Facebook Google+ Twitter

Przez chrześcijaństwo w jedną dobę. "Last minute" Hołowni

Papua Nowa Gwinea, klasztor jak z powieści fantasy i lot do Australii - wszystko to, aby dotrzeć do samego serca chrześcijaństwa. Na niecodzienną podróż zaprasza Hołownia w najnowszej książce. Czasu jest niewiele, bo zaledwie 24 godziny!

 / Fot. Wydawnictwo ZnakSzymon Hołownia - ten sam, który stoi za napisaniem biografii Boga, czy też stworzeniem gry planszowej, gdzie na mecie czeka zbawienie (i to w sensie dosłownym) - tym razem przekroczył granice nie tylko co do samej formy i treści, ale i geograficznych podziałów (i to z premedytacją aż kilka razy!). Jego Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie to podróż przed siebie, wszędzie tam, gdzie chrześcijaństwo już nie kwitnie, ale wydaje owoce. A nic nie pomaga bardziej w opisie świata, jak reportaż. Hołownia zabiera czytelnika na Filipiny, pokazuje kościół w samym centrum galerii handlowej, gdzie (co ciekawe) nie tylko na każdej mszy liczba wiernych czasem dochodzi do 2000, ale wielu z nich odzyskuje utraconą w różnych okolicznościach wiarę.

Poznajemy Guam, gdzie ślady dawnej, pierwotnej kultury mieszają się w legendach z chrześcijańską kolonizacją. Innym razem wsłuchujemy się w historię kobiety, która w obawie przed policją nie może ujawnić swej tożsamości, ale może przekazać nam opowieść na pograniczu metafizyki, gdzie prorocze sny i wydarzenia, które w pewnym momencie przestały być tylko przypadkiem, pomogły jej opuścić islam i przejść na chrześcijaństwo. Podróż Hołowni to prawdziwe last minute, to ostatnia chwila, aby wyruszyć. Nic zatem dziwnego, że autor ciągle się spieszy, niezbyt płynnie przechodzi pomiędzy kolejnymi rozdziałami książki, aby pokazać jak najwięcej. Każda z podróży różni się od poprzedniej, czasem obiera przeciwne kierunki, zdarza się nawet więcej niż jedna wycieczka w te same okolice. Reportaże Hołowni są oszczędne w długie opisy, skupiają jedynie to, co najważniejsze - wsłuchanie się w tętno chrześcijan żyjących w różnych zakątkach świata. Tu powiedzenie, które tak często lubimy stosować do naszych braci protestantów, czy prawosławnych: "jak my pięknie się różnimy" staje się nieco infantylne i nie na miejscu. Choć z książki bije właśnie ta różnorodność, odmienność formy, to treść - samo sedno - jest identyczna. Niezależnie od tradycji, wzorców zachowań, nasza wiara jest taka sama.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.