Facebook Google+ Twitter

Przetrwać na ulicach Teheranu

Wielopasmowe ulice, pokrywające gęstą, chaotyczną siatką całe miasto; wszechobecny ryk silników i gęsta zasłona spalin - to pierwsze, czym przywita nas Teheran - jedno z największych i najważniejszych miast Bliskiego Wschodu

Widok na miasto. / Fot. Maciek KowalskiSzczęśliwcom, którzy do irańskiej stolicy - tak jak ja - udają się drogą lądową, przez Gruzję i Armenię, łatwiej będzie przetrwać pierwsze godziny na tutejszych ulicach. Stosunki na linii kierowca - pieszy na Kaukazie, również do najbardziej eleganckich, w europejskim tego słowa rozumieniu, nie należą. Strach natomiast pomyśleć o podróżnych, którzy trafiają tu drogą lotniczą, prosto z jednej z zachodnich stolic.

Choć na niektórych, co bardziej ruchliwych skrzyżowaniach, można zauważyć sygnalizację świetlną, a momentami nawet światła dla pieszych, to można sądzić, że nikt Irańczykom nie objaśnił ich roli. Przekraczanie ulicy odbywa się więc w kilku etapach i przypomina przedpotopową grę komputerową, z zagubioną w miejskiej dżungli żabką w roli głównej. Mając do pokonania sześciopasmową drogę, przez którą płynie nieprzerwany sznur samochodów, nie czekając na lepszy moment (każda bowiem chwila, jak się po paru dniach okazuje, jest odpowiednia), rzucamy się w paszczę lwa i wkraczamy na jezdnię.

Ruch na skrzyżowaniu (tutaj przed szczytem) odbywa się we wszystkich możliwych kierunkach. / Fot. Maciek KowalskiNie liczmy jednak na to, że kierowca nadjeżdżającego auta zatrzyma się, czy chociaż zwolni. Nie zwolni. Nie mrugnie nawet okiem. Naszym celem będzie pokonanie pierwszego pasa ruchu. Zatrzymując się na chwilkę (nie dłuższą, rzecz jasna, niż 2-3 sekundy, gdyż jak wiadomo – każdy moment jest odpowiedni), czując na sobie podmuch wiatru, wywoływany pędzącymi samochodami, ruszamy dalej. W połowie drogi, korzystając z przepastnej, szerokiej nieraz nawet na pół metra przestrzeni, jaką kierowcy rozdzielają przeciwne kierunki jazdy, możemy odsapnąć i przespacerować się w odpowiadającą nam stronę. Kiedy już dojrzymy po przeciwnej stronie jezdni nasz cel, możemy spokojnie – najlepiej jeszcze nie dając tego po sobie w żaden sposób poznać – wskoczyć nagle pomiędzy pojazdy i kontynuować "przechadzkę".

Jedna z ulic Teheranu. / Fot. Maciek KowalskiPas ruchu – skoro już o nim wspomniałem,
należy dodać słowo wyjaśnienia. Pasów jako takich na 99 proc dróg zwyczajnie nie ma. Czasem daje się znaleźć ślad pasa rozdzielającego kierunki ruchu, jednak i to dalekie jest od reguły. Jeśli więc decydujemy się na wprowadzenie do irańskiej komunikacji drogowej pojęcia pasa ruchu, to tylko jako skrót myślowy, dalece odległy od jego europejskiego odpowiednika.

Stalowe rumaki ...

Teraz coś o królu irańskich szos. Choć ostatnio na drogach pojawia się coraz więcej aut marki Kia i krajowej Saipa, to wciąż najpopularniejszym pojazdem (oprócz może wszechobecnych motocykli 125cc) jest PAYKAN. Taksówkarze i ich savari (to zdjęcie pochodzi z Kurdystanu). / Fot. Maciek KowalskiTa, spalająca 15 litrów ołowiowej benzyny maszyna, produkowana była w praktycznie niezmienionej formie przez blisko 45 lat i stanowi symbol irańskiej motoryzacji. Symbol, który prawdopodobnie przejdzie do historii wraz z niedawną ustawą, nakładającą limity na zużycie benzyny. Na każdy samochód osobowy przypada 100 litrów miesięcznie w stałej cenie około 30 groszy za litr. Przy całym absurdzie, jakim jest benzyna na kartki w kraju, który jest trzecim największych producentem ropy na świecie, regulację tę trzeba zdecydowanie pochwalić z punktu widzenia ochrony środowiska.

Kobieta oczekująca na savari. / Fot. Maciek KowalskiBy lepiej poznać realia miejscowego ruchu ulicznego, warto podłączyć się pod nigdy nie znikającą „kolejkę” (a raczej dziki tłum) chętnych na przejażdżkę savari. Savari, które w wielu miastach stanowią podstawę miejskiej komunikacji, to nic innego jak taksówka, lub prywatny samochód, do którego ładują się cztery (lub więcej...) nieznajome osoby, zdążające w tym samym kierunku. By znaleźć się w jednej z tego typu taksówek (zazwyczaj marki Paykan), należy wykrzykiwać miejsce, do którego chce się dostać w kierunku przejeżdżających aut i czekać na sygnał od kierowcy. Należy przy tym pamiętać, że kiwnięcie głową ku górze oznacza zaprzeczenie... Innym, dużo bardziej ekstremalnym sposobem na poznanie miejskich praw dżungli jest moto-taxi. Przeciskanie się między autami, przejeżdżanie tuż przed pędzącą ciężarówką czy lawirowanie między próbującymi szczęścia w przekraczaniu jezdni pieszymi to tylko niektóre z czekających nas niechybnie atrakcji.

Najbardziej popularny środek lokomocji. / Fot. Maciek KowalskiPrędzej czy później, uczestnicząc w miejscowym ruchu, (który jedna z mieszkanek Teheranu wypróbowując swój angielski, określiła jako „not very much regulated”), czy nawet tylko go obserwując, dojdziemy do wniosku, że Irańczycy to znakomici kierowcy, którzy wbrew pierwszemu wrażeniu naprawdę wiedzą, co robią. Jedno jest pewne - po powrocie z Iranu nie sposób źle myśleć o kulturze jazdy w jakimkolwiek europejskim mieście, czy w najmniejszym stopniu przejmować się wyczynami kierowców w którymś ze śródziemnomorskich państw.

PS. - Irańczycy to bardzo przyjaźni, gościnni, otwarci i wspaniali ludzie. Proszę w żadnym razie nie uogólniać powyższego opisu na całokształt ich zachowania jako narodu...
Khoda hafez! - pozdrowienia, już z Kenii


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

hehe Maciek, to gdzie nocujesz?:D
Lonely Planet miałam w tym roku w Chinach, rzeczywiście przydatniejszy niz Pascal.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara: jedno drugieg nie wyklucza. Ja tez rezerwuje co sie da z polrocznym wyprzedzeniem, z tego prostego wzgledu ze znacznie obniza to koszty. A hotele... co to takiego? :-)
Swoja droga osobom lubiacym robic plany podrozy polecam przewodniki Lonely Planet (chociaz duzo zalezy od autora, w niektorych przypadkach niestety ciezko je polecac), po Iranie okazal sie bardzo przydatny pomimo, ze nieaktualny (ostatnie wydanie 2004)
pozdrawiam spod rownika

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po prostu super! (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaintrygował mnie ten Paykan :))) Warto wiedzieć, że coś takiego istnieje :))))

Przyjemnie się czytało +:)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciek z Tobą chętnie pojadę stopem na Krym czy Rowerem na Rzym. Bez zbędnych pytań. Bo znasz, rozumiesz, czujesz podróże od kuchni. Tylko "och" i "ach"
Precz z szablonowymi tekstami podróżniczymi.
Gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
zapomniałam;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

zwyczaje na drogach to temat, który mnie fascynuje;]
nie wiem, może uogólnienie, które teraz poczynię, będzie krzywdzące, ale zauważyłam, że im bardziej cywilizowany kraj, tym bardziej widac przestrzeganie jakichś powszechnie znanych zasad ruchu drogowego.
Z moich doświadczeń wynika, że najb. cywilizowana była więc Estonia:D

co do tekstu.
ciekawy. napisany też ze swadą a nie jak nudny protokół z zebrania.
co do wypraw.
zazdroszczę, przede wszystkim odwagi, bo ja jeżdżę owszem, ale loty, hotele rezerwuję z pół roku wcześniej, musze mieć jasny, klarowny plan, boje się zaskoczeń:D i tego ludziom podróżującym zazdroszczę często, odwagi w podejmowaniu mniej sformatowanych wypraw:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, że wszystkie rady i opisy przeróżnych miast na świecie przydadzą mi się, kiedy to ja będę podróżował.. Na razie nie ma jak.. Plus naturalnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za to teraz, na Czarnym Lądzie, nie przeszkodzi Ci "wszechobecny ryk silników i gęsta zasłona spalin" :) :) :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przemku za kołkiem to jest nawet nieźle, ale pieszy w Neapolu to nie ma żadnych praw, a tym bardziej jak pali sie zielone na przejściu dla pieszych - takie są moje doświadczenia z przejścia w okolicach portu dlatego myślę, że mógłby to być mały trening przed Teheranem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.