Facebook Google+ Twitter

Przeklinać trzeba umieć. Rozmowa z językoznawcą

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-08-11 10:16

Prof. Anna Dąbrowska: Politycy mówią agresywnie i nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa. Swoją drogą, ciekawe, czy autor powiedzenia łże-elity – narodowiec, wiedział, że to rusycyzm znaczący niby-elity.

Czy uważa Pani, że Polacy stali się bardziej wulgarni. Że kultura osobista kuleje?
– Jestem daleka od uogólnień. Są różni ludzie – jedni mówią lepiej, inni gorzej. Ostatnio przysłuchiwałam się rozmowie studentów w szatni sportowej. Wyrażali się kulturalnie. Ale szatnia szatni nierówna.

To znaczy, że nie klniemy więcej niż kiedyś?
– Przekleństwa to nie jest wynalazek naszych czasów, one są w języku potrzebne. W dzisiejszych czasach ta wulgarność jest jednak bardziej widoczna. Po 1945 roku zmieniły się wzorce i dziś jest z tym problem. Ludzie, którzy mogliby dawać dobry przykład, są rzadko eksponowani, np. w telewizji.

Częściej są tam politycy.
– Na ich temat nie mam dobrego zdania. Mówią agresywnie i nie biorą odpowiedzialności za swoje słowa. Swoją drogą, ciekawe, czy autor powiedzenia łże-elity – narodowiec, wiedział, że to rusycyzm znaczący niby-elity. Z braku dobrych przykładów i niedostatków systemu edukacji bierze się nasz największy problem.

Jaki?
– Wyczucie stosowności. W sytuacjach oficjalnych Polacy często mówią jak przy znajomych. Takie zachowanie razi. Można zakląć, ale trzeba wiedzieć jak i gdzie można to zrobić. Na pewno nie zrobię tego na posiedzeniu senatu uniwersytetu, ale już na zebraniu zakładowym i owszem – oczywiście, umiarkowanie.

Domyślam się więc, że są ludzie utalentowani do stosownego przeklinania.
– Tak, chociaż to nie talent. Raczej grupa cech, która powoduje, że jak już zaklną, to z wdziękiem. Ktoś, kto klnie, może być dobrym człowiekiem. Znam taką osobę: wspaniały fachowiec i mąż, a takie wiązanki potrafi rzucić, że aż uszy puchną. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy można!

A czy to, że mniejsze mamy poczucie wstydu, wpływa na nasz język?
– Tak. Teściowa mojej świętej pamięci babki była oburzona odsłoniętą kostką. Dziś na widok nagich brzuchów niechybnie padłaby trupem. Dziewczęta klną teraz jak chłopcy. Brakuje przez to pewnego hamulca, że przy kobietach nie wypada się brzydko odzywać. Nie wszystkich to jednak dotyczy.

Stres pewnie też?
– Oczywiście. Przekleństwa go rozładowują, ale nie należy ich nadużywać. One się wtedy zużywają i tracą swoje znaczenie. Chociaż nie martwiłabym się o to, że któregoś dnia przekleństwa nam się skończą. Ludzie są bardzo twórczy językowo.

A Pani klnie?
– No pewnie. Zwłaszcza jak prowadzę i ktoś zajeżdża mi drogę.


Maciej Czujko
D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.