Facebook Google+ Twitter

Przebudzenie bełchatowian, "wyschnięta Wisła".

W dzisiejszym spotkaniu Orange Ekstraklasy Wisła przegrała w Płocku z BOT GKS Bełchatów aż 0-4. Kryzys "Nafciarzy" wydaje się pogłębiać z każdym tygodniem, zaś GKS wreszcie wrócił na właściwą drogę i w dobrym stylu dobił rywala.

Piłkarze z Bełchatowa po imponującym początku sezonu, kiedy to przez kilka kolejek zajmowali fotel lidera Orange Ekstraklasy, przez ostatnich kilka spotkań nie potrafili odnieść zwycięstwa. Największe gwiazdy zespołu - Łukasz Garguła i Radosław Matusiak spisywali się znacznie poniżej oczekiwań, co niewątpliwie wpłynęło w mniejszym lub większym stopniu na poczynania całej drużyny. Co więcej, podopieczni Oresta Lenczyka wcale nie jechali do Płocka w roli faworyta, choć i przeciwnik nie należał do ligowej elity. "Mazowiecka" Wisła jest chyba największym rozczarowaniem bieżących rozgrywek i bardzo liczyła na odbicie się od dna właśnie w dzisiejszej konfrontacji.

Nic z tych rzeczy. Zapały gospodarzy zostały ostudzone już w 24 minucie, kiedy to pędzącego na bramkę Matusiaka sfaulował Robert Gubiec. W konsekwencji golkiper płocczan ujrzał czerwoną kartkę. To był jednak tylko początek najgorszego. Po kilkudziesięciu sekundach właśnie Matusiak pokonał strzałem z rzutu wolnego wprowadzonego na boisko Jakuba Skrzypca i wysunął gości na prowadzenie. Fani zgromadzeni na stadionie nie ochłonęli jeszcze po tym wydarzeniu, kiedy BOT zadał kolejny cios. Po dośrodkowaniu Grzegorza Fonfary do siatki trafił ponownie Matusiak, który wreszcie przełamał strzelecką niemoc w ekstraklasie.

Wisła była dzisiaj wyjątkowo słabym bokserem i z pokorą przyjmować musiała kolejne trafienia przeciwnika. W 42. minucie na 3-0 podwyższył Mariusz Ujek i jasne się stało, iż spotkanie z GKS to dalszy ciąg kryzysu podopiecznych Josefa Csaplara. W drugiej połowie ostatnią bramkę dla gości strzelił Tomasz Wróbel. Co ciekawe, bełchatowianie nie musieli się nawet zbytnio zmęczyć, by wysoko pokonać rywala. Tak słaba była dzisiaj Wisła.

Dla kibiców "Nafciarzy" postawa zespołu jest z pewnością powodem nie tyle do załamania, co istnej wściekłości. Klub, który przed sezonem typowany był do pewnego miejsca w środku tabeli, a przez większych optymistów nawet do walki o europejskie puchary, po 12 kolejkach zamyka ligową stawkę. Trener Csaplar musi wreszcie zmienić coś w grze swoich podopiecznych, gdyż kolejne straty punktów mogą być straszliwe w skutkach.

Powody do radości ma za to wreszcie Orest Lenczyk. Jego piłkarze może nie zachwycili, lecz dzięki konsekwencji i skuteczności potrafili dobić słabego przeciwnika. Czy to oznacza, że bełchatowianie znów mogą liczyć się w walce o najwyższe cele? Jedno jest pewne: w dzisiejszym meczu wrócił stary, dobry GKS z początku sezonu. I niech zostanie z nami jak najdłużej. Wszak im więcej pretendentów do czołowych pozycji, tym liga ciekawsza i bardziej nieprzewidywalna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.