Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Wydarzenia > Prokuratura wzięła pod lupę zaufanych ludzi prezydenta

Pozycja materiału w rankingach:

58215 miejsce

Dział: Wydarzenia

Ocena: 0pkt

Oceń:

Prokuratura wzięła pod lupę zaufanych ludzi prezydenta


Choć nie mieli uprawnień, strażnicy miejscy zatrzymywali kierowców, prewencyjnie legitymowali przechodniów, a nawet podrzucali zatrzymanym narkotyki - podejrzewa prokuratura Warszawa-Praga, która prowadzi dochodzenie w tej sprawie. Doniesienie złożyła Komenda Główna Policji.

Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy, głosząc hasła ostrej walki z przestępczością. Obok jego zaufany człowiek - Władysław Stasiak. / Fot. PAPZ ustaleń śledztwa wynika, że w czasach, gdy Warszawą rządził Lech Kaczyński, straż nagminnie łamała przepisy. Prokuratorzy wzięli pod lupę m.in. Władysława Stasiaka, wtedy wiceprezydenta, obecnie szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, i Witolda Marczuka, ówczesnego komendanta straży.

To ich celem było wcielić w życie obietnicę Lecha Kaczyńskiego z kampanii przed wyborami w stolicy: "Zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego jest zasadniczym obowiązkiem państwa i nic, żadne okoliczności - nigdy i nigdzie - nie mogą go z niego zwalniać". Kaczyński nie ukrywał, że jego wzorem był bezkompromisowy burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani.

Stasiak i Marczuk zachęcali strażników do wykraczania poza uprawnienia, de facto dublowania zadań policji: ścigania złodziei aut, pijanych kierowców, gwałcicieli czy handlarzy narkotyków. To Stasiak i Marczuk opracowali system punktowej oceny pracy funkcjonariuszy, który przekładał się na wysokość zarobków.

200 punktów przyznawano za zatrzymanie dilera narkotyków, a tylko sześć za odholowanie źle zaparkowanego auta, czym ustawowo zajmuje się straż. Te zasady premiowania miały doprowadzić do patologii - twierdzi Zbigniew Leszczyński, obecny komendant straży.

Doszło do tego, że funkcjonariusze kreowali przestępstwa, byle zasłużyć na premię. - Wystawiali wnioski do sądu za zerwanie liścia z drzewa - przyznaje Leszczyński .

Stasiak i Marczuk pytani o tamte czasy odpowiadają, że nic nie wiedzą o śledztwie, i przekonują, że strażnicy prawa nie łamali.

Cały artykuł przeczytasz na stronach polskatimes.pl

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.