Facebook Google+ Twitter

Propakarze

Dziennikarz może pełnić wiele różnych funkcji. Jest po prostu dziennikarzem albo redaktorem, sekretarzem czy felietonistą. Ostatnio pojawiła się zupełnie nowa funkcja, której definicje próżno szukać w encyklopediach. Nie znajdziecie jej również w spisie zawodów - to „propakarze”.

Termin ten przyszedł mi do głowy gdy obserwowałem to, co się dzieje w ostatnich latach w polskich, ale nie tylko - mediach. A dzieje się źle, bardzo źle. Od dłuższego czasu zastanawiam się dlaczego dziennikarstwo jako zawód oraz dziennikarze jako grupa społeczna i zawodowa coraz bardziej odchodzą od etycznych zasad wypracowanych przez kilkaset lat dziennikarstwa. Ogólne zasady kodeksu etycznego dziennikarzy są ogólnie znane. Przypomnę jednak niektóre z nich.

Jedną z podstawowych jest uczciwość w przekazywaniu informacji. To oczywiste, bo dziennikarze, co szczególnie widać w ostatnich kilkudziesięciu latach mogą obalać najpotężniejszych przywódców tego świata, jak to miało miejsce w przypadku afery Watergate. Siła jaką dysponują media jest czasami większa od zagonów wojskowych, bo opinia publiczna zarówno w Polsce jak i innych krajach wyraża praktycznie to, co mówią media. Ta siła może zmieniać rządy a nawet obracać w perzynę całe kraje jak w przypadku Iraku, gdzie propaganda prezydenta Busha znalazła doskonałe narzędzie w mediach – co ciekawe również liberalnych, których przedstawiciele ponad 30 lat temu protestowali przeciwko wojnie w Wietnamie.

Z uczciwością wiąże się bezstronność. To swoisty rodzaj uczciwości, który każe nam np. wysłuchać obydwu stron i podać informacje bez okazywania osobistego zaangażowania. Bezstronność dotyczy również wyrażania - a właściwie nie wyrażania -  własnych poglądów politycznych podczas pracy. No i ostatnim z ważnych filarów tego zawodu jest wrażliwość. Powinniśmy pracować tak, aby w jak najmniejszym stopniu krzywdzić tych o których piszemy, szczególnie wtedy gdy przedstawiamy ich w niedobrym świetle.

 

Odnoszę takie wrażenie, że niektórzy dziennikarze w naszym kraju zapomnieli już o tych zasadach. Nie mam na myśli dziennikarzy pracujących w tzw. brukowcach – chociaż akurat w tym wypadku słowo dziennikarz jakoś mi ciężko przez gardło przechodzi  - ale głównie kilka tzw. gwiazd dziennikarstwa, a więc ludzi, którzy w szczególny sposób mają wpływ na opinię publiczną, przez co spada na nich duża odpowiedzialność.

 

Te smutne wnioski nasunęły mi się na podstawie obserwacji zachowania dziennikarzy i relacjonowania przez media coraz brutalniejszych afer jakich jesteśmy świadkami. Nie trzeba szczególnej wnikliwości, by w relacjach i komentarzach a propos tych afer zobaczyć kto jest dziennikarzem, a kto „propakarzem”.

  Czas już jednak wyjaśnić kim jest ów tajemniczy „propakarz”. To termin który sam wymyśliłem, bo doskonale według mnie oddaje to co robią uprawiający „propakarstwo”. „Propakarz” jest dla mnie osobą, która w swojej dziennikarskiej pracy, świadomie lub nie,  stosuje elementy propagandy. Stąd zlepek słów: „propa(ganda)” i „(dzienni)karz. Co ma wspólnego propaganda z dziennikarstwem? Okazuje się, że wiele, przynajmniej w wydaniu niektórych dziennikarzy. Według Wikipedii propaganda to: „rozpowszechnianie (czasem przedstawianych jednostronnie lub nawet całkowicie fałszywych) informacji celem przekonania do czegoś odbiorców.”. Jeśli propagandę, a więc „rozpowszechnianie jednostronnych” informacji stosuje dziennikarz, to przestaje dla mnie być dziennikarzem, a staje się „propakarzem”.

Przykłady? Proszę bardzo. Ostatnia afera z domniemanym (świadomie używam słowa „domniemanym” i będę tak robił dopóki sprawa nie będzie udowodniona) seksskandalem w Samoobronie daje nam ich aż za dużo. Bez względu na to co sądzę o winie Andrzeja Leppera, a szczególnie Stanisława Łyżwińskiego widzę, że niektóre media i pracujący dla nich „propakarze” uznali ich za winnych, zanim cokolwiek im udowodniono. We wczorajszej Gazecie Wyborczej, Ewa Milewicz w felietonie „Kultura lumpów z Samoobrony” pisze: „W biurze poselskim każdy fachowiec się przyda. Weterynarz? Proszę bardzo. Poseł go podszkoli na ludzką pielęgniarkę ze specjalnością przedwczesny poród. I zapłaci za tę dodatkową pracę”. To klasyczny przykład „propakarstwa”, czyli przypomnę: jednostronnych i (być) może fałszywych informacji w określonym celu. A co powie pani Milewicz, gdy okaże się, że np. Łyżwiński i jego partyjni koledzy są niewinni? Albo, że nie było sprawy „przedwczesnego porodu” i wspomniany weterynarz wcale nie robił tych obrzydliwych rzeczy? Milewicz w tych kilkunastu akapitach swojego felietonu zaprzeczyła wszystkiemu czym powinno być dziennikarstwo. Wydała wyrok nie tylko na Leppera, ale na całe środowisko. Szkoda, bo Gazeta Wyborcza – a prześledziłem jej artykuły o seksskandalu informowała o całej sprawie uczciwie i w zgodzie z regułami dziennikarstwa. Co innego bowiem relacjonować, podawać świadków, opierać się na kilku źródłach, a co innego ferować wyroki, jeszcze przed procesem.


Nie jedyny to przykład „propakarstwa”. Monika Olejnik w słynnej rozmowie z Lepperem, kiedy zażądała od niego „przysięgi na Boga”, że nie spał z Krawczyk, już wyrazem twarzy pokazywała co sądzi o każdym nawet chrząknięciu swojego gościa. Nie pierwszy to zresztą raz, kiedy Olejnik pokazuje, że w stosunku do jednych gości jest dociekliwa a w stosunku do innych mniej. Jedno jest pewne – zawsze jest niegrzeczna, przerywając w pół zdania, ale to akurat kwestia kindersztuby, a nie kodeksu dziennikarskiego.


„Propakarzem” jest dla mnie Andrzej Morozowski z programy „Teraz my”, co potwierdzi chyba każdy, kto oglądał słynny odcinek programu w którym gościem był Jacek Kurski. Nawiasem mówiąc w tym akurat przypadku trafiła kosa na kamień, bo Kurski to też klasyka „propakarstwa”.


To nie jedyne przypadki. Są gorsze. Absolutnie niedopuszczalną rzeczą z każdego – nie tylko dziennikarskiego - punktu widzenia był tytuł artykułu w Trybunie: „Zabić Leppera”. Lepper pokazał go podczas czwartkowego programu „Co z tą Polską” prowadzonego przez Tomasza Lisa. Nawet jeśli to był żart, to w kraju, którego prezydenta zabito z powodów politycznych, robić tego nie wolno.

 
Może jestem naiwny - wierząc, że media i dziennikarze powinni być maksymalnie uczciwi i obiektywni, a przede wszystkim po prostu ludzcy. Widząc takie „propakarstwo” w wydaniu Ewy Milewicz zastanawiam się po co autorka walczyła m.in. z Trybuną wtedy jeszcze Ludu. Byłaby tam przecież wziętą autorką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Świetny artykuł - na plus oczywiście :) Ja też uważam, że to, co się dzieje w mediach, to zakrawa na skandal. Zwłaszcza nie znoszę, jak ktoś pisze artykuł i jednocześnie wtrąca w niego własne opinie; np. pisze: "paskudna afera", "obrzydliwy incydent" - przepraszam bardzo, ale mam własny rozum, aby to ocenić. A jeśli będę miała z tym jakiś problem, to z chęcią przeczytam komentarz do artykułu obok. Autor sucho zrelacjonował, w kolumnie obok może się ustosunkować, czytaj: wyrazić swoje zdanie, bez próby narzucania go innym. Czasem wydaje mi się, że redaktorzy niektórych gazet uważają, że pozbawiono mnie możliwości myślenia: "Ten człowiek zgwałcił trzy kobiety. Powinien trafić za kratki!" - autentyk z pewnej bulwarówki. Sorry, ale chyba ocenić to umiem sama - a tak w ogóle to rzecz sądu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A może... propagrandziarze (jest wszystko: i propag(anda), i (dzienni)karze, a nawet więcej - grandziarze).
Zdecydowanie (+).
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oto jeden z zapisów Karty Etycznej Mediów (z 1995r:), dotyczący zasad, którymi powinni kierowac się dziennikarze:

"zasada szacunku i tolerancji - czyli poszanowania ludzkiej godności, praw, dóbr osobistych, a szczególnie prywatności i dobrego imienia".
Krytyka w wypowiedzi dziennikarskiej nie może być atakiem, obrażaniem. Od czego mamy bogactwo słów?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oliwio, najwyraźniej źle zrozumiałaś moje słowa. Miałem na myśli to, że ktoś, kto oddał swój głos na jedno z ugrupowań, ma prawo do jego krytyki, jeśli to ugrupowanie nie realizuje swych postluatów, łamie obietnice wyborcze itp. Może nawet powinien to krytykować, jak choćby w przypadku tej nieszczęsnej koalicji. Ja głosowałem na POPiS, a nie Samopis! Oczywiście ci, którzy oddali glos na inne ugrupowanie mają takie samo prawo do krytyki, o ile... no właśnie - o ile ten głos oddali, choćby był z założenia nieważny. Ktoś, kto nie głosuje, a krytykuje, przypomina tych, którzy dają na w24 anonimowe minusy. To po prostu pójście na łatwiznę, bo "nie ma na kogo". Nigdy nie będzie ideału.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy to temat i długo można by o nim dyskutować. Odnosząc się do samych propakarzy (czy stronnikarzy) przytoczę pogląd na tę sprawę Jacka Łęskiego, wyrażony jakiś czas temu w "Rzeczpospolitej" (potem do tego tekstu obszernie odnosił się Tomasz Lis w "Pressie"), który mnie zaciekawił. Otóż Łęski twierdzi, że silna polaryzacja w polityce, która przełożyła się na równie silną polaryzację środowiska dziennikarskiego nie jest przejawem bezprecedensowego konfliktu, ale bezprecedensowej możliwości mówienia tego, co się myśli. Idąc tym tokiem rozumowania - nietrudno dostrzec, że liczni opiniotwórczy dziennikarze w tej prawdziwej wolności słowa mocno się zapędzili, a od przedstawiania faktów ważniejsze są dla nich kwestie doktrynalne. I rzeczywiście zacietrzewienie wielu dziennikarzy nie dość że zupełnie nieprofesjonalne i nieetyczne z zawodowego punktu widzenia, jeszcze zafałszowuje obraz rzeczywistości czytelnikowi, który rzadko korzysta z różnych źródeł informacji. Co innego przecież linia wydawnictwa, a co innego zdrowy rozsądek. Jest to też o tyle irytujące, ze słowa (a raczej litania tych samych sformułowań) wypowiadane każdego dnia niezależnie od tematu, tracą po prostu wartość. Mimo to, a może właśnie dlatego, czytam tak często jak mogę, publicystów z którymi się nie zgadzam (ale oczywiście także tych, których uważam za najlepszych), aby przypadkiem nie stracić czegoś z pola widzenia, mieć pełne spektrum oglądu na sprawę i nigdy nie przypisać się do jakiejś strony - bo jest to niemal równoznaczne z zaprzestaniem zachodzenia procesu myślenia :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na ten temat już dyskutowaliśmy i odpowiadałem, że SLD też się powoływało na słowa JPII, co z pewnością nie jest dowodem na ich katolizację. Te modlitwy nie były publiczne, grupa posłów postanowiła się pomodlić o deszcz... mój Boże, nie jest to zbrodnia. Prawdyiwa nietolerancja istnieje wsrod naprawde szerokich mas tzw. nizin społecznych, dla ktorych nawet Kaczyńscy to "żydy". Istnieje potencjalne niebezpieczeństwo, że któraś z formacji populistycznych, gdyby doszła do władzy, mogłaby promować tego typu wizję świata. Ale nie ma na to przyzwolenia. Zauważ, że nawet Giertych musiał deklarować publicznie, że nie jest antysemitą. Nie wnikam tu w to, czy było to szczere, ale jest faktem. Katolicyzacja Polski nie musi wcale mieć miejsca, bo kolejne badania wskazują, że katolicy to ponad 90% społeczeństwa. Pytanie, ilu z nich praktykuje (chodzenie na mszę, modlitwa, itd.)? Laicyzacja bez umiaru też nie jest niczym genialnym, bo może w skrajnym przypadku prowadzić do takiego wynaturzenia, jak legalizacja partii domagającej się legalizacji pedofilii w Holandii. Tez pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adam, czy jesteś zdania, że osoba nie będąca wyborcą danego ugrupowania nie ma prawa do jego krytyki?

Z tymi przykładami, o których piszesz jest moim zdaniem tak, że działają wielokrotnie opisane mechanizmy przetwarzania informacji. Człowiek ma skłoność do przetwarzania informacji w taki sposób, aby były zgodne z jego hipotezą. Dlatego jeśli ja mam hipotezę, że ugrupowanie X dąży do danego rozwiązania Y, a Ty odwrotną, to ja widzę wyraźniej swoje fakty, a Ty swoje.
Odniosę się do swoich tekstów - mam wrażenie, że postępuje katolicyzacja Polski, jednak moje przykłady są dla Ciebie niewystarczające, ponieważ Ty uważasz inaczej, na podstawie _swoich_ obserwacji.

Mam wrażenie, że w wypadku spraw siatopoglądowych przekonanie rozmówcy jest niezwykle trudne, ponieważ nawet ogromna ilość faktów nie zawsze (a nawet niezwykle rzadko) wpływa na zmianę określonego światopoglądu. A światopogląd jest czymś znacznie więcej niż suchą analizą faktów. Dlatego jeśli ja podaję fakty, które zaobserwowałam, mój rozmówca może albo ich nie przyjąć, albo wręcz im zaprzeczać, podając swoje - inne. I tak na przykład dla mnie obecnośc symboli religijnych w Sejmie, powoływanie się na JP II i publiczne modlitwy w Parlamencie czy też odwoływanie się w publicznej debacie do dogmatów religijnych przedstawianych jako fakty, a nie jako poglądy czy sprawy związane z wiarą, są dowowem na katolicyzację - a dla kogoś innego nie (bo np. nie widzi w tym niczego nagannego czy z innych powodów).

Przepraszam, że używam tak bezpośrednich przykładów, być może bowiem nie są one trafione w Twoim wypadku, czynię tak dla zobrazowania swoiego zdania. Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Akurat z prezydentem to nie najlepszy przykład w moim wypadku :) ale dzięki za odpowiedź
Mnie bardzo razi pewna tendencja (czasem objawia się też na w24): ktoś pisze, że - no właśnie - na przykład prezydent jest beznadziejny albo PiS jest beznadziejne itp. Często czyta się: demokracja jest zagrożona, rząd dyskryminuje tych a tych, mamy państwo wyznaniowe; zazwyczaj w takich przypadkach proszę autora o konkretne przykłady i... kończy się minusem, bo tych przykładów po prostu nie dostaję. Mówiąc wprost, rok temu jeszcze bardzo mocno popierałem formację będącą obecnie u władzy, nierzadko wdając się w niekończące dysputy ze znajomymi i rodziną. Obecnie moje poparcie jest, hmmm, bardzo chłodne. Ale przez to, że wziąłem udział w wyborach czuję się tym bardziej uprawniony do krytyki złych kroków podejmowanych przez PiS i prezydenta lub popierania dobrych, w moim przekonaniu, rozwiązań. Mogę podać wiele konkretnych przykładów na to, że Kaczyński jako prezydent rzadko się sprawdza, niestety. Ale czemu niemal nigdy nie słyszę głosów zwolenników PO, że Tusk jako lider partii się nie sprawdził? Przecież fakty za tym przemawiają. Słyszy się też czasem od zwolenników szeroko pojętej opozycji, że żadna osoba przy zdrowych zmysłach itp. nie popiera z pewnością działań rządu. A ja się pytam, czemu nie ma popierać dobrych rozwiązań. Czy nie mamy popierać weta w sprawie porozumienia UE-Rosja, tylko dlatego, że Kaczyńscy są przy władzy? Doczekałem się po 4 latach końca rządów SLD, ale potrafię docenić ich pragmatyzm, dzięki ktoremu na przykład gładko weszliśmy do UE. Chciałbym, żebyśmy ten pragmatyzm potrafili też ujrzeć w działaniach J. Kaczyńskiego. Janina Paradowska już to dostrzegła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Staszku, jeśli chodzi o posła Łyżwińskiego, to moim zdaniem nawet jeśli nie okaze się ojcem, to wcale nie będzie oznaczało, że nie dopuścił się molestowania. Sądzę, że sprawa potrwa znacznie dłużej niż do poniedziału. :) pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłej sobotniej pracy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oliwio, Adamie,
Oczywiście, że każda gazeta ma jakąś linię polityczną, ale to nie znaczy, że ma prawo naginać fakty, albo je kreować. Co do meritum. Ja pisze o konkretnej sprawie - w tym wypadku pomówieniu. Oliwia, myślę, że subiektywizm nie polega na tym, że piszesz bo Cię to interesuje etc. Zresztą w subiektywizmie...nie ma nic złego, dopóki opierasz się na faktach. Podam przykład: z subiektywnego punktu widzenia, mam jak najgorsze zdanie o Lepperze, Łyżwinskim, Samoobronie - ale w tym konkretnym wypadku, póki im się nie udowodni zarzutów, nie można ich - tak zwyczajnie po ludzku - odsądzać od czci i wiary. Zresztą spójrz na swoim poletku. Wielokrotnie walczymy o uwolnienie niesłusznie oskarżanych, więzionych etc. osób, a przecież wiadomo, że nie wszyscy z nich w sprawach np. obyczajowych są święci :-)
Adam, co innego Twój pogląd, a co innego fakty. Jeśli uważasz, że Kaczyński nie powinien być prezydentem, bo jest np. mały i niezbyt męski :-) to jest to Twój pogląd i masz do tego prawo. Natomiast, jeśli na podstawie niesprawdzonych faktów uważasz, że nie powinien być prezydentem - to jest to nie fair i niezgodne ze sztuką dziennikarską. Dziennikarze o których pisałem po prostu w myśl stanu faktycznego - napisali nieprawdę. Rzecz może ulec dramatycznej zmianie w poniedziałek i wtedy gdy np. okaże się, że Łyżwinski jest ojcem. Jednak nie zmieni to stanu faktycznego tekstu, który był pisany w piątek.
Reasumując - pisać na tematy polityczne można, a nawet trzeba. Chodzi tylko o to, aby opierać się na faktach, a nie tworzyć fakty na podstawie własnych przekonań.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.