Facebook Google+ Twitter

Przebudzenie Widzewa, Napoleoni ratuje trenera

Po serii słabych wyników w ostatnich kolejkach, trzy punkty zdobyli wreszcie piłkarze Widzewa Łódź. W sobotę pokonali na własnym stadionie Jagiellonię Białystok 2:0. Bohaterem spotkania był strzelec obu bramek Stefano Napoleoni.

Jedenastka Widzewa. / Fot. Krzysztof BaraniakGrać w ekstraklasie, a walczyć o drugą ligę - niemożliwe? A jednak. W środę Trybunał Piłkarski PZPN podtrzymał decyzję Wydziału Dyscypliny o degradacji Widzewa o jedną klasę rozgrywkową za działania korupcyjne. Sytuację klubu z al. Piłsudskiego dodatkowo komplikuje niska pozycja w ligowej tabeli. Nad Widzewem ciąży więc widmo rozpoczęcia nowego sezonu nawet w...trzeciej lidze. Coraz bardziej wskazywała na to forma łodzian, którzy nie zdobyli kompletu punktów od wygranej z Odrą Wodzisław na inaugurację rundy wiosennej. Kryzys pogłębiły ostatnie porażki z Legią Warszawa i Cracovią, a przez prasę i fora internetowe przelała się pokaźna fala krytyki wobec pracy trenera Marka Zuba. Nastroje w klubie nieznacznie poprawić mogło tylko zwycięstwo nad Jagiellonią.

Jednym z największych mankamentów widzewiaków w poprzednich spotkaniach była słaba skuteczność. Rozwiązaniem tego problemu w sobotę miało być wystawienie w podstawowym składzie nie jednego jak dotychczas, lecz dwóch napastników. Partnerem Macieja Kowalczyka w ataku został Łukasz Mierzejewski. Po raz pierwszy na wiosnę od pierwszych minut na boisko wybiegł również Piotr Kuklis.

Oprawa kibiców Widzewa na cześć Ludwika Sobolewskiego, legendarnego prezesa klubu z al. Piłdudskiego. / Fot. Krzysztof BaraniakNa efekty ofensywnego ustawienia zespołu Zub nie musiał długo czekać. Już w 11. minucie nieupilnowany przez białostockich obrońców Mierzejewski wyłożył piłkę Stefano Napoleoniemu, a ten skierował ją do pustej bramki. "Nic dwa razy się nie zdarza" - pisała polska noblistka. W sobotę na stadionie przy al. Piłsudskiego jednak się zdarzyło. W 28. minucie gospodarze cieszyć się mogli z drugiego gola. Scenariusz - taki sam jak przy pierwszym trafieniu. Jacka Banaszyńskiego z bliska ponownie pokonał Napoleoni, tym razem po świetnym podaniu aktywnego Adriana Budki. "Zub! Co? Stefano!" - krzyczeli kibice, jakby chcąc pokazać trenerowi łodzian, że mylił się, sadzając przebojowego Włocha na ławce rezerwowych w pierwszych meczach rundy.

Oprawa kibiców Jagiellonii / Fot. Krzysztof BaraniakNie był to jednak koniec koncertowej gry Widzewa. Gospodarze nie zmniejszyli tempa, mając przygniatającą przewagę nad bezradnymi rywalami. Po kolejnym płaskim dośrodkowaniu Budki na listę strzelców wpisać się powinien Mierzejewski, ale trafił wprost w Banaszyńskiego. Dobitka Kuklisa była już niecelna. W 34. minucie tuż nad poprzeczką z pięciu metrów uderzył Ugo Ukah, a chwilę później swój zespół przed stratą trzeciego gola doskonałą interwencją uratował Banaszyński. W pierwszej połowie Jagiellonię stać było już tylko na mocny strzał Vuka Sotirovicia, po którym piłka nieznacznie minęła bramkę Bartosza Fabiniaka.

Smutek piłkarzy Jagiellonii, radość Widzewa. / Fot. Krzysztof BaraniakPo przerwie obraz gry kształtowała głównie walka w środku pola, a składne akcje obu drużyn policzyć można było na palcach jednej ręki. Widzewa kontrolował przebieg spotkania, ani przez chwilę nie pozwalając Jagiellonii na odzyskanie marzeń o remisie. Swoje szanse na skompletowanie hat-tricka miał Napoleoni. Najpierw jego próbę świetnie obronił jednak Banaszyński, a następnie Włoch uderzył tuż nad poprzeczką. Najlepszą okazję do zdobycia trzeciej bramki łodzianie mieli w 58. minucie. Pięknym lobem popisał się Mierzejewski, ale piłka trafiła tylko w słupek. W końcówce wynik ustalić mogli jeszcze Kowalczyk i Budka. Na ich drodze stawał jednak dobrze dysponowany tego dnia Banaszyński.

Spotkanie z Jagiellonią miało być manifestem kibiców przeciwko dalszej pracy w Widzewie trenera Zuba, któremu planowali oni symbolicznie pomachać białymi chusteczkami na pożegnanie. Zuba uratował jednak Stefano Napoleoni - piłkarz, który jeszcze niedawno nie pasował do koncepcji gry szkoleniowca. Włoch dwukrotnie znalazł się jednak w dobrym miejscu, dając łódzkiej drużynie cenne zwycięstwo. Gdy w 87. minucie opuszczał boisko, dostał głośne owacje na stojąco. Nie da się ukryć, że zasłużone.

Widzew Łódź - Jagiellonia Białystok 2:0

Bramki: Napoleoni (11., 28.)
Żółte kartki: Ukah - Napierała
Sędzia: Tomasz Mikulski

Widzew: Fabiniak - Szeliga, Kłos, Ukah, Lisowski - Budka, Juszkiewicz, Kuklis (69. Panka), Napoleoni (88. Gustavo) - Kowalczyk, Mierzejewski (75. Grzelczak)
Jagiellonia: Banaszyński - Norambuena, Napierała, Nawotczyński, Wasiluk - Renusz (80. Niedziela), Falkowski, Kwiek, Sokołowski (64. Marczak) - Bruno (46. Dzienis), Sotirović



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tyle akcji, co Widzew miał w tym meczu, to chyba w całej rundzie wiosennej nie mieli. Świetnie grali. Szczególnie druga linia, która naprawdę zasłużyła na wielkie brawa. Lisowski troszkę za mało jak na reprezentanta Polski.
Za tydzień derby!
PLUS.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.