Facebook Google+ Twitter

Przed zaduszkami: umarły upomniał się o świeczkę

Jestem starszym człowiekiem. Do zrozumienia świata nie jest mi potrzebna wiara w bogów, duchy, demony i wszekie inne moce nadprzyrodzone. Od wczesnej młodości przejawiałem agnostycyzm.

Cmentarz Główny w Przemyślu / Fot. PAP/Darek DelmanowiczNie zmieniłem swojego przekonania nawet pod wpływem zastanawiającego zbiegu przypadków, jaki poniżej opiszę.

Pracując nad pewną książką, potrzebowałem wglądu do roczników specjalistycznego tytułu prasowego z lat 2001- 2010. Zamieściłem więc w owym tytule prośbę o nieodpłatne przekazanie mi przez czytelników, niepotrzebnych im numerów. Odpowiedzi napłynęło wiele z całej Polski, bo ludzie są życzliwi. Wybierałem jednak zgłoszenia blisko Górnego Śląska, abym mógł sam odebrać czasopisma, bez narażania kogokolwiek na ciężar opłaty przesyłki.

Zadzwoniła wszak pewna pani z Podkarpacia. Powiedziała, że chętnie przyśle mi kompletne roczniki pisma, nie dbając o koszty, ma jednak pewną prośbę. Czy nie zechciałbym zapalić świeczki na grobie jej znajomego, który został skremowany i pochowany w Parku Pamięci w Kochłowicach, w Rudzie Śląskiej. Oczywiście obiecałem, że tak uczynię.

Przesyłkę otrzymałem, a wraz z nią karteczkę informującą, że zmarły Roman W. (tu data śmierci) jest pochowany, gdzieś na kochłowickim cmentarzu. Kupiłem cztery znicze, wrzuciłem je do bagażnika i zamierzałem rzetelnie wypełnić przyrzeczenie. Na drodze stanął problem – karteczka zniknęła! Gdybym zapamiętał nazwisko, odlazłbym je w rejestrach cmentarza. Niestety nie zapamiętałem.

Przeleciało kilka miesięcy. Znicze ciągle woziłem w samochodzie. Mogłem w jakiś sposób wybrnąć z kłopotu i zapalić je pod krzyżem cmentarnym. Ale, nie wiedzieć czemu, zwlekałem.

Przyszedł dzień 21 stycznia 2011 roku. Sięgnąłem po jeden z wielu moich notatników, rozrzuconych na moim wiecznie zabałaganionym biurku. I wtedy dostrzegłem tę karteczkę. I zapisek: Roman W. zmarł 21 stycznia 2010 roku.
Oczywiście natychmiast pojechałem na kochłowicki cmentarz, dowiedziałem się w biurze, gdzie leży mogiła Romana W. W słoneczny i mroźny styczniowy ranek, zapaliłem wszystkie znicze. Poczułem ulgę, ba nawet przyjemność, że mogłem wreszcie spełnić dane słowo.

Dokładnie rok po własnej śmierci, umarły jakby upominał się o obiecaną świeczkę. I przypomniał o sobie. Dobrze, że tak się stało! Ot, taki zbieg przypadkowych okolicznosci.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 29.10.2012 08:02

Właśnie, jak co roku, odświeżam pamięć o Dziadach [koweńsko-wileńskich] i Pana wspaniała opowiastka świetnie je uzupełnia.
Wedle słowiańskich wierzeń dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich, a zmarli powracają do nas na wspólną biesiadę w trakcie przesilenia księżyca dwa razy w roku: początkiem maja i początkiem stycznia. Czyli wszystko by się zgadzało - dusza Romana W. powróciła prawie w przepisowym terminie.

P.S. A przy okazji jaki wzniosły wykład oraz apel otrzymał Pan w drugim komentarzu, no, no!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No no , aż ciarki przechodzą , to zmarły musiał Panu zrobić porządek na biurku aby mógł odebrać swoja, należność . Zadar Pan z wola osoby której Pan obiecał . Słowo się rzekło kobyłka u wozu. Ale woził Pan świeczki tylko czemu 4-ry?, to już Pan nie wyjaśnił . Panie Adamie , teraz też pojadę zapali znicze do moich przodków , ale takiej przygody jak Pan to jeszcze w życiu nie miałem , ale na Pana miejscu ja bym zaczął wieżyc w Boga z dużej B. itd. Nigdy niech Pan nie-nazywa tego zbiegiem okoliczności i przypadku , ponieważ nic się nie bierze z jakiegoś tam , ? a to jaki przypadek , ? świat zaistniał itd. Ewolucja . Wierze Bogu.! PO PRZEZ JEGO SŁOWO , I MODLITWĘ ŻYWA, I SZCZERA, AZ DO BÓLU . Daje Panu słowa Jezusa EWG. WEDŁUG SW. Jana Ap. 3 ,16. Albowiem tak Bóg umiłował świat że dał syna swego jednorodzonego , aby każdy kto w niego wierzy nie zginął ale miał życie wieczne . Miałbym wiele szanownemu Panu do świadczenia o żywym Bogu w moim życiu , i to od 18.r życia Bo wtedy właśnie oddałem moje życie w ręce Chrystusa , i dzięki Jego łasce , aż do dziś świadczę o Nim ze On jest Prawdziwym żywym Bogiem i zbawicielem wierzących w duchu i w prawdzie. Z Bogiem Adamie Bóg cie, w opiece ma.! Amen.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

To, tzn zbieg przypadkowych okoliczności, podobno, nazywa się synchronizacją. ;)
a zbieg dat rzeczywiście niesamowity.
Jak szkoda, że nie ma fotki z tego kochłowickiego cmentarza i parku pamięci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.