Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10120 miejsce

Przemysław Stippa: „Mam głód pracy przed kamerą“

Dnia 28 czerwca w Szkole Podstawowej nr. 42 na warszawskim Targówku, w przerwie spotkania Przemysława Stippy z dziećmi tejże podstawówki udało się przeprowadzić wywiad. Rozmowa potoczyła się m.in na temat wymagających ról teatralnych i TV.

Które miejsce pracy najbardziej Panu odpowiada? Teatr, czy kamera telewizyjna?

-Mam wrażenie, że od zawsze takim miejscem pracy, które najbardziej mi odpowiada jest dla mnie Teatr. Gdyby nie ćwiczenia warsztatu i ciągła praca zawodowa w ramach Teatru, to pewnie i efekt pracy przed kamerą byłby gorszy. W ramach zawodu aktora zawsze trzeba do niego wracać. Muszę jednak przyznać, że mam głód pracy przed kamerą.

Na scenie teatralnej nie boi się Pan wyzwań. Czy tak samo jest przed kamerą telewizyjną?

-Tak. Uprawianie zawodu aktora bez stawiania sobie poprzeczki coraz wyżej może okazać się nudne, więc na wyzwaniach, na które cały czas czekam, można najwięcej się nauczyć.
Przemysław Stippa, aktor teatralny i telewizyjny. Szerszej publiczności znany z roli Władka w serialu "Barwy szczęścia" Przemysław Stippa i Mariola Morcinková po przeprowadzonym wywiadzie. / Fot. Fot. Sebastian Kosecki
Która rola telewizyjna, a która teatralna była dla Pana najbardziej wymagającą i dlaczego?

-Jeśli chodzi o wymagające role teatralne, znajduję je przynajmniej 4. Nie jestem w stanie wymienić jednej, konkretnej, która w tej klasyfikacji mogłaby być na pierwszym miejscu. Prawie każda z tych ról, które miałem przyjemność grać w życiu zawodowym, miała nowe wymagania i trzeba było się przebijać, ale nie potrafię określić, która w ramach Teatru sprawiła mi największą trudność, czy była największym wyzwaniem.

Ról telewizyjnych w moim życiu zawodowym było bardzo niewiele, ale pod względem kontekstu społecznego wyzwaniem była rola Władka w „Barwach szczęścia“.

Właśnie. Niezmiennie od kilku lat wciela się Pan w rolę Władka w wspomnianych „Barwach szczęścia“, czy nie boi się Pan kojarzenia z jedną rolą – tzw. „zasiedzenia“?

-Tak, to możliwe. Z tym, że aktor nie ma wielkiego wpływu na to, co zagra, ale jest od tego, by wcielać się w postać. Z jednej strony boję się, ale z drugiej przekornie, nie chcę rozstawać się z postacią i planem „Barw szczęścia“. Może się wydawać, że jest to kontrowersyjna postać w realiach polskich seriali, ale mimo to, jest fantastycznie przyjmowana przez widzów. Liczba przychylnych reakcji widzów robi wrażenie i napędza, by robić to dalej.

W czym, według Pana obserwacji tkwi sukces serialu „Barwy szczęścia“, że jest tak lubiany przez widzów?

-Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że może to być kwestią różnorodności wątków, które przewijają się w naszej produkcji. Na przykładzie mojego wątku widzę, że ludzie, odpowiedzialni za prowadzenie mojego wątku bardzo się jemu przyglądają i bardzo ciekawe rzeczy wymyślają. Prawdopodobnie też w tym tkwi sukces.

Może Pan zdradzić, co wydarzy się w serialu „Barwy szczęścia“ po wakacjach?

-Szczerze mówiąc, w związku z tym, że cały czas pracuję, nie mam czasu śledzić, który wątek został wyemitowany przed wakacjami, ale z tego, co wiem, jakieś spoilery, które zapowiadają nowy sezon są już dostępne na oficjalnej stronie serialu. Jakieś zajawki pewnie pojawią się wkrótce też w gazetach kolorowych.

Nad czym będzie Pan pracował w te wakacje?

-Nadal kręcimy „Barwy szczęścia“, a sezon teatralny w tym roku kończę bardzo późno, bo pod koniec lipca. W moim Teatrze macierzystym, którym jest Teatr Narodowy, zakończyłem sezon końcem czerwca. Pod koniec lipca czeka mnie wyjazd z Teatrem Dramatycznym na Węgry. Plany wakacyjne są związane z pracą nad nowym spektaklem.

Czy po wakacjach pojawi się Pan w nowych produkcjach telewizyjnych, czy serialach?

-Nic mi na ten temat nie wiadomo.

W tej chwili mierzy się Pan z rolą w spektaklu „Miarka za miarkę“. Opowie Pan coś więcej na ten temat?

-To premiera z kwietnia tego sezonu teatralnego. Było to wspaniałe spotkanie z litewskim reżyserem Oskarasem Koršunovasem, który jest legendą europejskich Teatrów. Kolejne, już chyba trzecie gościnne moje wystąpienie w innym Teatrze, nie macierzystym. Zawsze jest to pewnego rodzaju odświeżeniem, możliwość spotkania się z nowymi ludźmi i wrażliwościami. Współpraca była bardzo intensywna i ciekawa. Trudna, ale ze szczęśliwym zakończeniem, bo przyniosła oczekiwany efekt.

W jednym z ostatnich wywiadów powiedział Pan, że „marzy mu się małe szaleństwo“. Jest Pan zwolennikiem sportów ekstremalnych, czy jednak chodziło o coś innego?
"Aktor jest od tego, by wcielać się w postać" - mówi z przekonaniem Przemysław Stippa. / Fot. Fot. Sebastian Kosecki
-Szaleństwo było pojęte w ramach wyzwań na które czekam w ramach mojego zawodu. Wyobrażam sobie, że gdyby była okazja zmierzenia się ze swoimi słabościami w warunkach ekstremalnych, pewnie bym nie odmówił, jednak odpowiedzialność i wymagania zawodowe każą wypierać myśli, które kierują mnie w stronę sportów ekstremalnych. Jednak chętnie skoczyłbym ze spadochronem :)
-"Jeśli chodzi o wymagające role teatralne, znajduję je przynajmniej 4. Nie jestem w stanie wymienić jednej, konkretnej, która w tej klasyfikacji mogłaby być na pierwszym miejscu." - przyznaje. / Fot. Fot. Sebastian Kosecki
Może na koniec – jaka jest Pana wymarzona rola?

-W ramach mojego zawodu pojawiają się pytania klucze, na które nie znam odpowiedzi. Nie mam pojęcia. Tak samo, jak pytanie o moje hobby, które padło na spotkaniu od jednego z dzieci. Nie mam czegoś takiego. Każdej roli, którą dostaję, jestem bardzo ciekaw. Tak, jak nigdy nie miałem, nie mam do tej pory określonej roli marzeń.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)

Zdjęcia: Sebastian Kosecki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.