Pozycja materiału w rankingach:
Autor usunął profil
To święto wprowadza ludzi w błąd. Utwierdza ich w przekonaniu, że życie kończy się wraz z końcem życia ciała fizycznego. To ukryty i przewrotny triumf ateistów! Spróbuję to udowodnić, a swój wywód zacznę od... mózgu!
go „na czynniki pierwsze”, to można by zrobić ciekawą prezentację. Załóżmy, że rozłożymy masę mózgu na najprostsze związki i uporządkujemy je wsadzając do stosownych próbówek.Od razu uprzedzam, że mózg waży niewiele, średnio 1400 gram. Wystarczy, że przed nami, na stole, staną dwa rzędy próbówek! Kilkanaście próbówek zajmie woda i tej faktycznie będzie najwięcej, ale w pozostałych będą już śladowe ilości metali. Trochę żelaza, trochę niklu, odrobina węgla, ale także miedzi czy potasu... daruję Wam wyliczanie prawie całej tablicy Mendelejewa. I tak mamy to, czego szukaliśmy – rozłożonego na czynniki pierwsze sprawcę całego zamieszania! Chcecie, żeby ten sam skład „zakończył felieton dla wiadomości24.pl”?! Nic prostszego. Wystarczy wziąć wszystkie elementy składowe i oddać do odpowiedniego montera (wyposażonego w narzędzia subatomowe – załóżmy, że taki jest lub kiedyś będzie – pozdrawiam fanów filmu „Piąty Element”!) i on ponownie połączy poszczególne metale i pierwiastki w związki organiczne, zlepi to wszystko mozolnie, aż otrzyma znowu mózg. Potem podłączy go do prądu i ten „organiczny motorek” znowu wygeneruje tego psotnika, mój umysł, sprawcę tego felietonu... A ja Wam oświadczam, że tak nie jest!
Cała ta „gadka” o związkach organicznych, metalach, neuronach jest prawdą tylko częściowo, gdyż umysł jest czymś zupełnie nieosiągalnym dla tej „atomowej zupki”, która powstanie po wrzuceniu wszystkich składników z próbówek do jednego garnka. Oświadczam Wam to z całą mocą – ten tekst nie pisze żaden zmyślnie połączony zbiór atomów! Ten tekst generuje świetlna i nieogarnięta ludzkim rozumem istota, która wykorzystuje ciało materialne jako narzędzie! Ta istota przebywa w ciele zbudowanym z materii niczym pasażer w tramwaju, używa go i wprawia go „w ruch”. Naprawdę trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć... Kiedy ta oczywistość kiedyś do Was dotrze (albo – daj Boże – już dotarła), spojrzycie na „Święto Zmarłych” zupełnie inaczej.
Lubisz słuchać muzyki? Interesuje cię tylko `clubbing`?! Super! Twoje hobby to dobra zabawa? W porządku – rozumiem to i szanuję – też lubię się dobrze zabawić w klubie. Ale ty w rewanżu proszę uszanuj moje hobby, któremu poświęciłem ostatnie 15 lat mojego życia. A zajmowałem się poszukiwaniem odpowiedzi na najważniejsze pytania, jakie może sobie postawić człowiek, w tym także to, czy życie ludzkie kończy się w momencie śmierci ciała fizycznego. I co, pewnie myślisz, że wertowałem książki? Albo sobie wszystko wykoncypowałem siedząc w pokoju?! Otóż mylisz się! Musiałem wszystkiego dotknąć, samemu sprawdzić, słuchałem ludzi po doznaniach śmierci klinicznej, godzinami wertowałem szczegóły dziesiątek historii z terenu Polski, które dawały jakąkolwiek wiedzę o tym, co jest ową „wielką tajemnicą po śmierci fizycznej”. I nie mów mi proszę, że Ty też tak robisz... nie kłam! Dobrze wiem, że nie miałeś/miałaś na to ani czasu, ani ochoty, ani nawet dostatecznie dużo wolnej gotówki. Bo to niestety wymaga poświęcenia. Trzeba dotrzeć do takiego człowieka (czasami na koniec Polski), wysłuchać go, zebrać wszystkie okoliczności... Gdzie to robić, kiedy tyle rzeczy ważniejszych do zrobienia wokół?
Podatki, praca, kupno nowego samochodu, wyjazd na wakacje... gdzie tu czas na badanie „tajemnicy śmierci”? I ludzie budują sobie obraz „życia po śmierci” na podstawie jakiegoś tam artykuliku przeczytanego w gazecie, albo filmu obejrzanego w przelocie, albo własnym przemyśleniom, które prowadzą do generalnego wniosku „a kto to tam wie, jak jest naprawdę”. Nic bardziej błędnego! Jestem człowiekiem na tyle dojrzałym, że mogę sobie pozwolić na luksus głoszenia dowolnych poglądów bez obawy, co inni o mnie pomyślą. I oświadczam Wam z całą mocą, że śmierć ciała fizycznego jest tylko przejściem progu, zakończeniem pewnego etapu na długiej drodze, lecz Wasza świadomość, Wasze prawdziwe „ja” żyje dalej i ma się znakomicie. I nie interesuje mnie, że tego „nie widać gołym okiem”, bo... fal radiowych też nie widzicie, a one istnieją! Musiałem z siebie wyrzucić ten „manifest”, żeby przejść wreszcie do tego nieszczęsnego `Święta Zmarłych`. Piszę „nieszczęsnego”, bo moim zdaniem nazwa święta nie jest fortunna. No cóż, może bardziej adekwatną nazwą byłaby „Święto tych, którzy odeszli w stronę światła”? Może mniej byłoby płaczu na cmentarzach?
Trzeba szanować pamięć o osobach, które odeszły. Tego typu pamięć jest elementem naszej kultury, żeby
nie rzec - istotą człowieczeństwa. Dlatego 1 listopada, tak jak wszyscy, pójdę na cmentarz i zapalę świeczkę na grobach bliskich w zadumie i skupieniu. Ale po tym, co miałem okazję zbadać jako osoba kierująca od wielu lat Fundacją Nautilus (posiadającą jedno z największych na świecie archiwów przypadków „z pogranicza życia i śmierci”) mam trochę inne spojrzenie na to święto... Jest z tym mały problem dla mojej rodziny, bo nijak nie mogę się zmusić do stwierdzenia, że oto na tym „placyku z pomnikami” leży mój ukochany dziadek czy babcia. Moja babcia?! Ta niezwykła istota, która prowadziła mnie za rękę przez świat moich dziecinnych lat? Która opowiadała mi bajki i czytała gazety?! Pod ziemią jest faktycznie zakopane coś, w czym ta istota przebywała przez jakiś czas i co z czasem uległo – mówiąc oględnie – zużyciu, ale moja babcia jest już zupełnie gdzie indziej! I nie przekonujcie mnie, że jest inaczej, bo... szkoda Waszego i mojego czasu. Po przeczytaniu tego felietonu nie dziwcie się proszę, kiedy 1 listopada spotkacie mnie na warszawskich cmentarzach i - kiedy będę przechadzał się alejkami - na mojej twarzy będzie uśmiech... teraz wiecie, dlaczego...
Zobacz także:
Artykuły
(45)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.85)
Wiek: 62 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Szef publicystyki w TVBiznes i autor audycji autorskich w Polskim Radiu. Od wielu lat prowadzi Fundację NAUTILUS.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
kartina kowalska 10.11.2006 17:00
Robert, po pierwsze uwielbiam Twój styl i poczucie chumoru,
a po drugie to chcę wierzyć w to, że tak jest jak piszesz... jednak nie zawsze to takie proste...
Witold Janowicz 30.10.2006 17:37
Transcendentalność ( trudne słowo ) czyli temat o zjawiskach nadprzyrodzonych w tym i życiu po śmierci jest jak pewny koń na zawodach, autor nie musiał trafiać On wiedział, że tekst musi wzbudzić zainteresowanie i dyskusję. Pytanie brzmi " Dlaczego ten temat jest taki intresujący?" odpowiedź bo temat jest otwarty i nie ma takiej osoby na świecie, która by mogła udowodnić, że była po drugiej stronie. Jeśli się zaś kiedyś taka znajdzie i udowodni ten fakt to pojęcie " wiara" straci sens, wtedy to będzie "pewność."
Karolina Maziarz 30.10.2006 00:06
wyłącznie ściśle prywatny punkt widzenia autora - owszem osiągnołeś swój cel moim zainteresowaniem artykułem ale niestety to wszystko, brak rozinięcia tematu w reszcie artykułu. Może nie mnie wypada sie wypowiadać ale nawiązujac do dyskusji na blogu odnośnie minusów i plusów daje minus. Z zasday uważam, że albo się mówi wszystko albo nic. Za dużo nie dopowiedzeń. Może poprostu w w miesięczniku SCIENCE są bardziej przekonywujący - wszystko na to wskazuje.
Autor usunął profil 29.10.2006 21:23
Dziekuje za wszystkie wypowiedzi. Dwie sprawy: osoby oburzone "atakiem" i "oskarżaniem" wyraźnie nie wychwytują, jakimi prawami rządzi się forma dziennikarska zwana "felietonem"... mylą felieton z traktatami naukowymi w miesięczniku SCIENCE. Dając bulwersujący tytuł osiągnąłem swój cel! Sprawa druga - na stronach mojej Fundacji jest opublikowane dostatecznie dużo materiałów w sprawie dowodów na "życie po śmierci", osobom zainteresowanym polecam ten adres www.nautilus.org.pl
/jest tam około 1000 artykułów/
Naprawdę polubiłem te felietony na link i kontakt z Wami w ten sposób... za tydzien kolejny! Do miłego "świetlne istoty"! ;)
Autor usunął profil 29.10.2006 19:49
oświadczasz nam "z całą mocą". Masz "zero wątpliwości". A jednak nie jesteś w stanie napisać, skąd ta pewność? "długo by pisać"? "szkoda czasu"? Dziwne, że szkoda ci czasu na wyjaśnienie całej istoty artykułu. Po tylu latach zajmowania się tematem nie możesz napisać konkluzji twoich badań i wrażeń?
Nie przekonujesz mnie.
I ja również nie pojmuję ataku na ateistów, trąci mi paranoją takie nastawienie. Oskarżać niewierzących o niewłaściwą nazwę chrześcijańskiego święta?
Monika Sieniawska 29.10.2006 19:44
Ja również pozdrawiam, Panie Robercie :)
Karolina Maziarz 29.10.2006 13:57
To ukryty i przewrotny triumf ateistów! - Trochę dziwne atakować ateistów za święto które wymyślił w chrześcijaństwie Krzysztof Gontarz (harold) w roku 998 św. Odilon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych.
Autor usunął profil 29.10.2006 09:43
Nie biorę. Mam "zero wątpliwości". Wiem, co tam jest i jakie są reguły gry. Wybacz moją pewność siebie, ale... długo by mówić. W każdym razie ludzie nie powinni się niczego obawiać, jest sens i jest ciąg dalszy. Kiedyś o tym jako o czymś oczywistym będzie można przeczytać w podręcznikach dla dzieci. Może za tysiąc lat, a może... trochę wcześniej. Pozdrawiam i miłego dnia. RB
Jarek Kubaszewski 29.10.2006 09:11
A nie bierzesz pod uwagę faktu że "tam" już może nic nie być.
Katowice. Straż Pożarna zaprasza
(odsłon: +134)