Facebook Google+ Twitter

Program „Owoce w szkole” nie może być zagrożony

Uczniowie, którzy uczęszczają do klas I-III szkół podstawowych, mają w ramach programu "Owoce w szkole" codziennie dostawać za darmo wybrany przez siebie owoc, warzywo bądź wykonane z nich przetwory.

Czy jabłka zostaną na drzewach, czy spadną? / Fot. Wincenty SadowskiProgram "Owoce w szkole" miał ruszyć od września. Celem programu jest zmiana nawyków żywieniowych ponad miliona polskich dzieci z klas I-III. To także profilaktyka zdrowotna, gdyż zachęcanie dzieci do spożywania zdrowej żywności ma zapobiegać chorobom takim jak cukrzyca czy otyłość. Program miał wesprzeć lokalny rynek warzyw i owoców, bo zgodnie z jego założeniami dostawcami tych produktów do szkół mieli być nasi rodzimi producenci.

W ramach programu dzieci mają dostawać codziennie jeden z produktów, który wybiorą. Z owoców będzie to jabłko bądź gruszka, z warzyw: marchew, rzodkiewka lub papryka. Możliwe jest również wybranie naturalnych soków owocowych, warzywnych bądź owocowo-warzywnych, z jak najmniejszą ilością cukru i konserwantów.

Produkty mają być wydawane dzieciom za darmo, gdyż program "Owoce w szkole" jest finansowany przez Unię Europejską i polski rząd. Unia przyznała Polsce 9,2 mln euro, resztę ok. 3 mln euro wyłożył rząd. To w sumie około 50 mln złotych.

Do akcji zgłosiło się już prawie 9 tys. szkół. Gdyby wszystko dobrze się udało, można by mieć nadzieję na powolne zmiany żywieniowych przyzwyczajeń dzieci. Ale na razie nie ma na co liczyć, bo firmy zainteresowane dostawą produktów do szkół zaczynają się wycofywać. Dostawcy twierdzą, że wymagania ARR są nieżyciowe i bardzo kosztowne, bo musieliby dostarczyć dzieciom nie tylko świeże, umyte warzywa i owoce, ale jeszcze pokrojone w ćwiartki i poukładane w oddzielne opakowania.

Dodatkowym zagrożeniem programu jest konflikt między sadownikami a przetwórcami o cenę jabłek. Przetwórcy nie chcą płacić sadownikom więcej niż 25 gr za kg jabłek, gdy według sadowników średni koszt wyprodukowania kilograma owoców kosztuje ok. 30 gr. Jeżeli sadownicy i przetwórcy się nie dogadają, prawdopodobnie jabłka zostaną w sadach na drzewach, bo sadownikom nie będzie opłacało się ich zrywanie.

Za komuny nie było by to problemem, bo w ramach wychowania obywatelskiego wysłano by młodzież ze szkół do sadów, aby sama zebrała dla siebie owoce z drzew. W dzisiejszych realiach ten użyteczny program może po prostu nie wypalić. Albo prawdopodobnie skończy się na tym, że dzieci będą otrzymywać wyłącznie soki, bo te najłatwiej przygotować i dostarczyć. Do picia dzieci dostają już „szklankę mleka” w ramach innego unijnego programu, dlatego tak wskazanym byłoby, aby dostawały jednak owoc czy warzywo do przegryzienia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.