Facebook Google+ Twitter

Przeciętny krakowianin nie chodzi do teatru i filharmonii

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2007-09-19 10:43

Leszek Możdżer grający Gershwina za 190 zł, 170 za balet Ejfmana - ceny wstępu na imprezy kulturalne przekraczają możliwości przeciętnego krakowianina. Jednak nawet jeśli zrezygnujemy z oglądania gwiazd, nie stać nas na obcowanie z kulturą.

Dla rodziny za dużo


Izabela Pieklus jest fanką teatru, ale coraz rzadziej może sobie pozwolić na tę rozrywkę. - Ceny są o wiele za wysokie dla przeciętnego zjadacza chleba - mówi. / Fot. Jacek KoziołZa spektakl na Dużej Scenie w Starym Teatrze dorosły zapłaci 43 zł. Uczniowie, studenci, emeryci i renciści - 27 zł.
- To za dużo. Zwłaszcza gdybyśmy chcieli iść całą rodziną - mówi Dariusz Zięba, ojciec dwóch synów.
- Gdy korzystamy z rozrywek kulturalnych, np. idziemy do kina, zawsze staramy się wybrać tak, żeby skorzystać z promocji albo dostać darmowe bilety.
- Ceny wynikają z wielu rzeczy - twierdzi Krzysztof Dubiel, kierownik działu marketingu Teatru im. J. Słowackiego.
- Ustalając je, kierujemy się głównie tym, co według nas akceptuje rynek. Nie możemy obniżyć ich za bardzo, ponieważ dochody ze sprzedaży to poważna pozycja w naszym budżecie. Jednak dyrektor naszego teatru zawsze podkreśla, że mamy być przyjaźni widzom. Średnio za bilet w krakowskiej instytucji kultury zapłacimy 30-50 zł. Kwoty te nie zmieniają się od lat. Np. w Operze Krakowskiej te same obowiązują od 2004 roku.
- Nie podnosimy cen bo zależy nam, aby przyszło do nas jak najwięcej melomanów - zaznacza również Ewa Ryszkowska, dyrektorka finansowa Filharmonii Krakowskiej.

Tanio dla dzieci, drogo dla VIP-ów


Dyrektorzy instytucji kultury twierdzą, że przede wszystkim mają kulturę szerzyć, a nie na niej zarabiać. Dlatego też, chociaż całkiem zrezygnować z opłat nie mogą, starają się różnicować ofertę, zależnie od możliwości finansowych odbiorcy. Premiowane są dzieci i studenci.
- Na scenach Dużej i Kameralnej bilet normalny to 43 zł. Ulgowy - dla dzieci, uczniów, emerytów i rencistów - kosztuje 27 zł - wylicza Barbara Kwiatkowska.
- Przy spektaklach dla studentów na Nowej Scenie cena to 30, 20 zł, a przy formach eksperymentalnych - nawet 11 zł.
- Bilety dzielimy na kategorie. W zależności od spektaklu, miejsca, w którym jest wystawiany czy miejsca na widowni, stopnia zainteresowania widzów - dodaje Katarzyna Woźniak z Opery Krakowskiej.
- W najdroższej kategorii jest "Zemsta Nietoperza", na którą bilety kosztują od 50 do 100 zł. Mamy też bilety VIP, najdroższe - to miejsca w loży, ze specjalną obsługą i lampką wina. Ale mamy też np. specjalne spektakle dla dzieci i młodzieży za 13-18 zł. Astronomiczne ceny biletów dotyczą zazwyczaj imprez gościnnych. Drogi Możdżer w Filharmonii to część Festiwalu Sacrum Profanum. Balet Ejfmana sprowadza Fundacja Sztuki Baletowej.
- Te kwoty też nie biorą się z niczego - komentuje Krzysztof Dubiel.
- Koszty zaproszenia zespołu o renomowanej sławie są olbrzymie. To gaże dla artystów, opłaty za hotele, koszty transportu, wynajmu sali i obsługi, od techników po garderobianych. Mimo wysokich cen i pełnej sali często okazuje się, że tak naprawdę dla organizatora zostały pieniądze z dwóch pierwszych rzędów.

Nie z biletów, a z dotacji


Choć widzom wydaje się, że ceny spektakli są zbyt wysokie, tak naprawdę bilety nie przynoszą kokosów. W Filharmonii dochód ze sprzedaży wejściówek to tylko 12 proc. rocznego budżetu, w Operze - mniej niż 10, w Starym Teatrze - ok. 22 proc. Tak naprawdę, jak podkreślają dyrektorzy, placówki żyją z dotacji państwowych i samorządowych. To też pieniądze z naszych kieszeni - tyle że wydajemy je nie bezpośrednio, a płacąc podatki. Kwoty dotacji wydają się olbrzymie: 13,5 mln rocznie dla Starego Teatru, prawie 14 mln dla Opery, 7,5 mln dla Filharmonii.
Jednak jak twierdzą szefowie placówek kulturalnych, to tylko kropla w morzu potrzeb.
- Nie mamy własnej siedziby - tłumaczy Lucyna Wójtowicz, dyrektorka finansowa Opery.
- Wynajmujemy sale na spektakle i próby, a nawet magazyny. To ok. 100 tys. zł miesięcznie. Dodatkowo trzeba doliczyć pensje pracowników, koszty produkcji każdego spektaklu, banalne opłaty za prąd czy gaz. Dotacje i wpływy z biletów ledwie pokrywają potrzeby. Dlatego każda z instytucji stara się wypracować dodatkowe środki. Stara się o sponsorów, walczy o ekstradotacje, np. w ramach mecenatu Ministerstwa Kultury. Często mecenat taki jest ostatnią deską ratunku.
- W tym roku dostaliśmy 747 tys. zł na koncerty i zakup instrumentów. Dla filharmonii to podstawa - mówi Ewa Ryszkowska.

Ceny w porządku, zarobki za niskie


Jarosław Zięba, student Akademii Pedagogicznej i miłośnik muzyki, przyznaje, że na koncert w Filharmonii bez poważnego uszczerbku dla swoich finansów mógłby wydać 20 zł. - Ale kupiłem kiedyś i na Nigela Kennedy'ego za 90 - twierdzi Jarek.
- Generalnie staram się jednak wyszukiwać okazje. Tak jak inny koncert Nigela, jazzowy, z Jarosławem Śmietaną. W filharmonii kosztował 120 zł, miesiąc później na taki sam koncert w Rotundzie - 35. Poszedłem do Rotundy. Jego brat Dariusz dodaje, że ceny niekoniecznie są za wysokie. Należałoby raczej mówić o zbyt niskich zarobkach potencjalnych widzów.
- Nas na bilety nie stać, ale już dla tych, którzy pracują np. w Niemczech, ceny są śmiesznie małe. Sytuacji nie poprawia polityka państwa, które wprowadza VAT na kulturę - komentuje Dariusz Zięba.

Monika Frenkiel - Gazeta Krakowska
W.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.