z języka migowego, który zdumiewał zgromadzonych na ceremonii pogrzebowej Nelsona Mandeli. Kłopotliwi bywają też sami tłumaczeni, choćby polscy prezydenci. Bronisław Komorowski jest gawędziarzem, który zazwyczaj okrasza swoje wystąpienia anegdotą lub dowcipem. Jeszcze częściej zapomina o przerwach między zdaniami, a te przestrzenie słowa stają się dodatkowym sprawdzianem umiejętności dla tłumacza. Zaś o kłopotach z interpretacją wypowiedzi Lecha Wałęsy napisano już tomy całe...

Dr Witold Skowroński jest tłumaczem konferencyjnym akredytowanym w instytucjach UE i dyrektorem Szkoły Tłumaczy i Języków Obcych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej przybliża arkana sztuki profesjonalnego tłumaczenia z języka obcego. Prowadząca rozmowę Katarzyna Pawłowska-Salińska przypomina historię przypadkowej wpadki Lecha Wałęsy, która zaskoczyła samego zainteresowanego egzotyką rzeczywistości Kraju Kwitnącej Wiśni: "Lech Wałęsa podczas spotkania stwierdził, że polscy komuniści byli jak rzodkiewki: czerwoni na zewnątrz i biali w środku. Prezydent chciał tą wypowiedzią rozbawić słuchaczy, ale nie wiedział, że w Japonii rzodkiewki są białe i w środku, i na zewnątrz..." Witold Skowroński zdołał błyskawicznie uratować całą sytuację przed widmem niezręczności i zakłopotania: "Miałem dwie sekundy, żeby podać symbol czytelny dla Japończyków, więc komunistów porównałem wtedy do krewetek." Rozmówca Gazety Wyborczej jest doświadczonym tłumaczem, który służył pomocą Janowi Pawłowi II, polskim i amerykańskim prezydentom, królowej Elżbiecie II, i wielu innym monarchom, premierom, politykom.

Znajomość języków obcych pośród polskich polityków jest przez Witolda Skowrońskiego określona w ogólności w dość dyplomatycznym tonie: "Ze znajomością języków u wszystkich Polaków jest tak, że często sprawności komunikacyjne przewyższają sprawności językowe. Oznacza to, że potrafią porozumieć się tylko do pewnego stopnia i nie do końca precyzyjnie." Zaś polityka jest dziedziną w której powaga wypowiedzi zależy od jej akuratności. Zarazem przywołany przykład Lecha Wałęsy dowodzi, że można znakomicie odgrywać swoją rolę, mimo kwestionowanej znajomości języka obcego. Poza tym, Unia Europejska nie zmusza w żaden sposób polityków do nadrabiania zaległości: "Instytucje UE zapewniają profesjonalne tłumaczenie." Zresztą język obcy jakiego uczymy się na co dzień, różni się od stosowanej frazeologii politycznej poprawności w instytucjach Unii Europejskiej: "Zamiast o zniszczeniu upraw papryki czytamy i słyszymy tam o biodegradacji. W słownictwie wojskowym stosuje się wiele akronimów i skrótów zwykle nieznanych osobom niezwiązanym z tą dziedziną."

Interesująca jest kwestia swobody tłumacza w interpretacji słów będących zwrotem idiomatycznym czy niezrozumiałym ze względów odmienności kulturowej: "Na to pytanie już w IV wieku odpowiedział patron tłumaczy, święty Hieronim. Tłumaczymy komunikaty, a nie słowa. Istotne różnice między językami czasem wręcz wymuszają zastosowanie parafrazy, bo inaczej nie można dokonać adekwatnego przekładu. Czasem trzeba zmienić elementy wypowiedzi, aby zachować jej sens." Wymaga to zwiększonej sprawności intelektualnej i pewnej wszechstronności: "Po astronaucie i pilocie wojskowego samolotu odrzutowego tłumacz symultaniczny to najbardziej energochłonny zawód na świecie. Profesjonalny tłumacz zapewnia wysoką jakość tłumaczenia maksymalnie około 30 minut. Po tym czasie pracę przejmuje jego zmiennik." Podobna kondycja umysłowa winna jego zdaniem cechować polityków i urzędników: "Aby dobrze i skutecznie porozumiewać się lub negocjować w języku obcym, trzeba również mieć dużą wiedzę interkulturową i umieć zastosować odpowiednie środki językowe" - zwraca przy tym uwagę na ten ostatni aspekt praktycznego zastosowania: "Na przykład w języku angielskim w pewnych warunkach nieprawidłowa wymowa lub niewłaściwy akcent wyrazowy mogą diametralnie zmienić znaczenie wypowiedzi. Niestety, wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy." Warto o tym pamiętać, "bo rugowanie nabytych i wzmocnionych złych nawyków językowych jest trudne, długotrwałe i kosztowne."

Przenikanie się sfer życia politycznego z pomocą świadczoną przez profesjonalistów w dziedzinie tłumaczeń z języka obcego, zapewne będzie trwać w swoistej symbiozie już zawsze. Oczywiście, rozbieżność poglądów i przekonań polityka oraz tłumacza nie musi stanowić o złej jakości relacji. Jednakowoż można przypomnieć holenderskiego tłumacza Hansa Bolanda, który jako uznany slawista zyskał poważanie przekładami dzieł Puszkina i Dostojewskiego nawet na Kremlu. Sam Władimir Putin chciał w hołdzie dla jego zasług, wręczyć tłumaczowi Nagrodę im. Puszkina. Co ciekawe, okazją miało być święto 4 listopada (Dzień Jedności Narodowej), czyli rocznica wygnania Polaków z Kremla w 1612 r. Co nie mniej ciekawe, to odpowiedź Hansa Bolanda: "Z ogromnym zadowoleniem przyjąłbym tę nagrodę, gdyby jednak nie wasz prezydent, którego zachowanie i sposób myślenia wywołuje pogardę. On (Putin - red.) jest ogromnym zagrożeniem dla swobody i pokoju na naszej planecie. Daj Boże, by jego „ideały" w najbliższym czasie zostały całkowicie zniszczone. Jakikolwiek związek między nim (Putinem - red.) a mną, jego imieniem a imieniem Puszkina jest dla mnie nie do zaakceptowania" (cyt. za rp.pl)


źródła: Gazeta Wyborcza
rp.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.