Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171318 miejsce

Przerwa w życiorysie

Nie zdechła. Nie pozwoliła zdechnąć dzieciom. Ma „wodę w ścianie, sr….w porcelanie”, herbatę pije w eleganckiej filiżance i sama rozwala się w fotelu.

Tego dnia zmieniała pościel, wykradała matce brudną bieliznę upchaną chytrze pod poduszką i różnych kątach domu, wywracała kosz z brudami i rozpoczynała pranie. Tradycyjne pranie to była klęska i zwyczajny dopust boży. Najpierw trzeba było zamoczyć: osobno, na noc, białe, osobno kolorowe. Do moczenia białego był proszek „do moczenia”, farbujące trzeba było prać ręcznie, a drugiego dnia, od świtu, zaczynało się grzanie wody w kotle. Do kotła wrzuciła jak zawsze wiórki szarego mydła, potem wymoczoną poszwę, albo dwa prześcieradła i parę ścierek. Tyle się mieściło.

Wrzące szmaty w mydlinach przepychała kopyścią, żeby się wszystko równo wygotowało. Drewnianymi szczypcami przekładała gorące płótna do Frani, Frania płukała, ona gotowała następne i tak to szło: przynieść wody, zagrzać, wynieść wrzące mydliny, przynieść czystej, zagrzać, wylać brudną…, nie liczyła wiader bo i po co? Ile trzeba, tyle trzeba.

Mężowi wypadły ważne sprawy do załatwienia, obiecał jej wody nanosić, ale coś długo mu schodziło, więc dygała sama, paliła w piecu, grzała, przelewała, bełtała, wylewała, bo na co tu czekać ? Byle za dnia wyschło. Pranie, obiad, dzieciak, matka chora jak zawsze w taki dzień, wszystko normalnie.

Grzbiet coraz bardziej bolał od dźwigania, ręce od wyżymania. Najcięższe były krochmalone poszwy.
Pod wieczór, kiedy drobnicę - a niech ją diabli - zostawiła w czystej wodzie do drugiego dnia - zjawił się mąż.

Spraw miał chyba dużo i męczących, bo wysunął fotel na środek pokoju, włączył telewizor i padł bez siły, rozwalając nogi na przejściu.
- Herbaty mi się chce - oznajmił zmęczonym głosem.
Wrodzonym alkomatem rozpoznała: „patykiem pisane”, sałatka śledziowa, piwo, stężenie do końca skali. Poszła do kuchni.
- Herbatę chciałeś, zaparzyłam świeżą, stoi tutaj.
- No to mi podaj - beknął łaskawie.
Jakaś cholera w nią wstąpiła. Chwyciła szklankę i
- No to pij - powiedziała, chlustając w zapitą mordę.

Nie zdążyła uciec. Cios z prawej, głowa odskoczyła od futryny, cios z lewej, druga futryna… nie krzyczeć… dziecka nie obudzić… ręce wyciągnięte w obronnym geście… znowu coś twardego w skroń… a potem przestało boleć i zgasło światło. Obudziła się z młotem w głowie i igłą w żyle. Zamglona twarz pochylała się nad nią, w kącie pokoju stał mąż, na wpół goły i roztrzęsiony jakiś.

- Co się pani stało? - zapytał człowiek w białym fartuchu, wstrzykując coś do żyły
- Nie pamiętam, chyba się poślizgnęłam i uderzyłam głową o wannę.
- Jest pani ciężko pobita - powiedział. Zabieram panią do szpitala.
- Jezu, nie, tylko nie szpital, nie, nie trzeba, to nic takiego, naprawdę. Ja się tylko poślizgnęłam.
- No tak, oczywiście. Skoro się pani nie zgadza...
- Zostawiam zaświadczenie o pobiciu - zaszeptał do ucha człowiek w białym fartuchu wsuwając coś pod poduszkę i zginając jej rękę z wacikiem.
- Proszę nie pokazywać mężowi. Może się przydać - zaszeptał.
- Tydzień zwolnienia na L4 - oznajmił głośno i zamknął torbę
- Jakby znowu straciła przytomność - proszę nas wezwać - rzucił w stronę mężczyzny stojącego w kącie.

Miesiąc oczu ukrytych za ciemnymi szkłami, puder, znajome kiwające głowami na to "zapalenie spojówek".
A na samym dnie świadomości myśl: z tym człowiekiem do końca życia? Nie. Niemożliwe. Przyrzekł nie pić. I co z tego? Czekała cierpliwie, realizowała krok za krokiem powzięty plan, wpłacała w tajemnicy na mieszkanie, ściboliła grosz do grosza, aż po kilku latach znalazła wreszcie ostatni gwóźdź do trumny tego małżeństwa z wiecznym kawalerem. Z mężem – nie męża, ojcem – nie ojcem.
- Co? Rozwód?
- Przecież zdechniesz beze mnie pod płotem razem z dziećmi - ryknął śmiechem czytając pozew. Puknij się w ten pusty łeb! Sama sobie była adwokatem, rozwód dostała na pierwszej rozprawie.

Nie zdechła. Nie pozwoliła zdechnąć dzieciom. Ma „wodę w ścianie, sr….w porcelanie”, herbatę pije w eleganckiej filiżance i sama rozwala się w fotelu. I tylko do tej pory nie wie, kto wezwał pogotowie. Przerwa w życiorysie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

To co nami wstrząsa najbardziej zapada nam w pamięć... Być może ten syndrom sz. nie był tu aż tak bardzo silny skoro udało się przerwać koszmarny ciąg zdarzeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) taki poziom pisania, to ja rozumiem.
Pokłony, pani Jadwigo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wojtku, niestety nie mogę się z Tobą zgodzić.
Stanowione prawo jest pełne luk i niespójności; także to, dotyczące sytuacji opisanej przez Jadzię.
Do tego dodać należy, dowolność jego interpretacji przez prokuratorów, sędziów.
Dużo możnaby pisać o przyczynach tego stanu, ale wady te blokują skuteczną ochronę ofiar przemocy.
A przecież wszystkie rządy i formacje polityczne, mają pełne usta deklaracji o pomocy i trosce o rodziny.
Nawet niektórzy z wielką determinacją walczą o życie poczętych, a o nieszczęśliwe, żyjące już dzieci paradoksalnie, jakby mniej.
Przecież trauma matki, jest także traumatycznym doświadczeniem dzieci.
Zbyt wiele podobnych przypadków ma miejsce, aby stwierdzić, że określone prawem możliwości kobiety w takiej sytuacji, są choćby zadawalające.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Hitoria smutna ,ale pieknie opisana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawa za tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.03.2008 08:52

+.

Kryzys męskości (czyli brak odpowiedzialności za szczęście rodziny) niekoniecznie daje o sobie znać promilami alkoholu i zaciśniętymi pięściami. Wystarczy, że mąż/ojciec nie przejawia żadnej inicjatywy - żyje tylko sobą, swoją pracą, swoimi przyjemnościami i wygodami. Jego działanie dla dobra domu jest najczęściej wynikiem próśb lub gróźb żony - jak dziecko czeka na rozkaz... tak zaczyna się rozkład... ale to żona jest tą złą, bo cały czas marudzi i narzeka i nie daje chwili spokoju!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Za opis zwycięstwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.03.2008 23:56

Stefciu, nie jest tak źle, jak myślisz :)
Akurat w tym względzie prawo daje wiele możliwości kobiecie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.03.2008 23:52

Bita kobieta musi się przełamać i powiedzieć DOŚĆ !!! To jest najważniejsze.
Wogóle ktokolwiek, będący w niewolniczym związku. Niedoceniany, poniżany, wykorzystywany, odtrącony. DOŚĆ ! i tyle. Proste ?
Pokłon i szacunek za decyzję, bohaterka tego tekstu jest WIELKA :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.