Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30055 miejsce

Przełom w śledztwie w sprawie kradzieży brylantów

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-03-17 07:19

W gdańskiej policji powstała specjalna grupa, która ma odzyskać skradzione z depozytu Międzynarodowych Targów Gdańskich brylanty. Kamienie warte 1,5 mln dolarów należały do belgijskiego konsorcjum Benelux Diamonds.

Stoisko belgijskiego konsorcjum Benelux Diamonds NV stoi od czwartku puste Fot. Dziennik BałtyckiPotwierdziły się nasze wcześniejsze doniesienia, że z depozytu odebrał je oszust, który udał reprezentanta tej firmy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że policja sprawdza też, czy nie doszło do sfingowania kradzieży w celu wyłudzenia ubezpieczenia.


Policjanci dysponują już portretem pamięciowym sprawcy kradzieży. Udało się im odnaleźć także torbę, w której przechowywane były brylanty. Złodziej porzucił ją w Rumi. Wiadomo, że kamieni o wadze od 0,005 do 4 karatów było około 230. Do depozytu złożono je w środę. Oszust, który w czwartek rano zgłosił się po ich odbiór, dysponował kartą magnetyczną skradzioną jednemu z Belgów. Według wstępnych ustaleń i jednej z najbardziej prawdopodobnych hipotez, nie był to Polak. - Policjanci sprawdzają, czy zabezpieczenia sejfu i procedura związana z przechowywaniem kosztowności były zgodne z przepisami. Do tej pory w ramach śledztwa przesłuchano ponad dwudziestu świadków. Mogę potwierdzić, że brylanty zostały najprawdopodobniej wydane osobie nieuprawnionej. Sprawdzamy wiele wersji wydarzeń - wyjaśnia nadkomisarz Jan Kościuk z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.
Policja nie chciała oficjalnie potwierdzić, że jedna z hipotez dotyczy możliwości sfingowania kradzieży brylantów w celu wyłudzenia ubezpieczenia.

Na temat zabezpieczeń i ochrony kosztowności podczas tegorocznych targów jubilerskich Amberif przedstawiciele MTG nie chcą na razie mówić.
- Musimy zachować to w tajemnicy ze względu na bezpieczeństwo wystawców. Mogę jedynie powiedzieć, że zabezpieczenia były zgodne z normami - mówi Tomasz Hołdys, wiceprezes MTG.
Innego zdania jest Ryszard Kaliński, prezes zarządu firmy Ochrona Juwentus. Według niego podczas tegorocznych targów musiało dojść do rażących zaniedbań ze strony ochrony strzegącej dostępu do depozytu. - Diamenty powinny zostać wydane po sprawdzeniu tożsamości osoby zgłaszającej się po nie. Jej nazwisko musi także znaleźć się na liście osób uprawnionych, którą powinna dysponować ochrona - wyjaśnia. Zarząd MTG wyznaczył nagrodę za pomoc w ujęciu sprawcy kradzieży. Wydaje się jednak, że 20 tysięcy złotych jest kwotą, delikatnie mówiąc, zbyt niską w stosunku do wartości brylantów, aby ktoś mógł się nią poważnie zainteresować.

- To nagroda za informacje, a nie zachęta dla złodzieja, żeby oddał kosztowności. Poza tym osobną nagrodę wyznaczył także zagraniczny ubezpieczyciel okradzionej firmy. Jednak jej wysokość jest uzależniona od wartości odzyskanego mienia i zgodnie ze zwyczajem w tej branży objęta tajemnicą - mówi prezes Hołdys.
MTG jako organizator targów są ubezpieczone od odpowiedzialności cywilnej, jednak polisa nie dotyczy kradzieży kosztowności. - Każdy z wystawców musi ubezpieczyć swój towar na własną rękę. Taki jest wymóg umowy, którą podpisujemy z każdą z firm. Przyznaję, że nie sprawdzamy tego, niemniej trudno jest mi uwierzyć, że ktoś nie ubezpieczyłby swoich precjozów - dodaje Hołdys.

Sprawdziliśmy, czy faktycznie wszyscy wystawcy ubezpieczają swój towar. Większość polskich firm, z którymi rozmawialiśmy, nieoficjalnie przyznała, że tego nie robi.

Czy tak wygląda złodziej brylantów?


Podejrzewany o kradzież brylantów mężczyzna ma ok. 180 cm wzrostu i z wyglądu ok. 30 lat. Jest szczupły, ma owalną twarz i krótkie, ciemne włosy. W czwartek ubrany był w ciemną koszulę i szary garnitur. Podejrzany nie mówi po polsku i ma południową urodę. Policja prosi wszystkich, którzy mogą pomóc w jego zatrzymaniu, o informacje na numer telefonu 997.

Na ochronę kosztowności są ścisłe procedury
Rozmowa z Ryszardem Kalińskim, prezesem zarządu firmy Ochrona Juwentus

- W jaki sposób powinno się ochraniać kosztowności o wartości półtora miliona dolarów?
- W takich wypadkach stosuje się ściśle określone procedury, które znajdują się w rozporządzeniu ministra Spraw Wewnętrznych i administracji z 14 października 1998 roku. Takie wartości pieniężne, są nimi również diamenty, powinny być ochraniane przez dwóch uzbrojonych pracowników.
- A jak ochroniarze powinni się zabezpieczyć przed wydaniem kosztowności osobom nieupoważnionym?
- Na taki wypadek są również procedury. W umowie podpisanej z klientem powinna być lista pracowników firmy ochroniarskiej, którzy mają dostęp do kosztowności. Z drugiej strony pracownicy ochrony mają listę osób upoważnionych do ich odbioru. Obie strony zawsze muszą legitymować osobę, która odbiera takie kosztowności.
- Gdybyście państwo dostali zlecenie na ochronę diamentów wartych 1,5 mln dolarów, to jak zabezpieczylibyście się i ile by to kosztowało?
- Znów tutaj jest ścisła procedura. Zgodnie z rozporządzeniem MSWiA do ochrony takiej kwoty powinno być zatrudnionych dwóch uzbrojonych pracowników. Podczas przekazywania kosztowności powinni oni wylegitymować osobę, która chce odebrać kosztowności. Koszt takiego zlecenia to około stu złotych za godzinę.

Rozpłyną się jak piana na wodzie
Rozmowa z WŁodzimierzem Luksem, jubilerem i starszym Cechu Rzemiosł Artystycznych w Gdańsku

- Jakie jest zapotrzebowanie na brylanty na rynku?
- Rynek brylantów, szczególnie w Polsce, jest bardzo mały. Skierowany jest przeważnie do garstki wybranych - najbogatszych ludzi. Oczywiście, są też wyroby dla mniej zamożnych klientów. Są to głównie pierścionki zaręczynowe, wykorzystuje się do tego kamienie o wielkości od 0,10 do 0,25 karata. Taki pierścionek można kupić już od 600 do 1,2 tys. złotych.
- Gdzie kupuje się diamenty do produkcji biżuterii?
- Rozprowadzaniem kamieni szlachetnych zajmują się wyspecjalizowane hurtownie. Każdy jubiler może po prostu złożyć zamówienie na interesujące go kamienie. Natomiast, jeśli ktoś sprzedaje diamenty, najpierw ich wyceną zajmują się specjalne komisje, które badają barwę, czystość, szlif oraz wielkość diamentu.
- Gdzie pana zdaniem mogą "wypłynąć" diamenty skradzione w Gdańsku?
- Na pewno nie w naszym kraju. W Polsce po prostu nie ma rynku, aby sprzedać kamienie o tak dużej wartości. Skradzione diamenty prawdopodobnie są już w Antwerpii lub w którymś z miast Izraela czy Stanów Zjednoczonych. Bez problemu kupić je może jedna z wielkich korporacji zajmujących się handlem diamentami. Dorzucą je po prostu do innych kamieni i rozpłyną się jak piana na wodzie. W grę nie wchodzi cięcie lub szlifowanie skradzionych diamentów. Oszlifowany diament nie jest przeważnie poddawany dalszej obróbce.

Jak ubezpieczyć stoisko na targach


Ubezpieczenie stoiska z wyrobami jubilerskimi wiąże się ze skomplikowaną procedurą. Trzeba spełnić wiele wymagań związanych z przechowywaniem, transportem i zabezpieczeniem klejnotów.
- PZU SA przewiduje możliwość ubezpieczenia pojedynczego stoiska z tego rodzaju towarami - wyjaśnia Kinga Herma z zespołu relacji z mediami PZU.- Lecz jest to niestandardowa sytuacja, wymagająca uzyskania wszelkich informacji umożliwiających ocenę ryzyka zaistnienia szkody. Składka ubezpieczeniowa zawsze ustalana jest indywidualnie i może wynosić od 8 tys. zł do 40 tys. zł. Tego rodzaju ubezpieczenia nie zdarzają się często.
Skomplikowane warunki nabycia polisy oraz wysoka cena składki odstraszają wystawców od zawierania ubezpieczenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.