Facebook Google+ Twitter

Przestępcy jak asy z rękawa

Afery stały się czymś towarzyszącym rządom Prawa i Sprawiedliwości, obejmując większą cześć życia publicznego w Polsce. Utrudniają rzetelną ocenę gospodarczej i politycznej pracy naszego rządu, wprowadzając medialny szum informacyjny.

Jarosław Kaczyński/PAP/Paweł Kula Ponad dzień dzieli nas od dwugodzinnej konferencji prasowej premiera Jarosława Kaczyńskiego, a komentarzy do niej wciąż jak na lekarstwo. Dziwne jest to o tyle, że zostały w niej poruszone tak ważne tematy, jak zmiana podatków (jeszcze w tym roku!), przyszłość koalicjantów w składzie rady ministrów, czy najaktualniejsze propozycje odnowy moralnej naszego kraju. Z drugiej strony, kiedy przejrzy się nagłówki gazet można jedynie pokiwać ze zrozumieniem głową i pogratulować marketingowych kompetencji PR-owcom naszego rządu.


Nowa afera, nagłośniona w iście teatralnej oprawie przez najpopularniejszego ministra gabinetu, zawładnęła wszystkimi możliwymi kanałami masowego przekazu. W cień odeszły problemy gospodarcze, roszady w rządzie i krytyka naszej nieobecności w Monachium, pojawił się natomiast "doktor śmierć", agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego i minister Zbigniew Religa proszący o wstrzemięźliwość w wysuwaniu oskarżeń. Nie zagłębiając się w kwestie słuszności zarzutów stawianych ordynatorowi szpitala MSWiA należałoby się chwilę zastanowić nad terminem nagłośnienia tej sprawy. CBA i prokuratura badały nieprawidłowości w służbie zdrowia już od dłuższego czasu.


Również w kwestii przeszczepu serca to nie rodzina poszkodowanego, a policja miała podejrzenia dotyczące nieprawidłowej opieki nad pacjentem (która była przyczyną jego zgonu) i to już na początku grudnia ubiegłego roku. Trudno ocenić, czy powolne postępy w śledztwie, czy zwykła niefrasobliwość przyczyniły się do dwumiesięcznej zwłoki w ujawnieniu (a co gorsza, zatrzymaniu!) domniemanego przestępcy, który "żerując na nieszczęściu, krzywdzie i desperacji rodzin ograbiał je nie tylko z pieniędzy, ale i z nadziei"; wiadomo jednak, że nie jest to pierwszy przypadek ujawnienia "afery" w momencie, gdy spada skuteczność rządzenia, a wraz z nią notowania polityków.


Nieproporcjonalnie mało czasu poświęcono sprawom gospodarczym i politycznym nie tylko w ostatnich dniach, ale i przy wyborze prezesa NBP, przy uchwaleniu budżetu na przyszły rok, uchwalaniu ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, czy nawet, sięgając dalej wstecz, nowej, samorządowej ordynacji wyborczej. Za każdym razem, kiedy pojawiają się problemy w rządzie, pojawiają się również przestępcy i przestępstwa, które odciągają uwagę mediów publicznych. Ciągła "pogoń za króliczkiem" odwraca uwagę społeczeństwa od istotnych, choć nużących problemów gospodarki i prawodawstwa, którymi politycy w pierwszym rzędzie powinni się zajmować. Cofając się choćby do rządów Marka Belki widać znaczącą różnicę w ilości i przedmiocie rozporządzeń oraz ustaw wydawanych przez ówczesną Radę Ministrów i Sejm. Dzisiaj natomiast mamy do czynienia z wykorzystywaniem społecznej popularności dwóch ministrów - zdrowia oraz sprawiedliwości do kamuflowania bezczynności rządu przy naprawie państwa.


Jarosław Kaczyński/PAP/Paweł KulaRównocześnie ilość wykrywanych nieprawidłowości jest tak duża, że opinia publiczna nie ma nawet czasu zweryfikować stawianych poszczególnym osobom zarzutów, kiedy pojawia się kolejna sprawa, którą należy śledzić i badać. Prowadzi to do samosądów społecznych i jest doskonałym narzędziem do manipulowania postawami obywateli. Taka sytuacja ma miejsce dzisiaj, kiedy to ujawnione przez "Gazetę Wyborczą" nieścisłości dotyczące zarzutów stawianych ordynatorowi G. zaginą w oskarżeniach ujawnionych w odtajnionym dokumencie z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych, ale miała także miejsce gdy dokonano sądu na arcybiskupie Wielgusie, ujawniono nagrania posłanki Beger i wielu innych aferach z ostatnich kilkunastu miesięcy.


Afery, bo tak w nowomowie IV RP określa się poważne przestępstwa nagłaśniane w mediach, stały się czymś towarzyszącym rządom Prawa i Sprawiedliwość, obejmując większą część życia publicznego w Polsce. Nie ma już prawie sfery, w której nie wykryto przestępstwa - służba zdrowia, sektor bankowy, administracja, szkolnictwo, sport, czy nawet życie intymne polityków. Można by rzec "i słusznie", gdyż nasza młoda demokracja, jak i polska odmiana kapitalizmu są ciągle w powijakach, co skłania do nadużyć i przestępstw, których - niestety - nie brakuje. Jednak w walce z wszech-panującym "układem" zapomina się o najważniejszym - przeciwdziałaniu. Nie samo wykrywanie rodzimych złoczyńców oraz prowadzenie ich w kajdankach przez zamaskowanych antyterrorystów na oczach milionów telewidzów przyczynia się do redukcji przestępczości i korupcji w kraju.

Najważniejsze jest uzdrowienie systemu, który sprzyja takim sytuacjom. Zamiast ciągłego "łatania" prawa po wykrywaniu kolejnych nieprawidłowości, należałoby je na nowo zredagować, by stanowiło jednolitą całość. Równocześnie zamiast wydawać pieniądze na mundurki i "trójki" należałoby lepiej przeszkolić nauczycieli, by umieli sobie radzić z trudną młodzieżą. Także dobra sytuacja w polskiej gospodarce nie powinna być powodem do dumy i tuszowania opieszałości ustawodawczej, a bodźcem do szybszego i skuteczniejszego wprowadzania reform fiskalnych. Na koniec tej wyliczanki porad, która jest zresztą powtarzana jak mantra przez większość niezależnych ekspertów ze wszystkich dziedzin, należy sobie zadać pytanie - czy naszemu rządowi zależy na tym, aby faktycznie naprawić sytuację w Polsce? Czy nie żeruje on tylko na nieszczęściu, krzywdzie i desperacji obywateli, ograbiając ich nie tylko z pieniędzy, ale i nadziei?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Minus za zakończenie, zupełnie nie wynikające z reszty artykułu, który poza tym czyta się jak nudnawy wykład politologa o sytuacji politycznej w kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.