Z powodu konspiracyjnej współpracy z rozgłośnią Radio Wolna Europa został Pan fałszywie oskarżony o kolaborację z amerykańską centralną agencją wywiadowczą (CIA) i skazany przez komunistyczne władze na dziesięć lat więzienia. Tak. Przebywałem w trzech najgorszych wiezieniach w Polsce. Naczelny prokurator wojskowy kazał mnie aresztować, a w akcie oskarżenia napisał że domaga się dla mnie 15 lat wiezienia za to, że jak on to określił, oskarżony Szaniawski swoja działalnością godził w same fundamenty sojuszu polsko-radzieckiego.
Stanął Pan przed sądem warszawskiego okręgu wojskowego. Wiedział Pan że nie ma żadnych szans na uniewinnienie?Oczywiście, to był sąd stanu wojennego, sąd kapturowy wiedziałem że nie mam żadnych szans. Natomiast myślałem ze dadzą mi standardowe półtora roku, może dwa i po roku wyjdę. Tymczasem prokurator zażądał dla mnie 15 lat wiezienia, z których odsiedziałem w sumie 5 lat. Dokładnie 62 miesiące.
Gdzie trafił Pan najpierw?Najpierw siedziałem w tej strasznej katowni przy ulicy Oczki w Warszawie. Tam byłem tylko niecałe trzy dni.
Potem został Pan przewieziony na Rakowiecką.Tak, z Oczki mnie przewieźli na ulicę Rakowiecką i to jest najgorsze wiezienie w Polsce. W tym wiezieniu trzymali wszystkich ludzi, którzy kiedyś walczyli za Polskę. Tam byli mordowani żołnierze i oficerowie AK. Tam miedzy innymi zginął generał Fieldorf „Nil”, rotmistrz Pilecki „Druh” czy major Szendzielarz „Łupaszka”. To było główne wiezienie bezpieki w Polsce.
Czy pamięta Pan swoja pierwszą noc w więzieniu?Jak mnie tam przywieźli i spędzałem pierwszą noc, to w ogóle nie spałem. To był koszmar i właściwie na samym wstępie zdałem sobie sprawę, że to jest sytuacja dla mnie bardzo zła. Jak mnie tam przywieźli, rozebrali mnie ze wszystkiego ze skarpetek z majtek sprawdzali wszystko dokładnie - czy nie ma jakiś grypsów. Zostałem aresztowany, jako agent wywiadu Stanów Zjednoczonych i w dodatku w akcie oskarżenia stwierdzili, że jestem agentem bardzo groźnym - co budzi mój uśmiech jeszcze i dzisiaj. Natomiast wtedy esbek mi zabrał sznurowadła od butów, pasek od spodni krawat od koszuli i na koniec zegarek. Zegarek może nie był wartościowy w sensie materialnym, bo nie był ani zloty ani srebrny. Natomiast był dla mnie bardzo ważny bo dał mi go tata. Był to ruski zegarek w dodatku, dostałem go od taty jak zdałem maturę i na studia na Uniwersytet Warszawski. Powiedziałem do tego esbeka: pan mi zostawi ten zegarek bo to jest pamiątka, a on do mnie: a po co ci zegarek? Ty myślisz że tu będziesz na godziny siedział? I jak mi to sprecyzował, że nie będę tutaj siedział na godziny tylko na cale lata, to wiedziałem że to się tak szybko nie skończy i w rezultacie przesiedziałem z tych 15 lat 62 miesiące.
Jednak najdłużej przebywał pan w Barczewie. Gdzie znajduje się to więzienie? Barczewo to jest 20-parę kilometrów od Olsztyna na wschód na Mazurach - to jest dawny zamek krzyżacki przerobiony przez Niemców na wiezienie. Złodzieje, z którymi tam siedziałem nazywali ten kompleks polskim Alcatraz. Alcatraz to jest to słynne straszne wiezienie w Ameryce, z którego nikt nigdy nie uciekł, a jedynym wiezieniem w Polsce z którego nikt nigdy rzekomo nie uciekł jest właśnie Barczewo.
Było tak pilnie strzeżone?Ono jest z trzech stron otoczone jeziorem, a z czwartej strony fosą. Do więzienia można się dostać tylko mostem zwodzonym. Co prawda nie krzyżackim, ale podobnym i znajdującym się w tym samym miejscu. Najstarsza część wiezienia pochodzi z XIV wieku. Tam spędziłem w sumie ponad 3,5 roku. Do tego wiezienia przyjmuje się tylko ludzi, którzy maja ciężki wyrok. Nikogo kto ma wyrok mniejszy niż pięć lat tam w ogóle nie przyjmują. Tam przyjmują od 5 lat do kary śmierci, która wtedy jeszcze była.
Siedział Pan z mordercami?Z mordercami, złodziejami, gwałcicielami. Z takich bardziej znanych więźniów, siedziałem z gauleiterem Erichem Kochem. To był gauleiter Prus Wschodnich, a także podbitej Ukrainy. Jeden z najbliższych współpracowników Hitlera. To był ten, który ukrył tajemnicę bursztynowej komnaty i nie wyjawił jej aż do śmierci. Dożył dziewięćdziesięciu paru lat.
Jaki był na starość?Taki się zrobił drobny, wysuszony, zgarbiony, a widziałem jego zdjęcia na, których stoi w towarzystwie Hitlera, Göringa i Himmlera i on jest największy. Nauczył się stosunkowo dobrze mówić po polsku. Lubił takie słowa po polsku, w których było twarde „r” - k***a, cholera, dzień dobry.
Z kim jeszcze Pan siedział?Siedziałem też ze zwyczajnymi mordercami. Miedzy innymi z mordercą księdza Jerzego Popiełuszki. To już było w 1989 roku. To był pułkownik Adam Pietruszka wicedyrektor IV departament MSW i bezpieki, którego oskarżono o to, że kierował tym zabójstwem. Potem się okazało że to nie był on, aczkolwiek to był esbek z dużym stażem, doświadczeniem i oczywiście, że zwalczał Kościół. I ja z nim siedziałem - to nie był mój wybór, ale jak się potem okazało z akt IPN-u, o tym abym ja z nim siedział zdecydował generał Kiszczak osobiście. Liczył na to, że się pozabijamy w jednaj celi - co byłoby dla niego bardzo dobre.
Kiedy wyszedł Pan na wolność?Siedziałem dokładnie do 22 grudnia 1989 roku i wyszedłem na wolność przed samą wigilią w 1989 roku. Największym problem, żeby wyjść na wolność było dla mnie to, że mnie aresztowali w lecie kiedy byłem w podkoszulku, a jak mnie wypuszczali to miałem tylko ten podkoszulek i koszulę.
I jak Pan sobie poradził?Jakiś złodziej, którego aresztowali pewnie zimą, pożyczył mi swój płaszcz. Tak dojechałem do Warszawy - a było to na dwa dni przed wigilią.
">http://wyborcza.pl/1,75515,2556193.html