Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3450 miejsce

Przemyślenia spod wisielczego sznura

Staję nagle twarzą w twarz z wisielcem, wielokrotnie stykałem się ze śmiercią, wielu schorowanych i okropnie cierpiących ludzi myśli o eutanazji. Są śmierci heroiczne i śmierci samobójcze. Trzeba wiele odwagi, by założyć sobie pętlę na szyję.

Odbieramy trzy telefony ponaglające nas do przyjazdu... Tylko przyjedźcie razem, weźcie koniecznie klucze, chcę porozmawiać... Głos trochę bełkotliwy, pewnie po kielichu, ale proszący - przyjedźcie koniecznie razem... Nie śpieszcie się, najlepiej przyjedźcie o trzeciej.

Mamy swoje sprawy na głowie. Czekam na elektryka, smaży nam się stara instalacja. Żona wróciła od lekarza. Zdenerwował nas trochę, wypił i gadać mu się chce... To kuzyn żony, samotny, schorowany. Nie miał łatwego życia. Było tam trochę meandrów - zakoli. Jego kiedyś skrzywdzono, On krzywdził... Ale nie mnie to oceniać... To było kiedyś. Postanawiamy jednak nie zwlekać i jechać. Często na Jego prośbę holowała Go wielokrotnie do lekarzy i pomagała mu moja, też nie najzdrowsza żona. Pewnie mu teraz nagada, opieprzy... Wsiadamy do samochodu, jedziemy.

Szukam tej ulicy, znajduję, gdzie tu zaparkować... No, jest miejsce... Podchodzimy pod blok, otwieram drzwi do klatki schodowej, jeszcze kilkanaście
schodów i stoimy przed jego mieszkaniem. Nie dzwonię... Próbuję dopasować
klucze, otwieram... I tu szok. Ten, z którym rozmawiałem nieco ponad godzinę temu, wisi w przedpokoju na sznurze od bielizny... Coś Ty człecze uczynił?

Jestem już starym człowiekiem, pierdołowatym emerytem. Gdy słyszę bicie dzwonu, wiem, że bije on też dla mnie... Nie mam tu najmniejszych złudzeń. W trakcie tak długiego przecież życia, wielokrotnie stykałem się ze śmiercią. Bezpośrednio lub pośrednio. W mojej obecności umierali moi rodzice. Współreanimowałem, niestety bez powodzenia, kolegę na treningu siatkówki. Widziałem leżących pokotem rozstrzelanych zakładników na sołotwińskim rynku i twarze skrzywione zadanym bólem moich krewnych, zamordowanych przez bezwzględnych banderowców. Śmierć mnie też "powąchała". W dzieciństwie w czasie ich napadu i włamania do naszego domu. Innym razem, przed laty, podobnie, gdy ktoś chciał mnie "poczęstować kosą" w przedziale kolejowym. Udało mi się, byłem szybszy... Wyrwałem tę kosę recydywiście; on i jeszcze dwóch podobnych właśnie wyszli z pudła... Sprawa skończyła się rozejmem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Bardzo prawdziwe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mądry tekst - ludzki, pełen współczucia i zrozumienia dla ludzkiej tragedii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo smutne,ale wspaniale napisane...5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.