Facebook Google+ Twitter

Profesor, który zamieszkał w namiocie

Bronisław Malinowski - legenda nauki polskiej - sto lat temu prowadził badania na Wyspach Trobrianda. Wiele lat po jego śmierci ukazały się dzienniki, które wstrząsnęły spokojnym światem naukowców.

 / Fot. "Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa" - Wydawnictwo LiterackieNigdy nie był typowym naukowcem. Był raczej rewolucjonistą. Niespełna sto lat temu Bronisław Malinowski po raz pierwszy wyjeżdża na prawie roczne badania na Wyspy Trobrianda. Normalny antropolog kultury w tamtym okresie zamieszkałby w domu białego kupca lub misjonarza. Żyłby tak, jak na kolonizatora przystało. Na werandzie mógłby ustawić drewniany stół, obok siebie ustawić tubylczego tłumacza i w określonych godzinach przyjmować po kolei swoich informatorów. Tak robili faktycznie wszyscy przed nim. Uprawiali etnografię gabinetową. Malinowski jednak w 1915 roku przyjeżdża na swoje badania etnograficzne z własnym namiotem, który rozbija na środku tubylczej wioski. Od tego czasu ten stary namiot jest niezmiennie symbolem badań etnograficznych.

Bronisław Malinowski, wyruszając w swoją podróż, zakłada, że aby poznać innych ludzi, trzeba z nimi żyć. Uczestniczy więc w życiu wioski: plotkuje z krajowcami, łowi ryby, chodzi na lokalne pogrzeby, uczy się języka kiriwińskiego. Poza tym robi zdjęcia i zadaje mnóstwo mniej lub bardziej uciążliwych pytań. Po zakończeniu pracy wraca do Wielkiej Brytanii i opracowuje swoje materiały. Badania owocują kilkoma publikacjami, z których najbardziej medialny tytuł ma „Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji”. Przynosi mu to światową sławę. Do końca swego życia wykłada na prestiżowych uczelniach, publikuje, ma rzeszę swoich naśladowców. Umiera dosyć młodo, jego mit wzrasta i wszystko byłoby dobrze, gdyby kilkadziesiąt lat później w księgarniach angielskich nie pojawiły się „Dzienniki”. Dzienniki, które wstrząsnęły światem.

Co mogli w 1967 roku wyczytać z „Dzienników” uczniowie mistrza Malinowskiego? Że tęskni za cywilizacją i kulturą, co rusz odgania myśli lubieżne i stara się nie myśleć o kobietach, które mógłby uwieść. Co jeszcze? Że wkurzają go informatorzy i często woli czytać powieścidła, niż iść na wywiad. A tak w ogóle przyznaje, że ma „zdolność do marzycielstwa, lenistwa i opieszałości”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Panie Adamie, oczywiscie, ze to plecenie" trzy po trzy", byle wyszło na totalna bzdurę..

Marek, nie przegadasz...nie ma sensu sie denerwowac..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pn Ireneusz to chyba coś zażył, bo ja nie rozumiem jego wypowiedzi???? Niby po "polskiemu", ale jednak...
Acz, cóż odebrałem wykształcenie w komunistycznej szkole, więc to wszystko wyjaśnia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.07.2010 01:57

... i właśnie ze względu na "kocioł polityki" zapewne się Pan odzywa :-) Ale i to Panu wolno, wszak mamy specyficzną, ale demokrację :-)
Nie wiem, czy Pan to w ogóle zauważył, ale nie piszę o "Dziennikach" Malinowskiego, tylko artykule Pani Ewy.
Jako Czytelnik mam zaś prawo odbierać twórczość KAŻDEGO (nie tylko Gombrowicza) tak, jak mi się to podoba. NIE PODOBAJĄ mi się jego powieści i tyle. "Dzienniki" - owszem. To nie "chwyt", tylko SUBIEKTYWNA ocena lektury. Ma Pan prawo do innej, ale mnie proszę do niej NIE ZMUSZAĆ, OK?

Ciekawym za to OKROPNIE - jakież to "osobiste wycieczki" dostrzegł Pan w moim komentarzu? I to "niesympatyczne"???? :-) Dopóki się tego NIE dowiem - nie będę w stanie spełnić Pańskiej prośby... A przecież bardzo kocham ludzi :-)
Sympatycznie życzę teraz Panu dobrej nocki :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pnie Marku napracował się Pan co nie miara. Będąc w podobnej do Pana sytuacji-nie czytałem- jestem pełen podziwu dla Pańskiej wnikliwości. Nie czytałem, a wiem. On nie był, Ona nie jest:). Panie Marku????????? Czyżby licznik? A tak nawiasem, za jakimi dziennikami Pan nie przepada, bo powołanie się na Gombrowicza itd, to chyba ciut mało:) Pachnie omamizmem. Dobry chwyt, ale bez przesady:) Ale i tak jestem pod wrażeniem przemyśleń. P.S. Proszę na przyszłość, jeżeli mogę o to prosić:), unikać osobistych wycieczek:). Zbyt niesympatyczne:). Pozdrawiam, bo gdzieś tam kole polityki mi się Pan kojarzył:). Co wcale nie jest jednoznaczne ze wspólnotą myśli i wyznań.:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.07.2010 01:26

O ile Malinowski nie był typowym naukowcem, to autorka tekstu nie jest typową recenzentką książek. Po pierwsze dobrze wie, o czym (o kim) pisze. Po drugie oferuje Czytelnikom klarowny tok myślenia. Po trzecie używa czystej polszczyzny (niekiedy z przymrużeniem oka, co niweluje dystans między nią a odbiorcą)...
Zadaniem recenzji jest podobno zachęcenie do przeczytania książki. Powiem jasno - nie przepadam za dziennikami i pamiętnikami. Odwracają bowiem uwagę od DOROBKU twórców czy uczonych. Z drugiej jednak strony potrafią niekiedy zaoferować Czytelnikom prawdy głębsze niż ów dorobek (tak znajduję np. "Dzienniki" Gombrowicza). Ewentualnie wznieść się na taki poziom samoobserwacji, który posłużyć winien za wzorzec metody. Tak odbieram "Dzienniki" Malinowskiego po lekturze "Profesora, który zamieszkał w namiocie" (swoją drogą autorka pamięta, iż tytuł ma do spełnienia określoną rolę, co wielu piszących notorycznie lekceważy).
Gdy książkę przeczytam - zgodzę się (lub nie) z interpretacją, zawartą w recenzji. Na razie mogę wypowiadać się wyłącznie o artykule. Jako tekst spełnia on jeszcze jeden istotny warunek - nie nuży.
Dzięki, Pani Ewo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydawało mi się, że znam choć trochę postać B. Malinowskiego... A tu zaskoczenie. Niezwykle ciekawa recenzja (5).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.