Facebook Google+ Twitter

Przegrał w niemieckim sądzie walkę o język polski dla syna

O sprawie Mirosława Kraszewskiego, lekarza radiologa mieszkającego od 1981 r. w Niemczech, kilka tygodni temu pisał Michał Tyrpa. Kraszewski od ponad siedmiu lat bezskutecznie walczy, by jego 13-letni syn z małżeństwa z Niemką, mógł się uczyć w szkole języka polskiego. Zaproponował nawet, że zapłaci za zatrudnienie nauczyciela.

Do momentu rozwodu w 2000 r., wszystko było w porządku, a jego Filip Kraszewski mówił po polsku i po niemiecku. Sąd rodzinny przyznał ojcu prawo widywania dziecka raz na dwa tygodnie. Warunkiem było, że będzie rozmawiał z synem wyłącznie po niemiecku, ze względu na rzekomą szkodliwość wychowania dwujęzycznego. Kraszewski się sprzeciwił.
– To bzdura! Nikt takiej szkodliwości nigdy nie potwierdził – mówi wzburzony.

W piątek niemiecki sąd w Minden oddalił pozew Kraszewskiego o możliwość nauki języka polskiego dla syna. W uzasadnieniu sędzina stwierdziła, że nie może wziąć pod uwagę racji ojca, ponieważ ten nie ma praw rodzicielskich oraz, że szkoła, w której miał się uczyć polskiego Filip wniosła o odrzucenie wniosku.
– To nieprawda. W aktach sprawy nie ma na to żadnych dokumentów – mówi Wiadomościom24.pl Mirosław Kraszewski. – Myślę, żeby się odwoływać, ale nie wiem, czy będę miał na to pieniądze. Muszę zapłacić 5 tysięcy euro kosztów procesu. A odwołanie, to przejście przez trzy kolejne instancje. Zajmie to co najmniej trzy lata. Syn ma teraz prawie 13 lat. Gdy to się zakończy i sprawa trafi do Strasburga, mój syn będzie prawie pełnoletni.

Adwokat Mirosława Kraszewskiego wniósł, by sędzina skonsultowała się z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, czy jej decyzja jest zgodna z prawem europejskim.
– Jeśli sędzina zapytałaby, to zapewne otrzymałaby informację, że się myli, co zaoszczędziłoby nam wnoszenie sprawy do kolejnych instancji – podkreśla Kraszewski. – Sędzina odrzuciła ten wniosek. Nie przychyliła się także do wniosku o przesłuchanie matki i dziecka. W uzasadnieniu napisała, że nawet gdyby dziecko samo chciało się uczyć języka polskiego i wniosło o to, nie miałoby to żadnego wpływu na jej decyzję. To dyskryminacja i łamanie traktatu europejskiego i naruszenie praw dziecka.

Mirosław Kraszewski ostatni raz widział syna we wrześniu 2004 r. W maju 2006 r. w urodziny dziecka rozmawiał z nim przez telefon. Po niemiecku. Filip powiedział wtedy ojcu, że chce się uczyć języka polskiego…

Przeczytaj tekst Michała Tyrpy


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Skora jest wspolna Europa to jak mozna zabronic dziecku uczyc sie dodatkowo jezyka, jednego z krajow wspolnoty europejskiej z ktorego pochodzi jego ojciec. Tym bardziej, ze taka decyzja sadu niemieckiego ogranicza rozwoj i mozliwosci dziecka. Przeciez to wielki Niemiec Goethe stwierdzil - "tyle razy jestes czlowiekiem ile znasz jezykow". Czyzby sedziowie niemieccy nie znali Goethego ? Tendencje zniemczania oraz inne ciagnoty niestety w panstwie niemieckim chyba w dalszym ciagu drzemia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie,
wyraza pan przypuszczenia,tak zwane wunschgedanken jak mowia niemcy,a polacy mrzonki.
Fakty sa inne.Dziecko sie boi Urzednikow JA.

Ojcu mowi prawde przez telefon bo dlaczego polak mialby nie uczyc sie polskiego??to nawet zrozumie dziecko.

Do tego nalezy uwzglednic czynnik czasu i zmian w czasie.Polityka niemiecka pokazuje oblicze bardzo wyrazne w stosunku do polskich dzieci i to nie tylko z malzenstw mieszanych.Jest to oblicze dyskryminacji i represji.

Ale przedewszystkiem demonstruje oficjalne lamanie prawa przez urzedy finansowane ze skarbu panstwa a to jest poczatek konca demokracji.O tym mowi sie w Parlamencie Europejskim.To postanowienie sadu jest tylko demonstracja postawy polityki i sadownictwa niemieckiego i antydemokratycznych przemian w Niemczech.

A o przypuszczeniach na temat dzialalnosci sadu polskiego przeczytam chetnie Pana artykul.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kto wygra w starciu biedy z bogactwem? Oczywiście, wyrok zaskakujący, ale gdyby było to dziecko Anglika i Indianki w USA to kogo forowałby sąd amer. z najlepszą konstytucją? Jeśli mamy obywatela Polski, Ukrainy, Białorusi, Rumunii oraz z drugiejstrony - Niemiec, Norwegii, Holandii to (wstyd powiedzieć), lecz wynik jest niemal oczywisty.
Czy dziecko ma prawo zadecydować o wyborze języka? Dekalruje przez telefon, ale co deklaruje przed urzędnikiem?
W 1981 urodził mi sie pierwszy syn, kiedy wielu Polakow wyjeżdżało na Zachód. Wyjazdy te miały plusy (świat, zarobki, pełne sklepy, nauka języka). Ale zdarzały się także minusy. Nie wszystkim, jednak części, jak tu opisany przykład. Nie yjechałem, nie ożeniłem się z cudzoziemką. Z pewnością mam niższy status majątkowy, ale nie muszę szwendać się po sądach i mieszać do tego 40 mln Polaków. I jeśli zbiorę uwagi gorzekie, to z powodu mojego nieokrzesania,że nie za bardzo współczuję rodakowi. A jednocześni jestem pewien, że w podobnej sytuacji, kiedy byłoby małżeństwo Polki i Białorusina, to mielibyśmy sytuację - polski sąd przyznaje syna Polce i nakazuje ojcu komunikowanie się po polsku. A może nawet u nad B. zostałby deportowany, bo nie byłoby podstaw do zamieszkiwania w RP?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To nie jest konflikt pomiedzy matka a ojcem , lecz efekt reaktywowania sprawdzonego systemu polityki Jugendamtow w Niemczech.

-To Jugendamt zabronil dwujezycznosci.
-To sedzina Krämer AG Gütersloh na wniosek JA wydala wyrok o szkodliwosci dwujezycznosci,pomimo ze takiej opinii lekarskiej lub opinii lingwisty nigdy nie bylo i nie bedzie a pozytywna opinia lingwisty zostala chyba wyrzucona do kosza(nie ma jej w aktach)
-To szkola Anne-Frank Schule w Gütersloh pod kontrola JA zakazuje nauki dziecku polskiemu nieletniemu obywatelowi i naucza co sie robi z dziecmi ,ktore nie poddaja sie wymuszonej integracji - na przykladzie patronki szkoly.

-Obecnie na rozprawe nie przyszla ani dyr.szkoly ani matka dziecka ani tez 12 letnie dziecko,ktote zadeklarowalo chec nauki wlasnego jezyka.

Pomimo to pani sedzina z Sadu administracyjnego w Minden potraktowala nieobecnosc tych osob jako oficjalny sadowy wniosek dyrekcji szkoly o odrzucenie mojego wniosku o nauczanie jezyka polskiego.

Jak taki system polityki sie nazywa , lub powinno nazwac powinni odpowiedziec n.p. niemieccy specjalisci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.