Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181489 miejsce

Przebudzenie Kanonierów i niemoc The Reds

W ostatnim meczu Premiership na Emirates Stadium zmierzyły się ze sobą dwa niezwykle utytułowane zespoły, które przeżywają ostatnio spory kryzys, czyli Arsenal Londyn i Liverpool. Niestety, The Reds zagrali znów fatalnie, przegrywając aż 3:0.

Logo Premier LeagueKibice mieli nadzieję być świadkami wspaniałego meczu, oczekując przy tym swoistego przebudzenia obu zespołów. Przyjeżdżając do Londynu piłkarze i działacze Liverpoolu liczyli na wyrównane spotkanie z ewentualną możliwością wywiezienia z Emirates Stadium nawet trzech punktów. Rafa Benitez, mimo braku kontuzjowanego Momo Sissoko, oczekiwał od swoich graczy dobrej gry i korzystnego rezultatu.

Ku uciesze trenera, Liverpool świetnie rozpoczął spotkanie strzelając w 14. minucie bramkę, która w efekcie nie została uznana, z racji pozycji spalonej, na jakiej znalazł się niedoszły strzelec gola Peter Crouch. Zawodnicy z Anfield Road całkiem dobrze sobie radzili w pierwszej połowie aż do 41. minuty, kiedy świetne dośrodkowanie Hleba na gola zamienił Flamini.

Druga połowa zaskoczyła wszystkich jeszcze gorszą grą The Reds, którzy popełniali wiele prostych błędów wielokrotnie tracąc piłkę. Taka postawa szybko, bo w 56. minucie, zaowocowały kolejną bramką Arsenalu, którą zdobył Kolo Toure po fatalnym błędzie Pepe Reiny. Niestety, nawet podwójna zmiana, jakiej dokonał Benitez 20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry, nie pomogła Liverpoolowi, który w 84. minucie po strzale Williama Gallasa przegrywał już 3:0. Jedynie zmęczenie Kanonierów i końcowy gwizdek sędziego uchroniły graczy Liverpoolu przed utratą kolejnych bramek.

Od początku sezonu 2006/2007 forma Liverpoolu w Premier League już nie zaskakuje, a przeraża. Słaba gra i mnóstwo porażek z teoretycznie słabszymi rywalami odbija się na fatalnej pozycji teamu Beniteza po dwunastu ligowych kolejkach. Jakże śmiesznie brzmią teraz przedsezonowe zapewnienia Rafy o walce i sporej szansie na mistrzostwo Anglii. Teraz L'pool może jedynie pomarzyć o dobrym zakończeniu tego sezonu, a jeśli ich gra szybko się nie zmieni, będą z czasem walczyć o utrzymanie się w Premiership!

Mimo wysokiego zwycięstwa nad LFC, Arsenal nie do końca ma powody do totalnej euforii. Nadal rozczarowuje dyspozycja Thierry'ego Henry, który już od kilku spotkań nie jest w stanie zdobyć bramki dla swojego zespołu. Po raz kolejny Kanonierzy wygrywają dzięki strzeleckiej skuteczności swoich obrońców i pomocników. Miejmy jednak nadzieję, że już niedługo Francuz się przebudzi, pogrążając rywali swoimi golami.

Mimo słabej gry obu zespołów w lidze, nie zapominajmy o ich nie najgorszej dyspozycji w Lidze Mistrzów. Liverpool będący liderem grupy C oraz Arsenal zajmujący drugie miejsce w grupie G mają szansę potwierdzić swoją klasę na arenie europejskiej, przechodząc do następnej fazy tych prestiżowych rozgrywek. Może w drugiej części bieżącego sezonu ujrzymy dwa zupełnie inne zespoły, wygrywające większość meczy.

Arsenal Londyn - FC Liverpool 3:0 (1:0)

Arsenal: Almunia - Eboue, Toure, Gallas, Clichy, Gilberto Silva, Hleb, Fabregas, Flamini, van Persie (Adebayor), Henry

Liverpool: Reina - Finnan, Hyypia (Agger), Carragher, Riise, Gerrard, Alonso, Zenden, Gonzalez (Pennant), Kuyt, Crouch (Bellamy)

Kartki:

Flamini, van Persie (Arsenal) i Alonso, Carragher, Pennant (Liverpool)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"The Gunners" wracają do gry...tak dalej panowie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.