Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21780 miejsce

Prywata króla śmieciarek. Wykorzystał pracowników do remontu domu

  • Źródło: Express Ilustrowany
  • Data dodania: 2007-06-15 09:46

Grzegorz Kaźmierczak, od 2003 r. prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania (spółka gminy Łódź), wykorzystywał podległych sobie pracowników do remontu mieszkania w Łodzi i domu w Łasku - twierdzą nasi informatorzy. Osobistemu kierowcy zlecał zbieranie jabłek i przycinanie gałęzi w przydomowym ogrodzie - dodają.

 / Fot. Express IlustrowanyZdaniem pracowników spółki, jest klasycznym przykładem autokraty i dyktatora, który nie toleruje sprzeciwów, działa tylko we własnym interesie, bardzo często powołując się na wpływy u prezydenta Kropiwnickiego. Nosi charakterystyczną bródkę i zawsze starannie uczesane włosy. Dzięki temu zyskał przydomek Fryzjer. Rozdaje wizytówki ze swoim zdjęciem i uwielbia pozować. Do tego stopnia, że umieścił swoją fotografię na stronie internetowej MPO.

Jak to było z remontami

Pierwsze prace porządkowe (koszenie trawy, wywożenie liści, malowanie) rozpoczęły się w 2004 r. na terenie rodzinnej posesji Grzegorza Kaźmierczaka w Łasku. Rok później podwładni dostali zadanie specjalne: mieli postawić altankę w ogrodzie.

- I zbudowaliśmy, piękną. W środku znajdują się potężny stół i ławki. Wszystko bardzo eleganckie. Altana zrobiona jest z bali, kryta gontem - mówi nasz informator. - W czerwcu 2005 roku pan prezes kazał nam przyjeżdżać do mieszkania przy ul. Gandhiego. Tam również przeprowadziliśmy kapitalny remont.

Według naszych rozmówców, wymieniona została instalacja elektryczna, gazowa i wodna. Tynki całkowicie zbito, a na ich miejsce położono gładź gipsową. W kuchni i łazience pracownicy MPO kładli kafelki.

- Terakota jest właściwie we wszystkich pomieszczeniach - dodaje nasz informator. - W łazience wymieniliśmy kabinę prysznicową. W naszym zakładzie zrobiono prezesowi meble do kuchni, które oczywiście zamontowaliśmy. Wykonaliśmy też zabudowę przedpokoju, dwa kredensy i wymieniliśmy grzejniki.

Mieszkanie przy ul. Gandhiego pracownicy MPO remontowali z małymi przerwami prawie rok. Były okresy, że pracowało ich czterech. Wśród nich tacy, którzy miesiącami nie byli w firmie, bo cały czas działali u swojego szefa.

Grzegorz Kaźmierczak sam nie prosił robotników o wykonanie usługi. Dawał polecenie jednemu z dyrektorów, a on zwracał się bezpośrednio do kierownika specjalnej grupy remontowej, by oddelegował ludzi. Gdy jednak potrzebny był elektryk, a w ekipie go nie było, wzywano pracownika sortowni, który akurat dobrze zna się na tym fachu.

Kuchnię w domu Kaźmierczaka pracownicy MPO odnowili w 2006 r. Wszystkie meble były wykonane w zakładzie MPO i zawiezione do Łasku. Śliczne - do kuchni z beżowej płyty meblowej, a kredensiki i zabudowa szafy w przedpokoju z płyty w kolorze dzikiej gruszy.

- Łatwo będzie udowodnić, co robiliśmy, bo niektóre meble mają niewielkie niedoróbki. Wiedzą o nich ci, którzy je wykonywali - dodaje osoba, która pracowała u prezesa. - Na przełomie maja i czerwca ubiegłego roku położyliśmy terakotę na tarasie. Zamontowaliśmy też piec centralnego ogrzewania i częściowo wymieniliśmy instalację grzewczą. Piec robiliśmy na przełomie września i października 2005 r. Za tę robotę była ekstrapremia z kasy MPO. Nie można powiedzieć, żebyśmy byli niezadowoleni. Ale to się skończyło, gdy zaczęliśmy być zmuszani do podpisywania różnych lewych dokumentów. Wtedy przyszło opamiętanie, że przecież, jak wszystko się wyda, to za takie numery grozi kryminał... Gdyby Kaźmierczak nie zaczął z tymi papierami, to nikt by się nie odezwał. Poza tym, prezes się czepiał, że robotnicy późno do niego przyjeżdżają. A przecież wszystkie narzędzia były wożone służbowym autem! Zanim więc przyjechali do pracy w MPO, przebrali się, zapakowali samochód, musiało minąć trochę czasu. Poza tym fakt, że chłopaki pracują u prezesa, nie był wielką tajemnicą. Mówiło się o tym w zakładzie. A jak wokół sprawy zrobiło się głośno, wtedy prezes zażądał od pracowników pisemnych oświadczeń, że... nikt u niego nie pracował.

Kieruj, zrywaj i przycinaj

Jeden z osobistych kierowców prezesa nie wytrzymał ciągłego wyzyskiwania. Zwolnił się z pracy. Dlaczego?
- Miałem już dosyć przycinania gałęzi, grabienia i wożenia w sezonie grzewczym opałowego ekogroszku czy mebli skórzanych (sofa i 2 fotele w kolorze zielonym) do domu prezesa - mówi. - Czara goryczy przelała się, gdy którejś niedzieli wezwał mnie z Łodzi do siebie do ogrodu w Łasku i zaproponował zrywanie jabłek. Prezes traktuje firmę jak swój prywatny folwark. I to mi nie odpowiadało.

W środę telefonowaliśmy do Grzegorza Kaźmierczaka, by odniósł się do zarzutów stawianych przez jego ludzi. Na pytanie: czy wykorzystywał pan podległych sobie pracowników MPO do remontów mieszkań, usłyszeliśmy nieskładną odpowiedź, którą poniżej w całości cytujemy:

- Jestem zaskoczony pańskim pytaniem, ponieważ pan to pytanie zadaje mi z wiadomego powodu. W związku z powyższym myślę, że ma pan powód, żebym się tym martwił, ale to już jest jakby pański problem - powiedział prezes MPO i odłożył słuchawkę.

W godzinach popołudniowych przysłał do naszej redakcji oświadczenie, w którym m.in. podkreślił: "Nigdy nie zatrudniałem pracowników na mojej posesji prywatnej i bardzo proszę o respektowanie tego oświadczenia". Tylko że pracownicy nie zarzucają prezesowi, iż ich zatrudniał, ale że wykorzystywał ich w godzinach pracy w gminnej spółce do celów prywatnych.

null

Sprawa nieprawidłowości i nadużyć w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania trafiła już do prokuratury. Ta prowadzi postępowanie i bada szereg innych wątków, wśród których są m.in.: pobieranie przez prezesa Kaźmierczaka ryczałtu na samochód prywatny i jednoczesne wykorzystywanie auta służbowego, nieprawidłowości przy organizowaniu wielu przetargów oraz niewłaściwe wykorzystywanie materiałów budowlanych.

- Na obecnym etapie postępowania nic konkretnego nie możemy jeszcze przedstawić - mówi Ilona Tarkowska, zastępca prokuratora rejonowego Łódź Bałuty. - W tej chwili powołaliśmy biegłych, którym przekazaliśmy szereg materiałów do zbadania.

Jakim człowiekiem jest prezes MPO Grzegorz Kaźmierczak, świadczy najlepiej jego zachowanie po tym, jak dowiedział się, że chcemy ujawnić informacje, iż podwładni w godzinach pracy remontowali jego dom i mieszkanie. Otóż natychmiast spreparował dokumenty, które miały świadczyć, że chcieliśmy płacić jego pracownikom za informacje (nakłaniać do poświadczenia nieprawdy w zamian za pieniądze!), co jest wręcz obrzydliwą insynuacją. Tymi "rewelacjami" Kaźmierczak próbował zainteresować jedną z łódzkich gazet, ale poniósł porażkę, bo dziennikarze nie dali się zmanipulować.

* * * * *

To nie pierwszy przypadek, gdy wysoko postawiony urzędnik instytucji gminnej w Łodzi wykorzystuje w prywatnych celach swoich podwładnych. Nie dalej jak półtora miesiąca temu wyszło na jaw, że u Andrzeja Rewekanta, zastępcy komendanta Straży Miejskiej w Łodzi podwładni remontowali mieszkanie.

Teraz okazuje się, że podobne praktyki stosował prezes MPO. Prezydent Jerzy Kropiwnicki w swojej kampanii wyborczej głosił: "Władza musi być przezroczysta" i zapewniał, że będzie stał na straży uczciwości w magistracie. To przykre, że obecnie otaczają go tacy ludzie, a on nie dostrzega ewidentnych nadużyć w podlegających mu firmach.

Tomasz Jabłoński

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 20.07.2007 19:35

Ja byłem zmuszany do koszenia chwastów na placu prywatnym mojego szefa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.