Facebook Google+ Twitter

Promem do Szwecji w PRL-owskim klimacie

Współautorzy: Leszek Lubicki

Kiedy w marcu nadal hulał wiatr, a śnieg prószył już kolejny miesiąc i nic nie wskazywało, że w końcu przestanie, jedyne co kołatało się nam po głowach to ucieczka do ciepłego kraju. W końcu to zrobiliśmy i uciekliśmy ... promem do Szwecji.

Panorama Sztokholmu. / Fot. Leszek Lubicki/Mira Giza / Fot. Dawid SobolewskiPrzygoda zapowiadała się wyjątkowo ciekawie, szczególnie po uświadomieniu sobie, że raczej w tę stronę to za ciepłem nie ma sensu jechać. Ale przecież wiadomo, uciekamy w ogólne ot tak, tym bardziej, że co jak co, ale 4-dniowy rejs z noclegami na promie brzmi kusząco, a atrakcyjna cena wołała reakcję "Nie bądź głupi! Skorzystaj". Bilety zapłacone, dyspozycje majątkowe, w razie zatopienia promu, ustnie złożone, walizki zapakowane. Jedziemy pociągiem do Gdańska skąd odpływa prom. Dreszczyku emocji dodaje straszenie przez rodzinę, że będzie bujać i barwne opowieści o objawach choroby morskiej. A o tym, że w dzień wyjazdu pokazywali w telewizji jak w poprzednią noc fala wysokości 8 metrów wyrządziła szereg szkód na statku płynącym po Morzu Śródziemnym nawet nie wspomnimy.

Milicja czuwa. / Fot. Leszek Lubicki/Mira GizaZa komuny to było dobrze

Rejs odbywa się pod tytułem "Powtórka z PRL" i cały nasz pobyt na promie kręci się wokół myśli przewodniej. Na dzień dobry wita nas milicja obywatelska z pałami i z psem obronnym, czyli skundlonym pudlem. Cała nasza "odprawa paszportowa" to leniwe rzucenie okiem przez jakąś panią na nasze bilety i dowody. Po ucałowaniu w łysinę figurki "Lenina wiecznie żywego" udajemy się do naszej kabiny. Hm, intrygująca jest numeracja kabin, czy raczej miejsce umieszczenia na drzwiach jednej z tabliczek z numerem, a mianowicie 10 cm nad podłogą. Czyżby zaplanowano je w takim miejscu z myślą o osobach czołgających się podczas mocnego bujania do osobistej łazienki coby sobie ulżyć z powodu choroby morskiej? A może to dla tych, co powracają z kilku funkcjonujących na promie restauracji i barów?

Zmrożony Bałtyk. / Fot. Leszek Lubicki/Mira GizaW nocy na szczęście nie bujało, a poranek wita nas błękitnym niebem i spokojnym morzem. Nieopodal za burtą dostrzegamy z zaskoczeniem zarys jakiego lądu. Po kilkunastu minutach okazuje się, że to nie jest żaden dziki ląd lecz wielkie połacie zamrożonego morza. No tak, mówili w radio, że zamarzły promy między Szwecją a Finlandią. My, po jakże spokojnej nocy, liczymy, że naszego promu to nie spotka.

W końcu, koło godziny 13, docieramy do Nynäshamn. Prawie godzinę trwa "parkowanie" naszego promu przy nabrzeżu, wymaga ono nie lada umiejętności gdyż cała zatoczka, w której się znajdujemy, jest skuta lodem. Wytrwale sekundujemy naszemu dzielnemu kapitanowi i zaledwie z kilku minutowym opóźnieniem nasze stopy czują stały ląd.

Szczyt 155 metrowej wieży telewizyjnej zdobywamy windą w kilka sekund. / Fot. Leszek Lubicki/Mira GizaMiasto na wyspach

Stolica Szwecji została wzniesiona na 14 wyspach, które połączono 53 mostami. Pierwsze co rzuca nam się w oczy po dotarciu do Sztokholmu to zmrożone jeziora i spacerujący po nich ludzie. Jednym z ważniejszych miejsc, jakie koniecznie trzeba odwiedzić jest trzeci co do wysokości budynek w mieście z platformami widokowymi. Ponoć w ciepłe pory roku z wieży telewizyjnej Kaknäs mierzącej 155 metrów można podziwiać przepiękne widoki, gdyż aż dwie trzecie całej powierzchni Sztokholmu zajmują tereny zielone. Cóż, my widzimy niewiele, gdyż po pierwsze całe miasto jest przykryte grubą pierzyną śniegu, a po drugie wieża została ustawiona "pod słońce" więc w tak słoneczne popołudnie jak w dniu, w którym my tam jesteśmy, całą jakże piękną panoramę zasłaniają nam bijące w oczy promienie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Podobało mi się,ciekawie napisane.5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojtek, dzięki wielkie za komentarz. Kiedy pisaliśmy te nasze wspomnienia z podróży to Leszek dokładnie coś podobnego opowiadał. Nie dawałam wiary, ale teraz mogę powiedzieć "Leszku, przepraszam! Teraz wierzę w Twe wspomnienia z młodości" :-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny tekst i pomysł z milicjantami. Znam ten klimat z autopsji, bo w czasach studenckich, jednego lata, dorabiałem jako steward na promie pływającym na trasie Gdańsk-Nynäshamn-Helsinki. Wowczas taki tryb pracy obowiązywał 2 tygodnie na morzu, dwa w domu, ale my studenci akurat cały miesiąc harowaliśmy.
PRL trwał jeszcze w najlepsze.
Robota parszywa, w tym czasie Skandynawowie pływali masowo promami by napić się taniej wódki z "duty free shop" i pochędozyć w Trojmieście. Upijali się na promie do nieprzytomności, a my musieliśmy się z nimi użerać. Czasami, jak nikt nie widział, dawaliśmy im po prostu w ryja. Pomagało.
Urok rejsu po Bałtyku zależał głównie od pogody. Przy spokojnym morzu było super, ale jak powiało mocniej to kolorowe pawie fruwały, toalety się zapychały, tylko kucharze byli zadowoleni, bo mniej porcji musieli robić.
Ale praca się opłacała, bo były diety marynarskie płatne w baltonowskich bonach (quasi dolarach), poza tym dodatkowo wpadały napiwki w twardej walucie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Oslo to najbliżej z Kopenhagi :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magdo, to by było dopiero coś, jeszcze dorzucić do tego Oslo.. Mmmm.... miodzio :D.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paweł> A z tego Sztokholmu jest bardzo blisko do Helsinek :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwielbiam Skandynawie, od wakacyjnego pobytu w Kopenhadze. Może ja mam tylko takie wrażenie, ale tam ludzie są bardziej pogodniejsi od nas... A Sztokholm po cichu mi się marzy :D. Oczywiście 5+ :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.