Facebook Google+ Twitter

Profesor też ma żonę!

Zgadzam się całkowicie z odczuciami Pana Eugeniusza D. z Katowic, który za pretensjonalne, nieskromne i absolutnie niewłaściwe uznaje określanie własnej towarzyszki życia mianem małżonki.

Nie utożsamiam się natomiast z przywołanym przez Korespondenta zdaniem niezapomnianego Jana Kamyczka (pseudonim Janiny Ipohorskiej), redaktora rubryki obyczajowej „Przekroju”: „Małżonki mają ludzie od profesora i ministra wzwyż. Zwykli ludzie mają po prostu żony”. Przecież słowa te stoją w jaskrawej sprzeczności z „Demokratycznym (podkr. moje – J. M.) savoir-vivrem”, jak się nazywała wspomniana Kamyczkowa rubryka. Co to znaczy: od profesora i ministra wzwyż?!


Użyję słowa małżonka w odniesieniu do towarzyszki życia każdego mężczyzny (znów podkr. moje – J. M.) – robotnika, chłopa, rzemieślnika, profesora, inżyniera czy ministra, ale tylko wtedy, gdy z osobą tą łączą mnie bardzo oficjalne stosunki towarzyskie. W rozmowach z bliższymi znajomymi pojawia się w moim języku wyłącznie żona. 
W żadnym, ale to w żadnym wypadku, bo jest to rażący błąd stylistyczny, nie powinno się nazywać małżonką własnej żony – bez względu na status społeczny. Prosty człowiek i minister są w jednakowym stopniu śmieszni, gdy mówią o swoich małżonkach!
 Ale ja już przed wieloma laty zauważyłem paradoksalno-tragikomiczną zależność nazywania własnej towarzyszki życia od sposobu jej traktowania na co dzień. Otóż w tych rodzinach, gdzie jest ona otoczona prawdziwym, należnym jej szacunkiem, mąż nazywa ją zwyczajnie żoną, im brutalniejszy jest natomiast stosunek do niej, tym większa ochota, by przed ludźmi była ona właśnie małżonką.


Żona – jak we wszystkich językach słowiańskich – i w polszczyźnie była najpierw żeną – z samogłoską „e” (z dawn. gena). Zachowała się ona w tych pochodnych formach, w których „e” występuje przed miękkim „ń”: żenić się, żeński. Przed twardym „n” natomiast – zgodnie z prawem tzw. przegłosu polskiego, czyli wymiany „e” na „o” lub „a” przed t, d, s, z, n, r, ł — musiało się to „e” wymienić na „o” (stało się to przed wiekiem XII). Tak ostatecznie utrwaliła się żona.
To ogólnosłowiańskie słowo spokrewnione jest zarazem z wariantami brzmieniowymi innych języków należących do rodziny praindoeuropejskiej, np. ze staropruskim genno, z gockim qino, staroangielskim cwene, cwen (por. dzisiejsza queen – „królowa”!), greckim gyne (stąd ginekolog), albańskim zonje czy staroindyjskim jani. Wszystkie zaś one wiodą do praźródła – praindoeuropejskiego pnia gena (w dopełniaczu genas) – też o znaczeniu „kobieta, żona”.


Małżonka (przed polskim przegłosem małżenka) to zapożyczenie z czeskiej postaci malżenka. W czasach wspólnoty prasłowiańskiej była to malżena – „mąż i żona, małżonkowie” — częściowa kalka ze staro-wysoko-niemieckiego malwip, w której człon pierwszy to zapożyczenie ze staro-wysoko-niemieckiego mal//mahal (por. niem. Gemahl – „małżonek”), a człon drugi – żena – jest przekładem staro-wysoko-niemieckiego wip – „żona”. Całe złożenie wtórnie zinterpretowano na gruncie słowiańskim jako nazwę żony (z powodu drugiego członu żena), w związku z tym wtórnie dotworzono formę męską malżen (podobnie jak kum od kuma czy wdowiec od wdowa), od której pochodzi nasz małżonek. Od małżonki i małżonka urobiono przymiotnik małżeński i rzeczownik małżeństwo.
Na wszelki wypadek na sam koniec powiem jeszcze, że – oczywiście – nazywanie małżonkiem własnego towarzysza życia jest tak samo niewłaściwe jak posłużenie się w takich okolicznościach małżonką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

1.*Ale ja już przed wieloma laty zauważyłem paradoksalno-tragikomiczną zależność nazywania własnej towarzyszki życia od sposobu jej traktowania na co dzień. Otóż w tych rodzinach, gdzie jest ona otoczona prawdziwym, należnym jej szacunkiem, mąż nazywa ją zwyczajnie żoną, im brutalniejszy jest natomiast stosunek do niej, tym większa ochota, by przed ludźmi była ona właśnie małżonką.*
Gdyby Mirnal tak napisał, to ktoś podałby tekst jako dyskryminacyjny - niby na jakiej podstawie obrażamy ludzi mówiących na swe żony "małżonka"?
2. Jeśli to jest błąd, to dlaczego ja się o tym dowiaduję od Profesora? Ja powinienem o tym usłyszeć w szkole 40 lat temu. Czy powstanie słowniczek wyrazów błędnych, który będzie wykładany w szkole?
No i co z głupkowatymi słowami rzekomo polskimi - exodus, scrabble, puzzle, diesel?

Komentarz został ukrytyrozwiń

No proszę! Po tym wyjaśnieniu używanie "małżonki, małżonka" kojarzy mi się z zadęciem na ważność u osób funkcjonujących pod względem elegancji na poziomie białych skarpetek do garnituru.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesujący tekst. A przy okazji mam pytanie do redakcji - za jakie grzechy pan profesor jest karany wrzucanymi mu do tekstu w przypadkowych miejscach (z reguły na początku zdań) znakami zapytania? Jak np. w ostatnim zdaniu tekstu czy na początku 2 i 3 akapitu.
Ponieważ nic nie wskazuje tu na próbę zadania pytania po hiszpańsku (to w ogóle nie są pytania) zatem byłabym wdzięczna za objechanie chochlika od góry do dołu i poprawienie błędów ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.