Facebook Google+ Twitter

Przez manipulację zmysłem do zarobku

Szedłem pasażem i słyszałem w kółko jedną płytę. Na pamięć znałem kolejność utworów – pierwsze leciało "Bóg się rodzi", trzecie – "Dzisiaj w Betlejem". Wchodziłem do sklepu i słyszałem reklamę Mayday, wychodziłem i znów rodził się Chrystus.

Choć już dawno po świętach, na pytanie "jak minęły"? mam nietypową odpowiedź. Bo jedyne co pamiętam, to przedświąteczny szał zakupów i kolędy, które towarzyszyły nam na każdym kroku podczas wizyty w supermarkecie.

Jak podaje encyklopedia, kolęda to "pieśń religijna związana z obrzędem Świąt Bożego Narodzenia, śpiewana w kościele katolickim od północy z 24 na 25 grudnia (Pasterka) do 2 lutego (...)". Nie mam nic przeciwko anglojęzycznym piosenkom typu "Last Christmas", czy polskim balladom o spadającym śniegu, ale kolędy o tej porze i to w takim miejscu? Słychać je było nawet w toalecie! Łatwiej byłoby mi jeszcze to znieść, gdyby na terenie całego marketu leciało to samo, ale z jednego salonu dochodziło techno, drugi trząsł się od hip-hopu, a na plazmach roznegliżowane panienki... Jak tak dalej pójdzie, to może w kolejną Wigilię będziemy słuchać z rodzinką – z całym szacunkiem do tego rodzaju muzyki – metalu?

"Cicha noc" kojarzy mi się z przystrajaniem choinki, "Lulajże Jezuniu" z wieczerzą wigilijną. Jednak kiedy usiadłem z rodziną przy wspólnym stole, zamiast skupić się na świętach, poczuć tę całą atmosferę, przypomniałem sobie pracę, ból, zmęczenie, stres i obowiązki...

Pamiętajmy o tradycji i nie spieszmy się. Za wszelką cenę staramy się dorównać zachodnim państwom Europy, ale one naprawdę nie we wszystkim są godne naśladowania! Naprawdę wystarczą nam świąteczne bildboardy, ulotki i sztuczny śnieg na szybach, dlatego zachowajcie trochę obyczajowości i miejcie szacunek do naszych uczuć religijnych. Przecież kolęda to modlitwa, która nie powinna kojarzyć się z kolejką do kasy... Od tylu gatunków muzyki w jednym sklepie można dostać rozstrojenia jaźni! Jak będę chciał posłuchać kolęd, to sobie wezmę na zakupy mp3-kę... Ot co.

Jak szczury – psychologia zakupów

Poza kolędami, niektóre sklepy korzystają z najgorszych środków psychologii zakupów. Zarabiają na nas pieniądze przez kuszenie specjalnymi, świątecznymi zapachami. Wypuszczają je do sklepu i w ten sposób zachęcają do wydawania pieniędzy. Nie trudno było poczuć, że każdy sklep inaczej pachnie przez specjalne narzędzia do wydzielania zapachów. Tu czuć było pierniki, tam karpia, a jeszcze gdzieś sztuczne ognie... Skojarzyły mi się doświadczenia laboratoryjnymi na szczurach – wabi się je zapachem, by coś zjadły i coś zrobiły. Nas wabi się zapachem, byśmy coś kupili. Ta sztuczka to powszechnie wykorzystywany w dzisiejszych czasach sposób na zwiększenie efektywności sprzedaży w okresie przedświątecznym. Jesteśmy bardzo podatni na tego typu "pułapki". Pamiętajmy o rozsądnych, inteligentych zakupach, nie dajmy się zwerbować.

Kochani sprzedawcy, nie wichrujcie naszej psychiki tylko i wyłącznie, by podnieść zyski. A nam wszystkim życzę więcej rozsądku i właściwego rozplanowania czasu, by czasem w ferie zimowe nie zacząć już malować jajek i siać rzeżuchy...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.04.2007 21:03

Ta Twoja kolokwialność trochę razi w oczy, Kajetanku... :p :*

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobry tekst bracie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A z tym last kristmas aj gejw ju maj hart butt de wery next dej ju gejw yt ełej to można się było po-puke'ać... ECH

Komentarz został ukrytyrozwiń

Filizofią sieci wielkich korporacji jest faszystowska odmiana racjonalizacji. Długie flagi rozpięte na masztach przed wrocławskim Centrum Bielany kojarzą się jednoznacznie. Nicht fuer Idioten.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.