Facebook Google+ Twitter

"Przegląd Końca Świata: Feed", czyli zombie i polityka

"Przegląd Końca Świata: Feed" Miry Grant to przerażająca wizja świata po apokalipsie zombie. Świata, w którym polityka odgrywa bardzo duże znaczenie...

okładka / Fot. wydawnictwo SQNWszelkie nowinki medyczne mogą stać się zbawieniem albo przekleństwem. Mogą pomóc całej rzeszy ludzi w pokonaniu dręczących ich chorób lub... obrócić się przeciwko nim. Właśnie ten drugi przypadek miał miejsce w 2014 roku... Był on przełomowym i zarazem feralnym rokiem w dziejach ludzkości. Wymyślono szczepionkę na raka oraz lek na grypę. Niestety przy okazji uaktywniono wirus Kellis-Amberlee, który przemienił zarażonych nim ludzi w... zombie. Mutacji tej nikt nie był w stanie powstrzymać, a nad ludzkością zawisło widmo końca świata. Kiedy po raz pierwszy pojawili się zainfekowani - ich przyjście zwiastowane było przez gromkie okrzyki, że z ziemi powstają martwi i nadchodzi Dzień Sądu - zachowywali się dokładnie tak, jak przed laty pokazywano nam w horrorach. Zaskoczeniem było jedynie to, że wszystko dzieje się naprawdę.

Od wybuchu epidemii minęło 25 lat, przez ten czas świat zmienił się nie do poznania. Zombie nadal stanowią duże zagrożenie i sieją postrach. Ludzie boją się wychodzić z domu bez broni i muszą wciąż poddawać się badaniom krwi czy dezynfekcji. I choć wiele terenów zostało odzyskanych, to niektóre nadal należą do zombie. Trudno utrzymywać kontakty towarzyskie, dlatego życie stało się bardziej wirtualne. Czwartą władzą stali się... blogerzy, którzy jako pierwsi poinformowali świat o tragedii. Media tradycyjne przestały mieć takie znaczenie jak kiedyś. Właśnie w takim świecie przyszło żyć rodzeństwu Masonów, parze blogerów z ambicjami. Georgię i Shauna poznajemy w chwili, gdy stają przed ogromną szansą w swojej dziennikarskiej karierze. Mają bowiem relacjonować kampanię wyborczą senatora Petera Rymana. Nie zdają sobie sprawy, jak niebezpiecznego zadania się podejmują...

Na początku muszę przyznać, że nie jestem wielką fanką zombie ani postapokaliptycznych wizji. Szczerze mówiąc jestem całkiem zielona w tym temacie. Jedyną książką, jaką miałam okazję czytać z tej tematyki była "Komórka" Stephena Kinga oraz opowiadania ze zbioru "Zombiefilia". Nie widziałam żadnego z wymienionych na okładce tej powieści filmów - "Świtu żywych trupów" Romero, "Martwego zła" Raimiego czy "28 dni później" Boyle'a. W dodatku nie przepadam za thrillerami politycznymi, zdecydowanie bardziej wolę thrillery medyczne oraz psychologiczne. A mimo to wprost zakochałam się w historii stworzonej przez Mirę Grant.

Trzeba przyznać, że Grant ma niezwykły dar przekonywania. Jej opisy są tak dokładne, że czytelnik odnosi wrażenie, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę. Ale czemu się dziwić, skoro przy tworzeniu książki pomagał cały sztab ludzi, specjalistów w swej dziedzinie. Autorka pokazała zaawansowane technologie, w tym pluskwy, ukryte kamery i palmptopy.

Jeszcze większej wiarygodności tej historii dodają wstawki blogowe bohaterów, którzy opisują w nim swoje przemyślenia oraz pierwszoosobowa narracja, która pozwala nam spojrzeć na świat oczami Georgii oraz Shauna Masonów. Rodzeństwo to jest tak różne, a mimo to dobrze się ze sobą dogaduje i są ze sobą bardzo zżyci. Jeden za drugiego oddałby życie. Georgia, nazywana przez brata George na cześć George'a Romero, jest typowym Newsie (zajmuje się pisaniem faktów) - racjonalna i twardo stąpającym po ziemi. Natomiast Shaun to typowy Irwin, czyli człowiek, który specjalnie naraża się na niebezpieczeństwo kontaktu z zombie, by zdobyć szokujący materiał. Łączy ich jedno - dążenie do prawdy i pokazanie jej światu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.