Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22264 miejsce

Przeklęte nazwisko

"Co byś wolał: lekarza trzymającego cię za rękę kiedy umierasz, czy lekarza, który przestaje się tobą interesować, kiedy zdrowiejesz?" Dr Gregory House.

 / Fot. PAP/G. MichałowskiUrazy kolana prześladują mnie chyba z powodu nazwiska. Wszystko zaczęło się dość niewinnie. W gimnazjum na lekcji wychowania fizycznego źle odbiłam się z podwójnej odskoczni i doznałam lekkiego urazu kolana. Nauczyciel stwierdził, że dopóki nie przyniosę jakiegoś zaświadczenia od lekarza, nie pozwoli mi ćwiczyć. O tym warunku pamiętał całe dwa tygodnie. Nie przepadam za lekarzami, więc przeczekałam i wróciłam do ćwiczeń, starając się nie myśleć o bólu, który co jakiś czas powracał.

Białe szaleństwo

Parę lat po urazie na lekcji w-f, pojechałam z tatą na narty do Zwardonia, niewielkiej mieściny na granicy ze Słowacją w okolicach Żywca. Było świetnie. Do czasu... Nawet przy niezbyt ekstremalnej jeździe na nartach nietrudno o wypadek. Nie wiem jak to się stało, po prostu nagle znalazłam się na śniegu z jedną nartą wbitą w zaspę. Druga spokojnie posuwała się naprzód bez mojej pomocy. Wstałam, dogoniłam zjeżdżającą swobodnie nartę i wróciłam na stok. Wydawało się, że wszystko w porządku. Później zdjęłam buty narciarskie... Nie mogłam wyprostować nogi. Na nartach, kolana są cały czas ugięte, wymusza to nie tylko technika zjazdu ale również dość sztywne, wyprofilowane buty. Okazało się, że jeździć mogę, ale chodzić już nie za bardzo.

Diagnoza

Przez dłuższy czas myślałam, że to rozchodzę. Niestety, po kilku tygodniach dotarło do mnie, że z każdym dniem jest coraz gorzej. Nawet spać musiałam z poduszką pod kolanem, ponieważ była to jedyna pozycja pozwalająca na chwilę zapomnieć o bólu. W końcu pojechałam do lekarza. Bardzo znanego ortopedy. 120 zł za wizytę. Znany ortopeda właśnie wybierał się na narty, więc kazał mi łykać jakieś tabletki z glukozaminą, smarować kolano maścią i czekać na jego powrót. Przez ten czas mogłam zająć się zbieraniem dwóch tysięcy złotych na operację. Sama nie mogłam już wtedy chodzić. Nie czekałam. Wybrałam się do mniej znanego lekarza (przynajmniej tak wtedy myślałam). Bardzo duży, jak na chirurga ortopedę przystało, pan doktor obejrzał moje kolano, rentgen, usg i stwierdził, że skoro dziś jest poniedziałek, to w środę mam się stawić w szpitalu na operację. Okazało się, że przy urazie na lekcji wychowania fizycznego uszkodziłam chrząstkę stawową i po upadku na nartach jej fragment odłamał się i wbił pod wiązanie kolanowe, a teraz blokuje cały staw.

Szpital

W szpitalu dość szybko mnie przyjęli, przydzielili łóżko, które w tym momencie zajmowała jeszcze jakaś dziewczyna i kazali nic nie jeść przed operacją, która miała się odbyć tego samego dnia. Na salę operacyjną jechałam z uśmiechem na ustach, myśląc tylko o tym, że w końcu przestanie boleć. Z mojego punktu widzenia (dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe) operacja przebiegała szybko i sprawnie. Dla mojego taty siedzącego przed salą, dłużyła się niemiłosiernie. Zaczynał się już niepokoić. Nagle z sali operacyjnej wyszła pielęgniarka i bez żadnych wstępów zaczęła się dopytywać o moje rzeczy. Tata strasznie się zdenerwował, bo pomyślał o najgorszym... Pani chyba w końcu zrozumiała, że nie najlepiej zaczęła i szybko wyjaśniła, że chodzi tylko o zdjęcie rentgenowskie. Zabieg był przeprowadzany metodą laparoskopową i muszę przyznać, że dość dziwnie ogląda się swoje kolano od środka. Operacja szczęśliwie dobiegła końca. W szpitalu zostałam jeszcze przez kilka dni, ale poza potwornym bólem pleców po znieczuleniu (podziękowania dla wspaniałej pani pielęgniarki, która pamiętając ten ból po swoim porodzie, masowała mi plecy), nic specjalnego się nie działo. W ostatni dzień, pielęgniarka oznajmiła mi, że muszę wstać z łóżka o godzinie 9, ponieważ przyjmują nowych pacjentów. Byłam bardzo osłabiona, nie mogłam się sama podnieść a co dopiero ubrać, a tata miał przyjechać po mnie dopiero o 12. Pomogły mi panie z sali, w której leżałam. W ciągu tych trzech godzin zemdlałam dwa razy i w końcu znaleźli mi jakieś łóżko. Pielęgniarka wyjęła mi dren, po czym przeciwbólowo podała polopirynę. Gdybym wtedy wiedziała jakie będą konsekwencję połknięcia tych tabletek, pewnie wyrzuciłabym je przez okno i zapomniała o bólu.

Dr Niewrażliwy

Leki, które dostałam po operacji były tak mocne, że prawie ciągle spałam. Schudłam do tego stopnia, że skórę z pleców mogłabym nawinąć na wałek. Po kilku tygodniach zaczęłam jeździć na rehabilitację, która niestety nie przynosiła żadnych efektów. Kolano nadal mnie bolało i nie mogłam zginać nogi. W końcu wybrałam się do tego samego ortopedy, który wysłał mnie na operację. Okazało się, że podanie polopiryny rozrzedzającej krew zaraz po zabiegu operacyjnym, było fatalnym pomysłem. Zrobił się krwiak. Duży krwiak. Dlatego do jego usunięcia potrzebna była ogromna strzykawka. Przerażona zapytałam czy to będzie bolało? Na co pan doktor spokojnym tonem odpowiedział: "Mnie nie". Pierwsze podejście nie było zbyt udane, ponieważ igła była za mała. Za drugim razem poszło już zdecydowanie lepiej. I faktycznie wyglądało na to, że lekarza nic a nic nie bolało...

Epilog



Mniej więcej rok po operacji próbowałam wrócić do domu ze szkoły, ale autobus nie przyjeżdżał. Był ogromny korek, w którym wypatrzyłam dwoje starszych państwa z psem. Podeszłam do samochodu, zastukałam w szybę i zapytałam czy mogliby mnie podwieźć. Widać nie mieli sumienia zostawić dziecka (nawet teraz momentami wyglądam na szesnastolatkę) na mrozie, bo nawet dość chętnie zabrali mnie ze sobą. W drodze wywiązała się rozmowa na tematy zdrowotne i nagle okazało się, że mój wielki chirurg ortopeda jednak jest znany. Starsza pani nie mogła się go nachwalić. Przyznała, że może nie ma w sobie wiele empatii ale jest za to wspaniałym lekarzem. Mądrym, uczciwym i konkretnym. Chyba jednak wolę niewrażliwego lekarza, który patrzy chłodnym okiem jak zdrowieję...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.03.2009 18:32

duży + za pomysł na temat zapędy masz dobre jak troszkę popracujesz będzie OK :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pełnej sprawności? Do tego nigdy nie wrócę...

Komentarz został ukrytyrozwiń

mówisz że nie miałaś czasu na dobre zakończenie
a tak naprawdę dobrym zakończeniem powinno być opisanie -powrotu do pełnej sprawności:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Żeby nie zaśmiecać komentarzami nie na temat, na temat RPG z mojego punktu widzenia wypowiedziałam się szerzej tu:
link

Komentarz został ukrytyrozwiń

FRPG to trochę jak pisanie powieści w kilka osób na bieżąco. Każdy gracz jest odpowiedzialny za jedną postać a Mistrz Gry za resztę szczegółów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

D&D to rodzaj RPG (inaczej system). Ja grałam w Warhammera http://pl.wikipedia.org/wiki/Warhammer Nie uważam, że jest to niebezpieczne. To tak jakby powiedzieć, że literatura jest niebezpieczna, bo tam też przecież występuje fikcja. Jest to świetna zabawa rozwijająca wyobraźnię i kreatywność. Gdybym znalazła drużynę w Krakowie, to pewnie dalej bym grała.

Serdecznie dziękuję za miłe słowa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nazwisko nie takie złe! :)
Debiut też udany - z każdym tekstem będzie lepiej! Plus jak najbardziej się należy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.01.2009 22:52

+))) Wiesz, mam podobne doświadczenia.... Okazuje się, że lekarz nie musi być miły, natomiast jego obowiązkiem jest, aby był skutecznym fachowcem w swej dziedzinie. "Pierwsze koty za płoty"..... :))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje teksty nigdy nie są dla mnie wystarczająco dobre, żeby je publikować. Ten też nie był. Od roku pracuje nad artykułem dotyczącym trudności jakie stwarza biurokracja rodzicom dzieci niepełnosprawnych.

W Gdańsku się urodziłam i wychowałam a w Krakowie obecnie mieszkam i studiuję.

Czytam nałogowo... nie tylko fantastykę (choć z racji tego, że jakiś czas "bawiłam się" w FRPG http://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_fabularna i byłam adminem gry MMORPG o tej tematyce, literatura fantasy stała się mi szczególnie bliska)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Zawsze się dziwiłem, dlaczego nic nie "skrobiesz":
- masz w profilu piękne miasta
- ciągle czytasz, nie wspominając już o fantastyce
Hehe. W końcu rzekł i postawił należnego plusa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.