Facebook Google+ Twitter

Przekornym spojrzeniem

Żyjemy w czasach, jakby na to nie patrzeć, demokracji i wolności słowa. Ktokolwiek by temu zaprzeczał powinien poczytać wypowiedzi użytkowników for internetowych na każdy, najdziwniejszy nawet temat.

Wprawdzie wypowiedzi są anonimowe i można sobie "pojechać", co też wielu czyni słowem nawet niewybrednym, ale przecież na upartego da się sprawdzić kto, co i kiedy wyklepał na klawiaturze. Ponieważ jak dotąd, nikt mi "nie przyszedł nocą i kolbami w drzwi nie załomotał" mam prawo sądzić, że nieco przewrotne spojrzenie na niektóre sprawy nie przysporzy mi kłopotów w mocno zaawansowanej, drugiej połowie życia. I tak oto zbliżam się do sedna problemu. Na początek cytat z dzisiejszych doniesień prasowych: ......"Choć był mało przydatnym informatorem, z listy agentów wykreślono go dopiero po 13 latach."

Mało przydatny informator to znany pisarz; inni, wymienieni z nazwiska w programie telewizyjnym i materiałach prasowych to wybitni, znani dziennikarze. Wszyscy ci ludzie mieli nieszczęście urodzić się za wcześnie. Dlatego ich dorosłość i początki karier przypadają na lata stalinizmu i późniejsze. Jednym słowem żyli i funkcjonowali w czasach trudnych dla wszystkich, w ustroju narzuconym przez wschodnie imperium za łaskawym przyzwoleniem zachodnich zwycięzców, trzęsących portkami przed komuną. Która dzięki temu na ich podwórko nie wkroczyła.

Teraz, po ponad półwieczu wiele osób z własnej woli, lub urzędowego obowiązku rozgrzebuje stare esbeckie akta w poszukiwaniu skandali w przeszłości osób znanych, reprezentujących najwyższy profesjonalizm w uprawianych przez siebie dziedzinach.

Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest jednak nasilenie szalonej nienawiści u ludzi, którzy grają tymi kartami. Albo więc są to starzy już ludzie, którzy musieli, każdy na swój sposób, przeżyć komunę albo ludzie młodzi, którzy po podróży na zachód nie muszą oddawać paszportu i pisać sprawozdania z pobytu poza granicami kraju.

Było rolą esbecji śledzić, szpiegować i wciągać do współpracy. Było zadaniem życiowym każdego obywatela przeżyć, urządzić się jakoś, wychować dzieci a nawet zrobić karierę. Mieć stanowisko, tytuł naukowy albo załatwić budowę nowego kościoła w czasach, kiedy w ościennych demoludach kościoły zamieniane były na magazyny zboża.

Wszystko to nazywa się oficjalnie lustracją. Ale zamiast spokojnych, wyważonych, historycznych badań, epatuje się konwulsyjnymi zrywami "rewelacyjnych" odkryć na temat osób znanych.

Przeróżnej treści wycieki i przecieki docierają do nas dzięki tym "sprawiedliwym", którzy się nimi jednogłośnie mianują. I im bardziej chcą być wiarygodni, tym więcej w tych doniesieniach nienawiści, jadu i błota.

Jest mi całkowicie obojętne kto jak się w życiu urządzał 60-50 lat temu. Po tylu latach jest to przedmiot badań dla historyków i socjologów. Bo całe społeczeństwo musiało przeżyć te czasy i w tym sensie wszyscy jakoś musieli "kolaborować".

Dlatego wielkim, cichym, zapoznanym bohaterem owych czasów pozostanie dla mnie kolega ze szkoły podstawowej, który w czasie uroczystego apelu i ogólnopolskiej, śmiertelnej ciszy na okoliczność śmierci wielkiego wydalił tylną częścią ciała dźwięk długi, głośny i modulowany. Nie doznał biedak żadnych prześladowań, bo nikt go nie wydał szalejącemu kierownikowi szkoły. Nie wiem czy później, jako dorosły był kolaborantem, ale z całą pewnością nie jest też kombatantem walki z komuną. A należy mu się jak mało komu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tak, nawet Bóg ma według Biblii na Sądzie Ostatecznym ważyć na szali dobre i złe uczynki, ale lustratorzy IV RP widocznie są ważniejsi od Pana Boga.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.