Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3933 miejsce

Przegląd grup mistrzostw świata 2014 w Brazylii. Część II

Oto druga część mojego przeglądu 32 uczestników MŚ 2014 w Brazylii. Kto jest faworytem, a kto pretendentem do gry w 1/8 finału? Kto okaże się czarnym koniem turnieju? Czy gwiazdy klubów potwierdzą swą wielkość w barwach narodowych?

 / Fot. By Ricardo Stuckert/ABr (Agência Brasil [1]) [CC-BY-3.0-br (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/br/deed.en)], via Wikimedia Commons6 grudnia 2013 roku odbyło się losowanie fazy zasadniczej piłkarskich Mistrzostw Świata Brazylia 2014. 32 uczestników Mundialu, jak zwykle podzielono na 8 osiem grup po 4 zespoły. Teamy z dwóch, czołowych miejsc w każdej grupie awansują do 1/8 finału. W pierwszej części artykułu skoncentrowałem się na przedstawieniu zespołów z grup od A do D. Teraz zamierzam omówić te, które przystąpią do rywalizacji w grupach od E do H.

Wyniki losowania pierwszych 16 drużyn biorących udział w tegorocznych Mistrzostwach Świata, okazały się dość różnorodne Otrzymaliśmy dwie grupy z wyraźnym podziałem na jednego lub dwóch faworytów do awansu, jedną przynajmniej w teorii znacznie słabszą, ale z bardzo wyrównaną i nieprzewidywalną stawką oraz jedną, klasyczną „grupę śmierci”. Ta ciekawa mieszanka powinna dostarczyć kibicom niezapomnianych wrażeń oraz pasjonujących widowisk, których wyniki będą się ważyć do ostatniej sekundy.

Druga część turniejowej stawki wygląda nieco inaczej. W gronie zespołów z 16 przydzielonej do grup od E do H, losowanie przyniosło wyraźny podział na faworytów oraz pretendentów oraz tylko jedno zestawienie, które można uznać za bardziej wyrównane. Oczywiście wszystkie te przemyślenia oparte są na moim subiektywnym spojrzeniu, popartym jedynie doświadczeniem wieloletniego kibica piłki nożnej na najwyższym światowym poziomie. Innymi słowy nie ma żadnej gwarancji, że ci, których na podstawie historycznych osiągnięć, sportowej marki oraz potencjału posiadanych graczy, uznałem za potentatów, rzeczywiście zasłużą sobie na to miano podczas samego turnieju.

W grupie E w roli papierowego faworyta wystąpią Francuzi, a w roli pretendentów Szwajcaria, Ekwador i Honduras. Czy oznacza to, że już przed rozpoczęciem turnieju możemy trójkolorowym gratulować awansu do 1/8 finału? Jeśli przypomnimy sobie ich dokonania podczas Mundialu w RPA, to powinniśmy się z tym zdecydowanie wstrzymać. Pomijając ogromne, niedostrzeżone przez sędziego oszustwo, jakiego w barażu z Irlandią dopuścił się Thierry Henry, dzięki któremu Francuzi pojechali do Afryki, ich wysęp na samym turnieju zakończył się spektakularną katastrofą. Przecież wtedy też wylosowali stosunkowo łatwą grupę z Urugwajem, Meksykiem oraz gospodarzami. Teoretycznie powinny zatem powalczyć o pierwsze miejsce z Urugwajem. Tymczasem w trzech meczach gracze znad Sekwany i Loary, strzelili tylko jednego gola i wywalczyli 1 punkt. Na Euro 2012 także nie pokazali się z najlepszej strony, Wyszli co prawda z trudnej grupy z Ukrainą, Szwecją oraz Anglią, ale w meczu ćwierćfinałowym po słabiutkiej grze, musieli uznać wyższość Hiszpanii.

W grupie E na uwagę zasługuje jeszcze drugi przedstawiciel Starego Kontynentu - Szwajcaria. Helwetom udało się zbudować ciekawy team, oparty na zbalansowanej mieszance starych wyjadaczy oraz młodych, bardzo zdolnych i przebojowych graczy. W eliminacjach do brazylijskiego turnieju, zajęli pierwsze miejsce w stawce pozbawionej co prawda europejskich potentatów, ale za to dość wyrównanej i nieprzewidywalnej. Znacznie ważniejszy od klasy pokonanych rywali, jest styl w jakim Szwajcarzy, zapewnili sobie wyjazd na brazylijski turniej. Całe zmagania zakończyli bez porażki, odnosząc 7 zwycięstw, notując 3 remisy i uzyskując bilans bramkowy 17:6. Nie wiem czy to wszystko wystarczy, aby zgodnie z przewidywaniem wielu ekspertów zostać czarnym koniem nadchodzącego Mundialu, ale Helweci na pewno mają sporo atutów.

Oprócz dwóch europejskich drużyn w grupie E znalazły się jeszcze Honduras oraz Ekwador. Choć oba te zespoły mają w swych składach piłkarzy, występujących na co dzień w silnych klubach Starego Kontynentu, to nie sądzę, aby w normalnych okolicznościach, miały one duże szanse na udział w 1/8 finału.

W grupie F los skojarzył Argentynę, Bośnię i Hercegowinę, Iran oraz Nigerię. W roli papierowego faworyta występują tu zatem, bardzo niespełnieni w ostatnich latach Albicelestes. Podopieczni Alejandro Sabella, nie sięgnęli po sukces w wielkim turnieju od 1992 roku, kiedy to po raz ostatni zdobyli Copa America. Dla drużyny dysponującej tak znakomitymi futbolistami i równie wspaniałą tradycją, jest to niemal wieczność.

Wielu zakładało, że pojawienie się geniuszu Lionela Messiego, przywróci Argentyńczyków na należne im miejsce w ścisłej światowej czołówce. Od pierwszych dni jego kariery porównywano go do Diego Maradony, a po seryjnych triumfach Barcelony Gaurdioli, piewcy talentu Messiego autorytatywnie okrzyknęli go najlepszym piłkarzem wszechczasów. Ja do dziś nie zgadzam się z tą opinią. Nie odbieram oczywiście słynnemu zawodnikowi Blaugrany ogromnego talentu, finezji, genialnych umiejętności technicznych oraz spektakularnych osiągnięć, ale dla mnie, aby zostać zaliczonym w poczet najwybitniejszych, trzeba jednak czegoś więcej.

Pele, Maradona, Euzebio Zidane, Beckenbauer, wszyscy oni oraz zapewne kilku innych, których tu nie wymieniłem, mieli jedną wspólną cechę. Niezależnie od epoki w jakiej grali oraz pozycji, jaką zajmowali na boisku, potrafili połączyć sukcesy klubowe z rolą wiodącej postaci swojej reprezentacji narodowej. Tymczasem w przypadku Messiego od lat mamy do czynienia z olbrzymią dysproporcją, pomiędzy jego występami w Barcelonie oraz kadrze.

Grając dla Dumy Katalonii, Argentyńczyk bez trudu bije kolejne rekordy w najrówniejszych kategoriach i potrafi harmonijnie współdziałać z kolegami w drodze do kolejnych zwycięstw. Niestety przywdziewając koszulkę w podłużne, biało-niebiskie pasy, ten sam futbolowy geniusz, często wygląda niczym dziecko we mgle, niezdolne do wykonania najprostszych czynności i potykające się o własne nogi. Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, ponieważ jestem w jakiś sposób uprzedzony do Messiego. Zapewniam, że to nieprawda. Staram się jedynie ukazać uderzający kontrast pomiędzy tym samym, znakomitym graczem w klubie oraz w reprezentacji narodowej. W obu tych zespołach wybiega on na boisko otoczony wielkimi gwiazdami, które powinny ułatwić mu ukazanie pełni nieprzeciętnego talentu. W Barcelonie, choć zdarzają się spektakularne klęski w meczach o dużą stawkę, na ogół się to udaje.

Tymczasem w dwóch arcyważnych turniejach mistrzowskich: Mundialu w RPA w 2010 roku oraz w Copa America rok później, zarówno Albicelestes, jak i ich najlepszy piłkarz, zawiedli na całej linii i odpadli z rywalizacji po bolesnych porażkach z Niemcami oraz Urugwajem. Można by zapewne znaleźć wiele przyczyn, takiego stanu rzeczy, od złych decyzji selekcjonerów, po najróżniejsze mankamenty u samych zawodników. W odniesieniu do Messiego najważniejsze jest chyba nieco odmienne postrzeganie jego roli przez trenerów klubowych i reprezentacyjnych.

W Barcelonie wkomponowany jest w grupę znakomitych graczy, którzy dzięki swoim umiejętnościom oraz specyficznej taktyce, pozwalają jego talentowi świecić pełnym blaskiem. Oczywiście, zarówno media, jak i kibice postrzegają go jako największą gwiazdę katalońskiego teamu, jej naturalnego lidera. Nie zmienia to jednak faktu, że wokoło Argentyńczyka są choćby Xavi, Iniesta, Busquets, czy Puyol, którzy zdejmują z barków Messiego ogromną część odpowiedzialności za wynik.

Z kolei patrząc na występy Albicelestes w ostatnich wielkich turniejach, można odnieść wrażenie, że wszyscy począwszy od milionów fanów, poprzez sztab szkoleniowy, aż po samych zawodników, oczekują od Messiego bycia najlepszym piłkarzem świata w każdej sekundzie meczu. Co więcej ów futbolowy geniusz ma ich niestanie prowadzić do kolejnych zwycięstw. Jak dotąd Messi nie pokazał, aby był na takie wyzwanie gotowy. To, że Argentyńczyk jest wybitnym graczem, nie ulega wątpliwości. Czy jest jednocześnie graczem pokroju choćby Zidana, zdolnym pociągnąć grę reprezentacji niezależnie od formy kolegów? Moim zdaniem nie. Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, proponuję dokładnie prześledzić występ biało-niebieskich na Copa America w 2011 roku, gdzie występowali oni w roli gospodarza oraz papierowego faworyta do końcowego triumfu. W każdym meczu obowiązywała tam zasada: „nie wiesz co zrobić, podaj do Messiego”. W rezultacie Argentyńczycy ledwo wyszli z grupy, ustępując pola Kolumbii, tylko po to aby odpaść w ćwierćfinale. Sam Messi rozegrał wówczas jedne z najsłabszych spotkań w swojej karierze.

Pretendentami w grupie F są Nigeria, Bośnia i Hercegowina oraz Iran. Przy całej sympatii do sportowych outsiderów, nie sądzę, aby ci ostatni stali się kimś więcej niż tylko dostarczycielem punktów. Z kolei zespół popularnych Super Orłów jest aktualnym mistrzem Afryki i ma w swoim składzie wielu świetnych graczy. Problemem podobnie, jak w przypadku wszystkich drużyn z tego kontynentu, może być brak dyscypliny taktycznej oraz częste przedkładanie umiejętności indywidualnych ponad zespołowość.

Ostatnim zespołem w grupie F jest jedyny debiutant w tegorocznym Mundialu Bośnia i Hercegowina. Jako typowy, piłkarski przedstawiciel Bałkanów, jest to zespół o dobrym wyszkoleniu technicznym oraz przebojowości, a jego czołowi zawodnicy, na co dzień występują w dobrych klubach europejskich. Nie wiem jaki los czeka Bośniaków, ale ich sytuacja wyjściowa nie różni się zbytnio od tej w jakiej znajdowali się Chorwaci w 1998. Wtedy też nikt nie dawał Dvorowi Sukerowi i spółce większych szans na sukces. Ostatecznie wywalczyli oni brązowe medale, zdobywając po drodze kilka cennych skalpów, a sam Suker wyjechał z Francji z tytułem króla strzelców. Czy Bośnia i Hercegowina okaże się podobnym czarnym koniem, przekonamy się wkrótce.

Grupa G ma najbardziej wyrównaną stawkę w drugiej 16 turnieju. Znalazły się w niej Niemcy, Portugalia, Ghana oraz USA. Papierowymi faworytami są tu oczywiście podopieczni Joachima Lowa. Jest to chyba najbardziej typowy przykład drużyny turniejowej, która niezależnie od posiadanych graczy, czy też taktyki obranej przez trenerów, nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Dzięki temu niemal etatowo jest zaliczana do ścisłego grona faworytów, każdej imprezy mistrzowskiej. Nawet jeżeli w danym turnieju Niemcy nie sięgną po najwyższe laury, ich kibic ma gwarancję, że dotrą w okolice półfinału.

Głównym rywalem Niemców do pierwszego miejsca w grupie powinni być Portugalczycy. Podopieczni Paulo Bento mają w swoich szeregach wystarczającą ilość znanych piłkarzy, o odpowiednich umiejętnościach, aby skutecznie walczyć z najlepszymi. Ich największym problemem jest stopień uzależnia od aktualnej formy ich najlepszego zawodnika. To jakość gry Cristiano Ronaldo w ogromnym stopniu determinuje możliwości całej drużyny. To on prowadzi kolegów do zwycięstw, a kiedy jest w wyśmienitej dyspozycji potrafi rozstrzygać ważne mecze niemal w pojedynkę. Najświeższym przykładem na potwierdzenie tej tezy, niech będzie choćby barażowa rywalizacja ze Szwecją. Niestety kiedy Ronaldo ma kryzys, jego słabość od razu odbija się na wynikach reprezentacji.

Pozostałe dwa zespoły w grupie G pochodzą spoza Starego Kontynentu. Ghana jest drużyną, która najlepiej ze wszystkich, pięciu przedstawicieli Afryki, poradziła sobie na ostatnim Mundialu. Popularne Czarne Gwiazdy, były o krok od poprawienia afrykańskiego rekordu wszechczasów i awansu do półfinału. Na przeszkodzie stanął im nie niedobór umiejętności, ale brak wyrachowania, zimnej krwi oraz żelaznej konsekwencji, czyli podstawowe mankamenty, które przypisałem wcześniej wszystkim zespołom z tej części świata.

Z kolei Amerykanie, choć piłka nożna w tym kraju nigdy nie dorówna popularnością baseballowi, koszykówce, czy okropnemu wynaturzeniu rugby, jakim jest futbol amerykański, zawsze imponują przygotowaniem mentalnym, walecznością i boiskową ambicją. Czy to wystarczy, aby sprostać trzem, bardzo wymagającym rywalom? Nie wiem, ale reprezentantów USA w żadnym sporcie zespołowym nigdy nie należy przedwcześnie skreślać.

W grupie H los skojarzył ze sobą Belgię, Rosję, Algierię oraz Koreę Południową. Rewelacją tego zestawienia oraz całego Mundialu mogą okazać się Belgowie, których pomimo niewielkiego doświadczenia muszę ustawić tu w roli faworyta. Wystarczy bowiem jeden rzut oka na nazwiska zawodników, jakich ma do dyspozycji Marc Wilmots oraz nazwy klubów, jakie na co dzień reprezentują, aby przekonać się jak gigantyczny potencjał drzemie w tym zespole. Ośmielę się nawet stwierdzić, że Belgowie jeszcze nigdy w historii swojego futbolu, nie posiadali tak zdolnej generacji. Najpoważniejszym problem może być bardzo młody wiek tych piłkarzy oraz fakt, że większości z nich nigdy jeszcze nie występowała na tak wielkiej imprezie. Czym innym jest przecież regularna gra nawet w czołowych klubach Europy, a czym innym dźwiganie na niedoświadczonych barkach oczekiwań całego kraju. Jeśli jednak Eden Hazard i spółka dobrze wejdą w turniej, są w stanie dokonać naprawdę wielkich rzeczy.

Ich grupowi rywale raczej nie powinni odegrać większej roli w nadchodzącym Mundialu. Algierczycy są moim zdaniem najsłabszym z pięciu przedstawicieli Afryki. Rosja pomimo posiadania kilku niezłych zawodników, nie przekonuje jako zespół. Na Euro 2012 występując w obiektywnie najsłabszej grupie, na inaugurację pewnie pokonała Czechy, aby po remisie z Polską i porażce z Grecją, zaprzepaścić szanse awansu. Z kolei Korea Południowa nigdy w pełni nie wykorzystała okazji, jaką była współorganizacja Mundialu w 2002 roku. Team prowadzony wówczas przez znakomitego Holendra Guus hiddinka, zajął co prawda 4 miejsce, ale nie przełożyło się to na stworzenie trwałego systemu, gwarantującego dalszy rozwój futbolu w tym kraju. Poza tym ów pamiętny rezultat został osiągnięty przy tak gigantycznej i namacalnej pomocy kolejnych arbitrów, że ja nie traktuję go do końca poważnie. Zresztą tragiczna forma sędziów, na azjatyckim turnieju, nie odnosiła się tylko do gospodarzy. W mojej skromnej ocenie był to najgorzej „gwizdany” Mundial, jaki dotychczas widziałem.

Przedstawienie drużyn wylosowanych do grupy H, zamyka drugą i ostatnią część, mojego autorskiego przeglądu 32 uczestników nadchodzących Mistrzostw Świata w Brazylii. Kto sięgnie po najcenniejsze trofeum? Nie podejmę się nawet wytypowania finałowej dwójki, chociaż sądzę, że tym razem medaliści mogą być bardzo zaskakujący. Oczywiście dziennikarze oraz eksperci mają swoją dyżurną grupę, żelaznych faworytów, takich jak: Brazylia, Hiszpania, Wochy, Argentyna czy też Niemcy, ale ja podobnie jak zapewne wielu postronnych kibiców, czekam na jakąś spektakularną sensację. Poza tym układ sił w grupach gwarantuje duże emocje od samego początku imprezy i zapowiada kilka szlagierów już na etapie 1/8 finału.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.